Powołania - Kolejarz

2010-05-28 07:53:03

Siedzę sobie dziś w przedziale, no i ludzi garstka przy mnie, każdy ma po swej torebce, albo większej ciut walizce. No i Pani co przede mną sobie czyta też Newsweeka, a Pan starszy co po prawej krzyżóweczki rozwiązuje, coraś głośno się zapyta, gdy pomysłu potrzebuje. No i Pani z małym brzdącem, co opycha się drożdżówką. No i rusza ów ten pociąg, i na chwilę jakby wszyscy poruszyli się nieznacznie. I czas mija odliczany tym powolnym „to tak toto tak”. I mijamy bory lasy, miejscowości, wioski, miasta. No i nagle drzwi przedziału, ktoś otwiera sprawnym ruchem. Widać głowę, na niej czapkę, no i torbę przewieszoną, dyndającą gdzieś na boku.
- O dzień dobry – on powiada – bileciki proszę bardzo.

Każdy zaraz tam w swych przepastnych kurtach, płaszczach, torbach, torebisiach i saszetkach wyszukuje ten swój bilet i podaje temu Panu, co to czyta je z mozołem i coś kreśli długopisem.
- Czy Pan pali? – ja się pytam
- Że co słucham? – odpowiada zaskoczony tym pytanie,
- No czy pali Pan, bo chcę chwilę Panu zająć, a tak paląc można wiele rzeczy przecie od innego się dowiedzieć – choćby paląc w toalecie
- Nie, nie palę proszę Pana, ale czasu mam dość wiele – odpowiada lekko śmiejąc się w kącikach

Wychodzimy, i korytarz, wąski bardzo, opieramy się o okno, a ja patrząc się na niego zapytuje się w ten sposób:

- Niech Pan powie mi dlaczego… ach dlaczego jest Pan właśnie konduktorem i bilety tak wciąż sprawdza, to sprzedaje, to użera się z innymi?
- Mój złocieńki – tak się do mnie zwraca czule - ja nie zawsze byłem właśnie konduktorem, jako widzisz mnie tu teraz. Ja Ci byłem maszynistą i nie tylko, oj nie tylko!
- Maszynistą! Toć na naprawdę?
- No aż pewnie, że tak było. Kiedy byłem małym chłopcem to mój dziadek, słodki Józio, zrobił z drewna, mnie małemu, taką małą kolejeczkę, co to miała dwa wagony, tender mały i tą właśnie, zaraz z przodu napędzaną gumką z dętki przecie, lokomotywe. Ja do dziś mam ją, no i ona zawsze ze mną. Wtedy właśnie u mnie w głowie, zrodziło się to marzenie, aby zwiedzać ten świat cały na pokładzie tej maszyny. I prowadzić ją po torach no i widzieć inne światy. Bo to inne czasy były, wtedy Panie, już przebycie setki z goła, kilometrów to wyprawa przecież była. No a dzisiaj samoloty, samochody, szybkie wszystko i każdego na to stać w przedbiegach. Wtedy to ja byłem Panem, jak wracałem z tych wojaży, to co miałem ja słuchaczy, niezliczone całe tłumy, tej gawiedzi, głodnej świata opowieści. Tygodniami to całymi, wtedy w domu mnie nie było. I widziałem bardzo wiele, nieskończone wręcz przestrzenie. Ale w końcu się i to, niespodzianie tak skończyło. No i potem – tu uśmiecha się znacząco – no a później to ja byłem, ach barmanem w tym wagonie-restauracji. Oj mój drogi, to co wtedy tam się działo, toż to była piękna gratka, tam pracować. Ludzi mnóstwo, rozgadanych, i ciekawych, i radosnych, a i jakie tam sylwestry, ba, wesela też tam były. Dziś speluna to najczęściej ze zgrzewkami tylko piwa i batonów różnej maści. To nie dla mnie więc skończyłem i ubrałem ten to mundur, teraz chodzę bileciki do kontroli wciąż tak mówię sobie w kółko, no i ludzi to ja różnych na mej drodze tak spotykam.

- A marzenia proszę Pana – jakie ma je Pan na przyszłość? – pytam szybko, bo już widzę swoją stację i wychodzić zaraz muszę
- No, wiedziałem, że Pan o to, w końcu się zapyta – i to mówiąc swoją ręką lekko klepie mnie po barku. Później kładzie rękę na nim no i mówi lekko głowę przybliżywszy - Ja to chciałbym w małej dziurze, gdzie pociągi jeszcze chodzą, maluteńkie mieć mieszkanko nad tą ludzi poczekalnią i nad kasą kolejową. Zawiadować tą przystanią, tą malutką czasu chwilą, zapomnianą gdzieś na boku.

Pociąg staje, pisk ja słyszę, drzwi otwieram, ach z niemałym to wysiłkiem, i wychodzę, wiatr wciąż wieje, no i padać już zaczyna. Więc zapinam tuż pod szyją, mój ten polar wierny stary, no i kaptur też zakładam, no i znikam gdzieś w podziemnym brudnym przejściu, pod torami. Znów wychodzę na powierzchnię no i widzę, gdzieś na ścianie, sprayem tu maźnięte miernie, „miejcie rozum, swoje oczy no i serce pełne wiary” i z kieszeni też wyciągam swoją puszkę z farbą ciemną, nią potrząsam, kapsel ściągam, dopisuję „a do tego powołanie i marzenia - ślepi głupcy i maszkary”. I on patrzy widzę z okna, no i widzi, no i czyta, no i chyba się raduje, ja mu na to wiernym sprayem stojąc prosto salutuje.



Dodane w powołania

Komentarze: 4

vera4u91 09.06.2010 r., 18:23
cześć Nazywam się lorita, widziałem dzisiaj swój profil i stał się intrested w was, i będzie również wiedzieć więcej, i czy można wysłać e-maila na mój adres e-mail i będzie Ci moje zdjęcia tutaj jest mój adres e-mail (Loritaand100@yah
misiek 02.06.2010 r., 23:58
Z tymi pociągami, to różnie bywa... Generalnie nic nie mam do podróżowania tym środkiem lokomocji, ale gdy skład stoi w tzw. polu, to ogarnia mnie lekka irytacja. A im dłużej to trwa, tym bardziej się wkurzam. Głównie dlatego, że nic nie mogę zrobić.
terenia 28.05.2010 r., 23:22
Uwielbiam jazde pociagiem i spotkania z ludzmi. Kazdy ma swoja historie do opowiedzenia, tylko nie wszyscy sa chetni. Takie spotkanie nie zobowiazuja do niczego i czesto sa przyjemna odskoczna od codziennych trosk. Lubie patrzec na zmieniajacy sie krajobraz za oknem i sluchac tego "to tak toto tak", bo to jak uspakajajaca mantra :-)))))))))))
kaeri 28.05.2010 r., 21:18
Ach, gdzież Ty byłeś, jak Ciebie nie było?

Dodawanie komentarza