Nie ma już mojej Solidarności ...
2010-08-30 20:35:34
Mija 30 lat od powstania "Solidarności". Nie lubię się mądrzyć ani komentować spraw oczywistych. Ale coś dziś mnie zebrało na osobistą refleksję.
W 1980 roku miałem 27 lat i głebokie przekonanie, że wszystko nam się uda i że niedługo znajdziemy się w innym, lepszym i sprawiedliwszym świecie. "Solidarność", a wczesniej Papież Jan Paweł II 2 czerwca 1979 roku na placu Pilsudzkiego sprawili, że przestałem się bać wszechmocnej komuny, która rzekomo mogła wszystko z nami zrobić. Czas pokazał, że owszem mogła, ale nie wszystko. W tamtej "Solidarności" nie było podziałów na lewicę i prawicę, nikt nikogo nie pytał kogo bardziej kocha : Pana Boga czy samego siebie. Nikt nikogo nie lustrował, bo nikt nie przynosił do Solidarności żadnych tajemnic. Na zebraniach i w lokalach "Solidarności" czułem się tak, jakbym nagle przestąpił progi Wolnego Świata. Przez długich osiem morocznych lat stanu wojennego wzdychałem za tym światem. Kiedy się wreszcie go doczekałem, dowiedziałem się, że to wszystko jest mistyfikacją i zaplanowanym spiskiem jakichś ciemnych sił, kręcących tym światem, za którymi stoi międzynarodowa agentura. Na szczęście nie dałem wiary tym rewelacjom i miast wsłuchiwać się w instrukcje Ojca Dyrektora i przystawiać ucho do fal Radia Maryja i jęczeć, jak to ja mało zarabiam, ukończyłem studia menedżerskie Health Care Administration w USA i zostałem dyrektorem dużego szpitala wojewódzkiego w Lublinie, w którym potem za mojej dyrektury uruchomiono 14 oddziałów szpitalnych. Nie zawahałem się również zmienić zyciowego zajęcia, kiedy nadarzyła mi sie szansa pokierowania "Gazetą Lekarską", największym nakładowo pismem na polskim rynku medycznym (153 tys. egz).
Dlaczego o tym wszystkim właśnie teraz mówię?
Bo uważam się za człowieka spełnionego. Bo nie musiałem emigrować. Bo takie możliwośći dało mi wielkie zwycięstwo SOLIDARNOSCI, która odmieniła świat i moje życie. Szkoda, ze docenia to cały demokratyczny swiat, z wyjątkiem wielu Polaków, którzy dla swoich Bohaterów zostawili dziś tylko gwizdy i wygarażanie pięściami. Im się marzy drugi PRL - najlepiej nic nie robić i tylko narzekać, a zakłady deficytowe finansowane mają być z budżetu. Zaprosili prezydenta i premiera, zeby sobie ich wygwizdać? :) Bo im nie dadzą podwyżki? W prywatnym sektorze zwalniają ludzi, obcinają pensję, odbieraja premie. A w budżetówce ma rosnąć, bo oni tak chcą. Całkiem jak ci spod tzw. krzyża. Polską Statuą Wolności mają być jakieś pracujące dźwigi w stoczniach, które produkowały statki dla ZSRR, a od których wodowania w akompaniamencie dźwięków hymnu sowieckiego robiło się niedobrze.
Dziś mam dorosłego syna, który jest również lekarzem, i który przyszedł na świat w pięknym Roku Nadziei na Wolność 1981. Moja synowa jest lekarzem dentystą i rówieśniczką Tomka. Oni żyją przyszłością i to mnie cieszy i buduje. Na moje szczeście nie myślą, jak fajnie było w PRL-u. Mam już od nich dwóch pięknych wnuczków Krzysia i Wojtusia, którzy - pragnę - by wyrośli na ludzi porządnych, dobrych i pokornych wobec Pana Boga.
Ale przybył mi również nowy dylemat: jak naszym dzieciom i wnukom wyjaśnić dlaczego dzisiejsza "Solidarność" to gwiżdząca, bucząca, plująca, tupiąca i złowrogo wyjąca na siebie, często targająca śrubami, wymachująca kilofami i podpalająca opony tłuszcza, owładnięta niechęcią do ludzi, którym się powiodło dzięki solidarnościowemu przełomowi. Już dziś zaczynam sie bać dociekliwych pytań moich kochanych młokosów. Mnie i mojej SOLIDARNOSCI przybyło 30 lat. Chyba żeśmy się zestarzeli i czas sfolgować.

Dodawanie komentarza