Kurtka

2010-10-29 10:11:08

Dziś będzie poradnik, jak można w atmosferę wprowadzić niewiasty, językiem sprawnym, co nie tylko opowieści snuć potrafi.

Najlepiej opowieść zacząć już nocą ciemną, kiedy słychać jedynie świerszczy cykania i ogniska dogasanie. Dokładasz wtedy kilka polan do ogniska, wcześniej odkładając na bok gitarę, graniem na której zanudziłeś już gawiedź. Ważne jest, aby ton Twój był spokojny acz bardzo zaangażowany. Pełen przeżyć i tajemnej atmosfery.

Pełen powagi zaczynasz
„Wiecie co? Muszę to komuś powiedzieć, bo noszę to w sobie od kilku lat, jednak wciąż budzę się czasem zlany potem i sam nie wiem jak z tym sobie poradzić.
Było to już kilka lat temu, kiedy wakacje spędzałem u cioci w malutkiej  miejscowości na Mazurach. Pewnego dnia, kiedy już zwiedziłem najbliższą i trochę dalszą okolicę, poznałem sąsiadów i tak dalej, kuzyn zaproponował, żebyśmy pojechali, na taką wiecie, wiejską dyskotekę. Stwierdziłem, czemu nie, w końcu i tak nie ma co robić. Mówił, że jest tam fajna zabawa i świetni ludzie. Mieliśmy tam się dostać jakimiś skrótami i pojechać jego motorem. Mówił, że ta impreza jest w takiej małej, blisko położonej wiosce, do której najlepiej podjechać polną drogą, przez las, niż tłuc się ja mówił asfaltem. Pod sam wieczór, kiedy byłem już gotowy do wyjazdu, podjechał swoim starym, właściwie już wiekowym motocyklem. Wręczył mi kluczyki i powiedział, że niestety nie może ze mną jechać, ale mi powie jak tam dojechać, i że trafię bez problemu. Trochę się wahałem i chyba to zauważył.
- Słuchaj będzie tam jeszcze Andrzej z dziewczyną i mój dobry kumpel Zbyszek, którego wczoraj poznałeś – już im powiedziałem, ze przyjedziesz sam, także będą na Ciebie czekać.
Nie chciałem wypaść na frajera więc odpaliłem motor i pojechałem opisaną przez niego drogą. Było jasno także bez problemu trafiłem na miejsce. Droga nie była może tak krótka jak się spodziewałem jednak prowadziła przez urokliwe miejsca, stary bukowy las i kilka rozlewisk, chyba zapomnianych przez świat. Na miejscu cała trójka rzeczywiście na mnie czekała. Rozmowy, trochę alkoholu, tak żeby wytrzeźwieć do wyjazdu za kilka godzin i Ona. Kurcze jaka piękna dziewczyna. Przyszła sama. Wydawało się, że nikt jej nie zauważał. Jakaś trochę obok, jednak tak zmysłowo piękną, że nie zawahałem się do niej podejść i zagadać. No cóż później rozmawialiśmy długo o tym, gdzie mieszka, czym się zajmuje. Ja nie odrywałem wzroku od jej oczu, ust, bioder i nóg. Była cudna, opowiadała z taką lekkością. W tańcu wręcz przytulała się do mnie. Myślałem, że to nie może dziać się naprawdę. Że zaraz przyjdzie jakiś tutejszy i mi wypali w szczękę, że zabieram się za jego dziewczynę. Kiedy już było grubo po północy, poprosiła mnie, abym ją odwiózł do domu. Właściwie na to czekałem. Zabrała z krzesła swoją czarną, skórzana kurtkę, taką z zamkami - wiecie w stylu heavy metal. Ubrała ją. Jakoś nie pasowała do dość krótkiej obcisłej czerwonej sukienki. Choć całość wyglądała intrygująco. Wyszliśmy na zewnątrz, odpaliłem motocykl, dosiadłem go, aby ona za chwilę wsiadła na tylne siedzenie. Gdzieś w połowie drogi, zawołała abym się zatrzymał, bo musi do lasu, że chce jej się siku. Zatrzymałem stary motocykl, wyłączyłem silnik, żeby niepotrzebnie nie warkotał. Weszła w ciemny las, słychać było tylko szum drzew i jej kroki. Co jakiś czas łamiąc jakiś patyk pod stopami, chyba doszła na tyle daleko, aby nie było jej już widać. Czekałem, z tego co pamiętam nawet położyłem się obok drogi, aby delektować się ta chwilą. Powoli wstawał świt. Czekałem. Słyszałem tylko szum drzew poruszanych wiatrem, rechot żab dobiegający z rozlewiska, i poranne śpiewy ptaków. Czułem się wyśmienicie, taka dziewczyna, takie okoliczności, chyba coś z tego będzie – myślałem. Nagle w jednej chwili wszystko ucichło. Mówię Wam grobowa cisza. Przyznam szczerze, że troszkę mnie to przeraziło. Trwało to może kilka, kilkanaście sekund i później znów wszystko odżyło. Tak jakby ktoś wcisnął pauzę na odtwarzaczu, a później na powrót start. Poczułem się nieswojo.
- Juztyna?! Jesteś tam? – zawołałem – Justyna?!
Odezwij się – zawołałem jeszcze głośniej niż przedtem.
Nikt nie odpowiadał. Słońce powoli wznosiło się nad horyzontem. Wszedłem kilkanaście metrów w las. Wołałem. Na próżno. Szedłem coraz dalej. I zatoczyłem krąg. Nigdzie jej nie było. Zaczęło widnieć. Nagle dostrzegłem, że na jednym z drzew wisi jej kurtka. Podbiegłem, zerwałem ją z drzewa. Rozejrzałem się dookoła.  Żywej duszy. Powąchałem, pachniała jej perfumami i wydawał mi się jeszcze ciepła w środku Nie wiedziałem co robić. Kurcze naprawdę byłem zdruzgotany jej tajemniczym zniknięciem i tą cała sytuacją.”
Tu musicie zdobyć się w opowiadaniu, na rozżaloną i wciąż poważną minę, kto może niechaj i łezkę upuści. I lecicie dalej
„Wziąłem tą kurtkę i postanowiłem podjechać do jej domu, mówiła dokładnie gdzie mieszka, choć nawet te kilka godzin temu kiedy siedzieliśmy razem przy barze, wcale jej o to nie pytałem Idąc modliłem się w duszy, żeby tylko motor odpalił. Uruchomiłem silnik za pierwszym razem. Odetchnąłem. Podjechałem pod dom, który pasował do jej opisu. Była chyba szósta nad ranem. Zapukałem. Po kilku chwilach otworzyła mi starsza pani.
- Czy jest Justyna? – zapytałem troszkę głupio pewnie wyglądając. Szósta rano, a tu jakiś amant.
- Co to jest? – zapytała staruszka wyrywając mi kurtkę z ręki – Skąd to masz? Kim jesteś?
- Adam, byłem z nią dziś na dyskotece, ale gdzieś mi zniknęła w lesie
- Głupie żarty, wynoś się, Justyna jest tam pod tym dużym bukiem
Wskazała palcem na pobliski cmentarz i ogromne drzewo w jego centrum. Zatrzasnęła drzwi i przekręciła zamek. Waliłem w drzwi. Na próżno.
Nie wsiadając na motocykl poszedłem na cmentarz. Po kilku minutach stałem już pod bukiem. Usypany grób, na nim krzyż i epitafium z jej imieniem i nazwiskiem.
Nie wiedziałem czy ja śnię czy to dzieje się naprawdę. Podszedłem bliżej. Kiedy kucnąłem przy grobie podniosłem do góry wzrok. Na drzewie wisiała podobna kurtka, niby ta sama, lecz w dużo gorszym stanie. Poobcierana, ze zwisającym, oderwanym do połowy zamkiem, wydawało mi się, ze widzę na niej zaschniętą krew lub coś co ja przypomina. I kiedy wyciągnąłem rękę by ją ściągnąć, kiedy już niemalże ją dotykałem
- Zostaw to!!!” – tu musicie wyraźnie krzyknąć, jak jest ktoś przy Tobie nawet go chwycić za ramię, a najlepiej, szybko wstać.
Nie biorę odpowiedzialności za efekt tego opowiadania. Możecie go używać na własną odpowiedzialność, którą jeszcze niektórzy w naszych czasach mają.

Howgh



Dodane w przewodnik

Komentarze: 1

terenia 03.11.2010 r., 00:10
To pewnie sprawka pioropusza, ktory uciskal skronie i glowe, wywolujac takie halucynacyjne przezycia. Szkoda tylko, ze tak sie napaliles na dziewczyne i nic z tego nie wyszlo. Wyrazy wspolöczucia:-((((((

Dodawanie komentarza