niech będzie świątecznie
2009-12-23 13:17:24
Siedząc już prawie na walizce, przygotowując się do eskapady na północ, dzisiaj to naprawde może być jak wyprawa za morze. Bilet w ręce, łącznie z miejscówką (Hurra! i to bez stania w kolejce, bo choć wydaje się, że PKP zginęło gdzieś w otchłani czasu to, mimo to sprzedaje bilety przez internet), droga na dworzec opracowana. Powinno się udać.
Za oknem niebo płacze. Więc choć we wspomnieniach cofając się o kilka dni.. uwielbiam takie weekendy jak ten ostatni. Gdy śniegu w bród, w mieszkaniu pachnie kakao i pomarańcze, za oknem pół osiedla zjedża na sankach, a w radio leci Marek Niedźwiecki.. cudo.. odpływam w inny świat.
Choć od kilku dni i tak jestem w innym świecie. Chorym. Zrobiłam sobie wolne, nikt się o mnie nie dopytuje, pewnie nawet nikt nie zauważył, że mnie nie ma, więc się nie narzucam... :)
I wykorzystując jeszcze chwilę przed wyjazdem, i wpływ niewielkiej gorączki, składam życzenia. Nie przemawiają do mnie słowa "Wszystkiego najlepszego", nie lubię światecznych życzeń, dopóki samemu się nie wie czego by się chciało... Może egoistycznie, ale mam wrażenie że pomyślenie o tym co by sie samemu chciało usłyszeć w takich życzeniach i co chcielibysmy by się w tym czasie wydarzyło, pomaga nam trochę zbliżyć się do innych.. by nie powtarzać wszystkiego na jedno kopyto, jak automat..ale być w tych życzeniach przede wszystkim obecnym...
więc na tę chwilę choć tyle..:
Nie życzę śniegu, nie życzę prezentów, ani tez wyśmienitych 12 potraw, bo to przecież nie one decydują o tym że święta są świętami.
Życzę nadziei i wiary w jeszcze jedno Boże Narodzenie, by łamiąc sie opłatkiem, czasem bez żadnych wypowiadanych słów, poczuc magiczne ciepło i bliskość, których czasem moze wstydziemy sie na co dzień.
Życzę Wam byście w wigilijny wieczór usłyszeli w słuchawce telefonu dawno zapomniany głos, albo tej odwagi, dzięki której sami do kogoś zadzwonicie.
Do tego żywych dyskusji przy świątecznym obiedzie, bo to będzie znaczyło, że chce nam się ze sobą rozmawiać i jesteśmy ciekawi naszych opinii.
Ciepła, uśmiechów, bezinteresownej życzliwości. A do tego by móc i umieć cieszyć się dzieckiem w nas, które jakby każde święta odkrywa na nowo.
A na nowy rok?
Sił - tych, co pozwalają wchodzić na 8. piętro i tych, dzięki którym, w ogóle nam "się chce chcieć".
Wyzwań i odwagi, która pozwoli je podejmować lub choćby rozważyć.
Otwartości i odrobiny szaleństwa - by każdy dzień nas zaskakiwał i czegoś uczył.
Odwagi by mówić, być słuchanym i słuchać.
Przewagi serca nad rozumem - czasem, często, a może nigdy lub zawsze.
Nadziei - że to co nie udało się w tym roku, można próbować zmienić lub temu zapobiec.
Jeśli nie - to mądrości i pokory by to, i nie tylko to zrozumieć...
Rano - ulubionej piosenki w radiu,
A wieczorem - satysfakcji by móc powiedzieć: "co to był za dzień!"
Ale przede wszystkim, to życzę Wam zdrowia zdrowia zdrowia.
I jeszcze jedno:
"Gdy zobaczysz, ze Ktoś wkłada swoje Wysokie Buty, bądź pewien, że zanosi się na daleką Wyprawę."
Życzę Wam więc także, by zawsze był obok ktoś, kto razem z Wami te buty założy, nie pytając dokąd idziecie...
moja ulubiona.. zawsze wzruszająca.. bo już zawsze będzie dla Czarka i Misia.. Tęsknie bardzo, Czarku. Misiu, jutro, w wigilię, skończyłbyś 17 lat.. ale jak śpiewa Anna Maria Jopek: "jak dobrze mi z nadzieją, że nie ma nieistnienia"...nieprzerwanie od tego, jednego dnia..
Pozdrawiam ciepło! ania
czytaj resztę »
Sobotnio
2009-12-12 19:16:36
Jutro przyjeżdżają rodzice. A, że pochodzę ze Świecia - miasta Celulozy, szpitala psychiatrycznego i do niedawna drużyny Polpaku, to bywam tam nieczęsto. Strasznie już się za nimi stęskniłam.
Więc czego to ja dzisiaj nie zrobiłam.. Podobno kiedyś istniały "sprzątające soboty". Dobra, przynaję - lubię porządek :) czasem, i z umiarem.
Pycha sobotnie śniadanie, sprzątanie całego mieszkania w rytm ulubionego kuźniarowego poranka w tvn24, zakupy, pranie, po 3 razy, spotkanie z D., zmaganie się ze zmywarką do naczyń, nawet wszystkie buty stojące w szafie wypastowałam, te letnie też.. Byłam w transie. Teraz siadam do pracy i cotygodniowych zobowiązań wobec pewnego polskiego serialu. Będę pisać o ranie ciętej nadgarstka. Choć jeszcze nie wiem co...
Wizyta rodzicieli nie bez powodu. W poniedziałek mamy rozdanie dyplomów i złożenie przysięgi H. w Filharmonii Narodowej. Choć jak skomentował drW (koordynator mego stażu) wieść o tym wydarzeniu: "I po co Pani ten dyplom.. potem są już tylko same problemy"..
Czasem też tak myślę.. ile to już razy ostatnio chciałam by czas się zatrzymał...
Ale jednocześnie tak niesamowicie ciekawi mnie to, co jeszcze może się tutaj wydarzyć...
Za oknem moja - Rosoła, wieczorową porą.

Zdjęcie z mego balkonu by WK.
czytaj resztę »Prolog
2009-12-11 22:41:40
Witam
Ja, Anna, kobieta, lekarz stażysta, i nie tylko...
Nie ukrywam, że jestem tu pod wpływem lektury paru pozostałych blogów lekarzy z mego stażowego, zatrudniającego mnie (póki co), szpitala.. Już nikt nie powie, że nic, poza dwoma długopisami, z tej pracy nie wyniosłam.
W środę skończyłam staż z interny. To już przeszłość, ale świętuję do dzisiaj :)
Myślałam, że ten dzień nigdy nie nadejdzie. A jednak.. ufffff. Będę tęsknić.. za salą nr18 (vel Melina).. i 1,5h odprawami.. za clostridiową biegunką i wszechobecnym otępieniem...
to tyle na dobry, optymistyczny początek. Pozdrawiam
czytaj resztę »
