Posty z kategorii: "szaleńcza praca"


nic nowego

2009-09-29 20:42:03

  Opieka poszpitalna nad pacjentem należy do ............. oczywiście do  lekarza prowadzącego chorego w warunkach szpitalnych. Takie wrażenie można odnieść obserwując losy i  perypetie zdrowotne pacjentów opuszcających naszą Klinikę. I chyba nie jest to wina tzw "rejonu", bo tak dzieje się ogólnie rzecz biorąc wszędzie. Lekarze POZ nie czują konieczność realizacji zaleceń znajdujących się na kartach wpisowych, w końcu to nie ich zalecenia i niech spełnia je ten kto zlecił. I tym sposobem pacjenci nie mogą doprosić się w warunkach ambulatoryjnych chociażby kontroli morfologii, czy kontroli innych podstawowych badań laboratoryjnych. "Proszę pana/pani to nie są moje zalecenia ....." słyszą od swojego lekarza rodzinnego, "..... proszę zgłosić się od oddziału w którym był pan/pani hospitalizowany". No i pacjenci przychodzą do nas, dzwonią rozżaleni,  nie mogąc się doprosić, tak, tak  doprosić o to, co tak naprawdę jest obowiązkiem lekarza POZ. W Polsce nie istnieje coś takiego jak ciągłość opieki nad pacjentem, chory po wyjściu ze szpitala trafia zazwyczaj (bo nie można też generalizować, choć dla wyrazistości to czynię) w "czarną dziurę", nie wiedząc mimo jasnych zaleceń w karcie wypisowej co ma ze sobą zrobić, natrafiając non stop na odmowy i opór "materii". I szczerze powiem, to nie wiem czy to się kiedyś zmieni, mam nadzieję że tak.......      

czytaj resztę »

Dodane w szaleńcza praca | Komentarze 9 , zobacz komentarze

tętniący problem

2009-08-24 20:37:07

W miniony piątek około godziny 13 trafiła do mnie z IP pacjentka przeniesiona z innego ośrodka z podejrzeniem zapalenia płuc. W wywiadach dość obciążeń żeby oddzielić kilku innych pacjentów, a w obrazie radiologicznym całkowite zacienienie lewego płuca. Płyn ?????? Już stan pacjentki po pojawieniu sie na oddziale nie wróżył nic dobrego, chora blada jak ściana, splątana, pobudzona, bez kontaktu słowno - logicznego, z ciśnieniem 85/50 mmHg, a nad polem osłuchiwania lewego płuca szmer oskrzelowy. Uuuuuuuuuu nie jest dobrze pomyślałem sobie. Przyłozyliśmy sondę USG do opłucnej i ..... niby nie krew, hemoglobina 10,9 mg/dl z poprzedniego dnia, no rzekłoby się nie ma dramatu, ale stan pacjentki mówi co innego. Z wielkim trudem walcząc z pacjentką pobraliśmy krew (wyniki o zgrozo mimo adnotacji cito były za kilka godzin) i podłaczyliśmy do ją monitora, a tam saturacja 78 %, tętno 140/min, a ciśnienie 80/50 mmHg. Trzeba działać i to jak najszbciej, tylko jak takiej pacjentce  zrobić TK, czy nakłuć diagnostycznie opłucną skoro ona wije się jak przysłowiowy piskorz. Opuszczając pracę i przekazując informacje Dyżurnym (którym w tym miejscu chciałbym serdecznie podziekować, bo wykonali kawał dobrej roboty) byłem pełen obaw. I nie zawiodłem się, gdy pacjentka na lekach się nieco uspokoiła koledzy wykoanli jej TK klp, a tam co?...... A no pękający tętniak aorty piersiowej, "skrwawiajacy" się do lewej jamy opłucnowej. Dramat. Sorry Janku, że nie dałem poczatkowo wiary Twoim przypuszceniom. I teraz zaczyna się najlepsze czyli poszukiwanie ośrodka, który zechciał by taką pacjentke zoperować;  no bo jak leczyć zachowawczo pękajacego tętniaka na internie?????? W jednym z wydzwonionych ośrodków wogóle takich operacji nie przeprowadzają, w drugim nie udało sie skompletować zespołu operacyjnego, a w trzecim zabrakło właściwych stentów, cóż...... Dzisiaj (a minęło już cztery dni odkąd chora do nas trafiła) też spędziłem praktycznie  cały dzień wisząc na słuchawce i konsultując pacjentke w róznych ośrodkach i co ..... i nic.  Brak konkretów i perspektyw dlaszego działania. Przyjdzie jednak ten tytułowy tętniacy problem leczyć na internie, w końcu nie pierwszy raz leczymy schorzenia typowe dla zupełnie odmiennych i jakże róznych od naszej  gałęzi medycyny.

                                                                

czytaj resztę »

Dodane w szaleńcza praca | Komentarze 10 , zobacz komentarze

Egoizm

2009-08-11 19:47:19

Po dzisiejszym dniu wiem, a raczej utwierdziłem się w tym, że wiem że naszym życiem, równiez moim, kieruje daleko posunięty egoizm. Na każdym kroku liczy się tylko własny tyłek, własny interes, nic wiecej ..... przykryty górnolotnymi słowami o sprawiedliwości i równości obowiazków. Zatracamy w tym ferworze pracy chęć i zdolność pomocy innym. Minęły czasy, że gdy pojawiało sie na oddziale nowe przyjęcie każdy wykazywał zainteresowanie, a gdy nie było dyżurnego do zajecia sie nim, szybko znajdowało sie zastępstwo. Było jakoś przyjemniej i przyjaźniej. Nie wiem do końca co jest przyczyną obecnego stanu rzeczy. Pewnie natłok zajęć i nowych obowiazków, wieczne zaganianie i brak czasu nawet na to, żeby podrapac sie po .... głowie. Każdy kombinuje jakby tu zrobić, co by sie nie narobić i jest jak jest. Teraz przyjęcie pacjenta w ciągu dnia jest złem koniecznym i bronimy sie przed nim nogami i rekami. Cóz rzeczywistość..... I przyznaje rację, że rozkład obowiazków nie jest symetryczny, a bardziej doświadczeni koledzy mają od nas żółtodziobów poprzez konsultacje, wykonywanie specjalistycznych badań czy choćby udzielanie sie jak dzisiaj na izbie przyjęć wiecej pracy i mają prawo domagac sie specjalnych przywilejów bijac tak naprawdę w nas młodszych. Ale wiem po dniu dzisiejszym, że moje zdanie nie jest najważniejsze (i słusznie)i liczy się zdanie większości. Pytanie brzmi jaki jest interes większości ????? Bo na pewno jekiś jest. A teraz sza, cicho sza ......

czytaj resztę »

Dodane w szaleńcza praca | Komentarze 16 , zobacz komentarze

Szarlatani

2009-08-06 21:47:14

Sprawy trzeba nazywać po imieniu. I nie jestem uprzedzony, ani też tym bardziej nie jestem rasistą. Po prostu pewne rzeczy w głowie mi sie nie mieszczą i nie godzę się na to by pewne jawne nadużycia i oszustwa stawały się ogónie obowiazującymi normami, które akceptuje wiekszość społeczeństwa. Patologia jest patologią i już, i nie można jej tłumaczyć i usprawiedliwiać na milion sposobów. O czym mowa, ano o działalnosci wielu pseudomedyków najcześciej o ezotycznie brzmiacych imionach i nazwiskach (jak choćby Baguio City czy Laurence Cacteng), którzy ziawiają się szybko ni stąd ni z owąt (no najcześciej z Filipin), naciągają ludzi udając, że ich leczą i uleczają ze smiertelnych chorób, a potem równie szybko z zainkasowaną gotówką znikają z naszego kraju.

Ostatnio w jednej z radomskich gazet przeczytałem wielką na pół strony reklamę jednego z takich códotwórco - szarlatanów, który jest w niej wymieniany jako ten, który w sposób bezkrwawy leczy wszystkie (i słowo wszystkie jest tu słowem kluczem) dolegliwości jakie tylko mogą dotknąć człowieka, od  zadartego paznokcia, aż po uogólnione choroby nowotworowe..... Ta, a jedzie mi tu czołg ... ? Bezkrwawe operacje, też coś. O zbadanie tych tkanek, które jakoby pochodzą z organizmu operowanych w ten sposób osób pokusił się swego czasu Zakład Medycyny Sądowej we Wrocławiu i cóż się okazało, otóż tkanki te pochodziły od zwierzat chodowlanych (najcześciej od krów). Jednym słowem świnie z nich. 

Ulubionym miejscem działalności tych pseudouzdrowicieli są oczywiscie małe miejscowości i wioski. Bo naród tam (nie generalizując oczywiście) bardziej prosty, przesądny, wierzący w zabobony zatem  takie oszustwo łatwiej kupi.  Oczywiście "spece od uzdrawiania" pojwiają sie tam w towarzystwie osób, które mając podnieść ich wiarygodność zaświadczają, że zostały cudownie uzdrowione, że ów "magik" X, czy Y (nie chce mi sie pisać juz ich nazwisk bo za długie i zbyt skompilkowane są) spowodował znikniecie np. guza trzustki, rozkruszenie kamieni nerkowych czy uleczenie niepłodności. No gratulacje, może w ogóle naszą medycyne oprzeć o tego typu "osobowości"?  Było by jak to mówią napewno smieszno i strasznie, ale spektakularne sukcesy medyczne gwaratowane.

I powiem Wam, że naród te oszustwa kupuje i akceptuje, do tych szarlatanów ustawiają sie kolejki oczekujących (często po kilkaset osób), a kilkuminutowa wizyta kosztuje około 150 zł. I co Wy na to? Polska jest doskonałym poletkiem mogącym wyżywić jak sie okazuje około 40 tysięczną społeczność bioenergoterapeutów, bezkrwawych chirurgów i temu typu podobnych, a Polacy zostawiają i ich gabinetach rocznie około 6,3 mld złotych (a to tylko szacunkowe dane, prawdziwe dane nie są znane bo gro przypadków nie jest nigdzie ewidencjonowana). 

Oszuści żerują na ludzkiej naiwności, siłe sugestii pacjenta, a co najgorsze na jego chęci i wierze w wyzdrowenie .... a potem co, inkasują za nic kasę i dalej w świat. Dlaczego dajemy sie tak łatwo nabierać ???? Bo wiara czyni cuda, a nadzieja potrafi przezwyciężyć czesto najgorsze momenty w naszym zyciu. Siła sugestii jest wielka i jak widać kosztowna. Dla wielu ludzi taki pseudo uzdrowiciel to często ostatnia deska ratunku, kiedy możliwosci konwencjonalnej medycyny sie kończą, oni mówią wyleczymu pani/panu ten rozsiany nowotwór "od ręki". I ludzie płacą i podobno są tacy, którym pomaga.....

A że Polska to dziwny kraj, wiemy chociażby z poprzednich postów (kraj absurdów, Dziwny to kraj) to co sie okazuje: w Polsce uzdrowicielem może zostać każdy, wystarczy zarejstrowac działalność gospodarczą i reguralnie płacić podatki. A nad tym całym "biznesem" czuwa kto, nie, nie ministerstwo Zdrowia, tylko Izby Rzemieślnicze. Magik udajacy cudotwórce jest traktowany według polskiego prawa i polskich przepisów jak stolarz czy kowal. Niezłe nie ; ))) Tak naprawdę nikt tego nie kontroluje. 

Naprawdę do ludzi musi dotrzeć, że super nowoczesna metoda "oczyszczania organizmu" zwana hydrokolonoterapią i kosztująca ok. 140 zł, to zwykła, ordynarna lewatywa, a uzdrowiciel, który obiecuje usunięcie bezkrwawe rozsianego guza to oszust i szarlatan.   

 

czytaj resztę »

Dodane w szaleńcza praca | Komentarze 10 , zobacz komentarze

prowokacja

2009-07-28 22:50:28

Wiadomo że najłatwiej jest kopać leżącego. Tym razem dostało się nam od telewizji TVN, która korzystając z okazji (bo tak to trzeba po prostu nazwać) jaką jest szerząca się wszem i wobec w Polsce (poodno potwierdzonych jest już 71 przypadków, a kilkanaście nowych osób jest mocno podejrzanych o zachorowanie) świńska grypa, a fachowo rzecz ujmująć jaką jest wzrost liczby osób zainfekowanych wirusem grypy AH1N1 postanowiła urządzić małą prowokację. Wielokrotnie w pracy śmialiśmy się, narzekając na warunki w niej panujące i pewne związane z tym absurdy, że zaraz przyjedzie Ryszard Cebula z programu TVN "Uwaga" i nakręci mrożący krew w żyłach reportaż. My tu sobie śmichy chichy, a tu stało się. Padliśmy jak i bodajże dwa inne szpitale warszawskie ofiarą  jak zwykle starannie wyreżyserowanej prowokacji. Na izbie przyjęć pojawił się bowiem praciownik w/w stacji (zresztą nie poraz pierwszy) uzbrojony w ukrytą kamerę podając sie za turystę, który wrócił właśnie z Hiszpanii i że ma objawy pseudogrypowe, zatem żeby wykluczyć wirusa AH1N1 został natychmiast skierowany do Szpitala Zakaźnego. No niby nic się takiego się nie stało, normalna rzecz, ale w telewizorni wielkie larum, że jak to tak można, żeby pacjent z odejrzeniem "świńskiej grypy" nie otrzymał właściwej pomocy, że nie podjęto działań mających na celu izolację chorego itd, itp.... Oczywiście na szklanym ekranie wypowiadała się też szanowna Pani Minister, która pod natłokiem pytać zapowiedziała, że wyciągnie daleko idące konsekwencje, bo lekarze w szpitalach nie stosują się jakoby do jej zarządzenia. 

Śmiać mi się trochę chce, bo wiadomo sezon ogórkowy, dobrze podłapać jakąś sensację, którą naród łatwo kupi i uzna za prawdę, a że politycy na wakacjach niewiele się dzieje to padło znowu na służbę zdrowia. A cała ta sytuacja ma miejsce w chiwli, kiedy rzeczywiście jest kilkadziesiąt nowych zachorowań wywołanych wirusem grypy AH1N1, ale jak wszyscy dobrze wiemy wszystkie osoby obecnie chore przechodzą tę infekcje łagodnie, bez powikłań. Część z nich jast rzeczywiście hospitalizaowana w szpitalach, ale to bardziej celem wykonania badań i ewentulanej izolacj niż leczenia, bo jak można przyczynowo leczyć infekcję wirusową ?????? Nawet Główny Inspektor Sanitarny, który wypowiadał się dzisiaj rano w mediach powiedział, że osoby zakazone wirusem "świńskiej grypy" nie zagrażają otoczeniu, nie wymagają szcególnej izolacji, a jedynie leczenia takiego jak przy zwykłej grypie. O co zatem tyle hałasu, jątrzenia, nie wiem. Ale cóż medialny temat sie pojawił i pewnie długo jeszce bedzie się odbijał szerokim echem.

Szkoda, że w naszym kraju jednymi z najbardziej popularnych programów są te z serii "Uwaga", a jednymi z najbardziej poczytnych (choć to stanowczo za duże słowo, bo więcej tam do oglądania, niż do czytania, a i ta niewielka ilość treści jest zazwyczaj marnej jakości) gazet są tabloidy i szeroko pojęte brukowce. To właśnie media tego typu kształtują świadomość naszego społeczeństwa, często świadomość spaczoną lub mocno zniekształconą. Choć przyznaję, że internet również pozwala na pisanie wszystkiego i publikowanie gdzie bądz,czego bądź, zatem pewnie i ja z racji swojego zawodu nie jestem w opisanej dzisiaj prowokacji obiektywny. 

 

czytaj resztę »

Dodane w szaleńcza praca | Komentarze 16 , zobacz komentarze

opieka podstawowa

2009-07-22 11:51:52

Długo zastanawiałem się czy pisać ten post, żeby nie być posądzonym o działanie wbrew kolegom lekarzom pracującym w podstawwoewj opiece zdrowotnej;  ja młody, niedoświadczony lekarz - cóz on może wiedzieć. Jednak zdecydowałem się na to wiedząc, że tak naprawdę to wystepuję nie przciwko lekarzom, którzy pracują w POZ, z których część znam i bardzo cenię jako ludzi i wspaniałych fachowców, a przciwko organizacji systemu ochrony zdrowia w Polsce. Z założenia ma być tak, że pacjent ma trafić do lekarza rodzinnego z każdą dolegliwością i to On ma stanowić "sito" które "odsiewa" osoby wymagajace hospitalizacji szpitalnej, czy pomocy specjalisty w danej dziedzinie, od tych których da się spokojnie zaopatrzyć i leczyć ambulatoryjnie. Takie są założenia i wytyczne Minsiterstwa Zdrowia, ale rzeczywistośc ni jak do nich nie przystaje. Bo jak tu zajać się pacjentem i strać się prowadzić jego leczenie gdy ma sie pod opieka tysiące takich osób, a na każdą z nich około 10 - 15 min na wizytę. I gdzie tu czas, na to zeby zebrać pożądny wywiad z pacjentem, omówić z nim istotę rozpoznanej choroby oraz planowaną diagnostykę i leczenie dbajac o nadmieniany juz na naszum blogu copliance. Te 10 - 15 minut zajmuje właśnie wypełnienie dokumentów pacjenta, wszelkiego rodzaju skierowań na badania i recept; nie ma czasu na rozmowę. I wiadomo, że wtedy łatwiej po prostu wypisać skierowanie do szpitala  i powiedzieć: " Tam się Panem/Panią zajmą .... i będzie to dla Pana/Pani lepsze". Lekarze POZ jak wiadomo muszą się też liczyć z nakladami ponoszonymi na jednostkowego pacjenta, bo prawie codzień mają kładzone do głowy, że muszą oszczędzać, że powinni wypisywać mniej skierowań na badania, że zobronione mają kierować pacjentów np. na tomografię. I jak tu normalnie funkcjonować z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku zawodowego. No nie da się. Dlatego często my lekarze pracujący na oddziałach szpitalinych w IP spotykamy się z tłumaczeniem kolegów, że oni nie mogą czegoś zrobić, zasłaniając się jakimiś ustawami wydanymi ostatnio przez Panią Minister Zdrowia czy nakazem przełożonych. Ostatnio spotkałem się nawet z sytuacją kiedy lekarz POZ odmówił pacjentce realizacji zaleceń poszpoitalnych, m.in. wykonania podstawowych badań biochemicznych krwi, tłumacząc to tym, że to ja powinienem realizować te zalecenia skoro je wydałem...... tylko że wtedy byłbym nie lekarzem oddziałowym tylko rodzinnym, a ja się na to nie godzę. Myślałem przez jakiś czas że takie postępowanie i metody działania lekarzy rodzinnych dotyczą tylko "rejonu" obsługiwanego przez nasz szpital. Nic bardziej mylnego, ostatnio przekonałem się, że podobnie jest tak naprawdę wszędzie. I szczerze powiem, żę nie wiem jak to zmienić, bo ja się na reformie służby zdrowia nie znam, a to myślę ona jest winna zaistaniałej sytuacji, a nie tysiące lekarzy POZ którzy działają na tyle na ile pozwala im otaczająca rzeczywistość. 

czytaj resztę »

Dodane w szaleńcza praca | Komentarze 3 , zobacz komentarze

upadek autorytetu

2009-07-16 20:12:36

    Ostatnie dni w pracy dają mi się szczególnie we znaki. Mimo, że to wakacje i teoretycznie powinno być trochę wytchnienia, pacjentów nie brakuje, a nas lekarzy o ironio jak na lekarstwo. Kolejka przyjęć dramatycznie się skurczyła i w sposób zastraszająco szybki obraca, powodując że codziennie mamy dwóch, a nawet kliku nowych pacjentów. Na wytchnienie nie ma co liczyć; gdy już otrząśniesz sie z jednych obowiazków, przygniatają Cię kolejne. I tak w kółko, bez opamiętania. Każdy z nas wyczerpany stara sie nie wybuchnąć i radzi sobie jak może, ze zmęczeniem, stresem, toną zalegajacych papierów. Jednym słowem łatwo nie jest.

   Ale mnie ostatnio nie marwi natlok pracy, bo do tego zdążyłem przywyknąć i się zaadoptowałem, ale rosnąca wsród pacjentów, a szczególnie i ich rodzin agresywność wobec nas. Prawie codziennie odczuwamy na własnej skórze, albo jesteśmy świadkami nieporozumień na lini lekarz -  pacjent i jego rodzina. Powody ich są bardzo rózne od niewłaściwej opieki, poprzez brak dostepności niektórych badań, niesmaczne obiady, niewygodne łóżka, przepełnione sale, a skończywszy na wygladzie naszego skąinąd rzeczywiście nieco obskórnego oddziału. Na porządku dziennym są już prawie awantury, urządzane szczegónie mlodszym z nas na korytarzu przez pacjentów i ich rodziny. Jesteśmy obwiniani tak naprawdę za całe zło tego świata. Czasami ta agresja jak mi sie wydaje wynika z chęci zakamuflowania w taki właśnie sposób braków w pielegnacji i opiece leżącej po stronie familii, czyżby wyrzuty sumienia. Trudno to zrozumieć, bo naprawde wydaje mi się, ze przy mozliwościach jakimi faktycznie dysponujemy staramy sie tych ludz leczyć w sposób zgodny ze wszystkimi standardami medycznymi. Niestety nie mamy wpływu na to, że do tej pory nie doczekaliśmy sie zapowidanego od lat remontu, ani chociażby na to, że mimo posiadania nowoczesnej pracowni radiologicznej nie dysponujemy mozliwościa  wykonania całodobowo badania USG, co ja mówie nie dysponujemy tym USG nawet codziennie, tylko obecnie 1 X (słownie jeden raz) w tygodniu. Makabra, ale nikogo to nie interesuje, a pacjentom czasami trudno sie dziwić, że wobec takich faktów popadają w irytację.

   Ale gdzie te czasy kiedy zawód lekarza, nie tylko na prowincji, ale także w wielkich miastach miał swoją pozycję. Kiedyś lekarz był postacią powszechnie szanowaną, a teraz. Cóż czasy kiedy cieszyliśmy sie społecznym zaufaniem i autorytetem chyba bezpowrotnie minęły. Niestety nasze środowisko też nie jest święte, i róznego rodzaju afery, głownie łapówkarskie, które zostaly ujawnione w ostatnich latach rzuciły trwaly i raczej trudno usuwalny cień na nasza profesję, utrwalając tym samym juz i tak zakorzeniony w społeczeństwie stereotyp lekarza łapownika. Ech, to nie ułatwia naszej pracy, powodując narastajacą flustrację.

   Ostatnio rozśmieszył mnie pacjent, a potem i jego rodzina, którzy w niewybredny sposób oskażyli mnie, że rozmyślnie głodzę pacjenta, powodujac jego postepujące oslabienie. Dodam tylko, że pacjent miał ostre zapalenie trzustki, do tego poalkoholowe.... Na nic zdały sie tłumaczenia, wyjaśniania, że to element leczenia, że stopniowo będziemy rozszerzać dietę. Chcieli nawet napisać pismo do dytekcji, jak sie domyślacie nie protestowałem, tak samo jak nie protestuje, gdy rodzina, chce pisac skargę na warunki panujące w oddziale.

Ech szkoda, że społeczny autorytet naszego zawody można już raczej rozpatrywać w kategorii doniesień historycznych, coż takie czasy.  

czytaj resztę »

Dodane w szaleńcza praca | Komentarze 28 , zobacz komentarze

motywacja

2009-07-09 22:01:55

Nie trzeba było dlugo czekać, żeby praca po chwilowym i tak naprawdę juz zapomnianym odpoczynku dała o sobie znać. Na stare wielokrotnie juz opisywane w postach Miśka, Kaeri czy moich problemy nawarstwiają sie co raz to nowe, które co raz trudniej rozwiazywać. My sami jesteśmy codziennie bardziej zmęczni, coraz trudniej nam jest radzić sobie z emocjami, stresem, dlatego często dochodzi do niepotrzebnych nieoporozumień. Ja nazywam to po prostu "zuzyciem materiału" i tyle. Wszystkim nam nalezy sie odpoczynek, choć kazdy wie ze to nierealne. Brakuje nie chęci, tylko motywacji do pracy, a tak naprawdę do walki z absurdami codziennego zycia. Bo jak tu mieć motywacje do pracy, w której nie widać chociaż cienia szansy na poprawę sytuacji, w której okłada sie nas tylko kijem, nie dając żadnej marchewki, w której jesteśmy obarczani za wiekszość nieszczęść jakie doktknęły szpital, itd..... Ten brak motywacji widze nie tylko po sobie ale także po innych "Towarzyszach niedoli". I nie może być inaczej kiedy po raz setny próbując coś zmianaiać, wychodząc z pozytywna inicjatywą celujesz i trafiasz po raz kolejny głową w mur.   

Nawet nasz Szef, który zawsze stara sie dostrzegać w każdej sytuacji pozytwy, który stara się rozwiązywac i łagodzić spory, który próbuje zmieniać warunki naszej pracy na lepsze, od którego czerpiemy dużo pozytywnej energii, chyba też powoli traci wiarę, że Jego działania mają sens i przyniosą spodziewany efekt. Ostatnio chcąc ulepszyć nasza pracę i zinformatyzować drogę przepływu danych pomiędzy naszym oddziałem, a laboratorium i pracownia RTG, abyśmy wreszczecie nie musieli durnowato przepisywać tysięcy wyników badań natkbął się na silny opór ze strony pseudo - informatyków naszego szpitala, którzy nie chcąc sie zanadto przepracowywać powiedzieli, że to się nie da, że to wymaga za dużego nakładu pracy i środków, a tak wogóle to oni nie bardzo wiedzą jak to zrobić. Po interwencji u ich przełożonego dowiedzieliśmy się, ze nie mozemy wiecej oczekiwać od ludzi, którzy są tak słabo wynagradzani i że gdyby zarabiali więcej to ich zaangazowanie w pracy i chęć pomocy pewnie byłyby o wiele większe. Naprawdę śmieszne to, bo czemu nie odnieść tej zasady do nas lekarzy tego szpitala, którzy otrzymując niewysoka pensję również powinni dostosowywać  jakość swojej pracy i poziom zaangażowania proporcjonalnie do otrzymywanych zarobków. Dlaczego to od nas wymaga się tego wszystkiego, a od innych nie ????? Nie wiem, może dla tego, ze wszyscy liczą na nasze poczucie obowiązku i bezinteresowną chęć niesienia pomocy ..... 

czytaj resztę »

Dodane w szaleńcza praca | Komentarze 3 , zobacz komentarze

po oddechu

2009-07-06 19:34:48

No i skończyło się rumakowanie ; ) Po chwilach laby trzeba było powrócić do pracy. Pierwszy dzień po opisanym w poprzednim poście oddechu nie przyniósł zaskoczenia. Pracy i obowiązków jak zwykle dużo i gdyby nie koniecznośc opuszczenia murów szpitala to pewnie znowu siedział bym w nich do 18. Coż nie spodziewałem sie rewolucji i jej nie było, choć zmieniły się m.in. zespoły lekarskie bo sezon wakacyjny w pełni, no  i Misiek wywędrował na izbe przyjęć. A reszta tak jabyby po staremu, nowi pacjenci, nowe przyjecie w ciągu dnia, konsultacje na zaprzyjaźnionym Oddziale Ortopedii, jednym słowem nie nudziłem się. No i byłbym zapomniał mamy nową kanapę w pokoju lekarskim, taką wypasioną z IKEA -  to jakoby prezent od Lorda, he, he : )))))))) A jutro dyżur....., ech jak widac taka sobie perspektywa, zatem żeby poprawić nieco nastrój zamieszcam parę obiecanych fotek ze zlotu zaglowców a Gdyni, a wśród nich zdjęcia największego żaglowca na świece, czyli rosyjskiego Sedova: 

sedov - blog.jpg

Sedov 2 - blog.jpg

Mir - blog.jpg

ster - blog.jpg

maszty 2 - blog.jpg

maszty - blog.jpg

Ech, było pięknie .....

czytaj resztę »

Dodane w szaleńcza praca | Komentarze 8 , zobacz komentarze

sauna

2009-06-30 21:29:03

Na warunki termiczne panujące od kilku dni w naszym gabinecie lekarskim można spojrzeć w dwojaki sposób, albo narzekać, że pocimy sie jak myszy, albo dziekować opaczności za darmowa saunę. No dobra żartowałem. Dzięki Lordowi do tej pory nie mamy na internie remontu, a o klimie w przyszlości możemy spokojnie zapomnieć, bo nie ma jej nawet w planach. Cóz na najbliższe dni zamienił bym się z dyrektorem na gabinety, bo w naszym zlokalizoawnym tuż nad kotłownią już po kliku cieplejszych dniach panują iście pustynne temperatury. Sytuacje nie co ratuję przenośny klimatyzator, który z trudem jest w stanie obnizyc temperaturę do 25 oC. W takich warunkach nawet fartuch staje sie przekleństwem. Zatem dzisiaj tuż o obchodzie postanowiłem go z siebie zrzućic i poruszac sie po oddziale incognito. No rewelacji nie bylo, ale a przynajmniej troche chlodniej. A jutro kolejny dzień w trzydziestostopniowym upale i po co tu wyjeżdzać do ciepłych krajów, po co chodzic do sauny ..... no przecież mamy ją na miejscu. Dobra już nie ironizuję ; ))))))))

czytaj resztę »

Dodane w szaleńcza praca | Komentarze 7 , zobacz komentarze

Krok w dorosłość ....

2009-06-22 21:56:34

Coś czuję że dokonał się kolejny krok ku dorosłości w mojej "karierze" (he, he, he) zawodowej . Dzisiaj na nowo przypomniały mi sie słowa mojego nauczyciela chirurgii z czasow studenckich, który kiedyś ostrzegał nas, że: " ani się obejrzymy, a będziemy najstarszymi lekarzami na dyżurze i nie będzie do kogo pójść po poradę, a o wszystkim trzeba będzie decydować samemu". Na szcęście mi to jeszcze nie grozi, choć jak mówią najlepiej się człowiek uczy na własnych błędach, kiedy podejmuje własne decyzje. Ale coś mi sie zdaje, że dzisiejszy dzień znowu o krok zblizył mnie do tej granicy samodzielności zawododwej. O czym mowa, ano dzisiaj dowiedziełem się, że mam konsultować jeden z oddziałów naszego zacnego ; ) szpitala, ja lekarz bez specjalizacji, a do tego najprawdopodobniej w miesiącach letnich, a więc lada dzień przyjdzie mi spedzać troche czasu w izbie przyjęć w zastępstwie lekarza dyżurnego. Cóż poprzeczka sie podnosi, tylko nie wiem czy sprostam wyzwaniu.... bo dziecko które zbyt szybko dorasta i wkracza w dorosłość nie jest chyba najlepszym, a przede wszystkim najszczęśliwszym dzieckiem pod słońcem....

czytaj resztę »

Dodane w szaleńcza praca | Komentarze 11 , zobacz komentarze

ten zły

2009-06-17 21:12:20

Ostatnie dni w pracy dają mi naprawdę nieźle popalić. Wracam do domu wykończony, przybity, a co najgorsze bez  widoków na lepsze jutro. Poza tym cały czas narasta napięcie w naszej lekarskiej społeczności, bo każdy jest na skraju wyczerpania psychicznego i fizycznego, a więc o konflikt nie trudno. Nerwowość udziela sie nawet najbardziej twardym i opanowanym zawodnikom naszego teamu, to widać, słychać i czuć (no może z tym ostatnim nieco przesadziłem).

Mi w tym wszystkim równiez puszcają nerwy, a do tego  przypada mi w udziale nadzór nad jedna z najbardziej znienawidzonych rzeczy na naszym oddziale czyli kolejką pacjentów i co za tym idzie nad ich rozdziałem. Idea kolejki była i  jest jak najbardziej słuszna i sprawiedliwa, a poza tym daje motywacje do tego, żeby skutecznie leczyć i diagnozować pacjentów. No może przynajmniej takie były jej pierwotne założenia. Teraz niestety nastał okres wakacyjny i połowy osób w kolejce najzwyczajniej w swiecie nie ma, obraca ona w zastraszającym tempie działajac jak obuch, który ogłusza nas codziennie rano. No i pojawiają sie problemy bo wszyscy chcą w mniejszy lub większy, taki lub inny sposób wpłynąć na obrót owej kolejki, bo są miliony powodów, które powodują, żeby wspomniną kolejke ominąć, a to zbyt duża liczba pacjentów, a to brak właściwego nadzoru, a to niepełny etat i ...... wszystko zaczyna się rozlazić. A ja mam spowodować żeby nie rozlazło sie to za bardzo. To z kolei rodzi konflikty i powoduje, że narażam sie wielu osobom, będąc postrzegany jako ten zły. Ech, niewdzięczne to zadanie i szczerze powiem mam już tego powyżej uszu, zresztą powyżej uszu mam też tą pracę i z coraz wiekszym obrzydzeniem sie w niej pojawiam. Bo non stop dostajemy kijem, a nikt nie zadbał o marchewki. Niezmotywowany pracownik to kiepski pracownik. A póki co jedyna motywacja to taka żeby sie zwolnić. Pozdrawiam - niewolnik galery zwanej kliniką chorób wewnetrznych. 

czytaj resztę »

Dodane w szaleńcza praca | Komentarze 22 , zobacz komentarze

Bez zaskoczenia

2009-06-15 20:04:16

Poniedziałek w pracy niczym mnie nie zaskoczył; co wiecej nie spowodował we mnie wybuchu złości. Pewnie to efekt tego, że po dlugim weekendzie powrót do pracy widziałem w najczarniejszych barwach, zakładałem najczarniejsze scenariusze i oswoiłem się z myslą ich nieszczęsnej realizacji. Jednym słowem wstając w poniedziałkowy poranek szykowałem sie na najgorsze, jak żołnierz upadajacej armi, który idzie na kolejną z góry przegraną bitwe ruszyłem do pracy. I co..... ??????? I dzięki tym załozenom uniknąłem najbardziej wkurzającego elementu jakim jest element zaskoczenia. Zakładałem że będzie Sajgon i był, zakładałem że dostane kilku pacjentów z weekendu i dostałem, zakładałem że nie wyrobię sie z niczym i nie wyrobiłem. Zatem..... wszystko zgodnie z planem który przyjąłem i nie ma powodów do zdenerwowania, bo tak właśnie, a nie inaczej miało być. No i tradycyjnie opuściłem mury szpitalne po 18 (he, he siostra jak obiecywałem zdązyłem przed 21). W pracy nie ma czasu żeby się w czubek głowy podrapać, mało nas lekarzy, a pacjenci wiadomo jako najlepszy moment na połozenie sie do szpitala upatrują pierwszy dzien po zakonczeniu weekendu. Wypoczęci, wyrychtowani tłumnie zgłosili sie dzisiaj na IP. A jeden z nich szczegónie utkwił mi dzisiaj w pamieci, tzw. VIP który zgłosił sie w przyciemnianych okularach z powodu bólów w klp, a we krwi miał 4,8 promila alkoholu, a na pytanie ile pan dziaj wypił odpowiedział z rozbrajajaca szczeroscią, że niedużo,.... jedynie "połóweczkę"...... He, he cienias znaczy. 

Podsumowując, nie jestem zły po dzisiejszym dniu, tak jak sie spodziewałem poniedziałek dał mi w kość, ale nie było w tym elementu zaskoczenia. I wszystko pod kontrolą, spoko i luz jak mawiają klasycy. 

czytaj resztę »

Dodane w szaleńcza praca | Komentarze 6 , zobacz komentarze

"Co z nami bedzie na zakręcie .... "

2009-06-09 20:36:42

Fragment refrenu tej piosenki chodził dzisiaj za mna w pracy od chwili odprawy, kiedy to zastępca dyrektora (czyt. Lorda) ogłosił iscie Hiobowe wieści dla lekarzy rezydentów, że szuka mozliwości jakby to jeszcze ograniczyć nasze krociowe zarobki i póki co sprawdza prawne możliwości niewynagradzania nas za dyżury. Koronnym argumentem za takim rozwiązaniem są jak uwaza proporcjonalnie zbyt małe zarobki specjalistów i wynikająca z tego niesprawiedliwość (ten temat już wałkowaliśmy) oraz to, że jak na całym świecie powinniśmy płacić za naszą edukację. A przecież wiadomo będąc rezydentem nie pracujesz tylko się uczysz, he, he. A i jeszcze, a propos naszej (naszej jak naszej, moja to ona na pewno nie jest) dyrekcji, zagrożono nam, że będą wprowadzone karty czasu pracy, popieram i podpisuję sie pod tym oboma rencoma, przyda sie pare groszy za nadgodziny. 

Ledwie zdążyłem ochłonąć po elektryzującej wizycie zastępcy Lorda, a tu proszę, okazuje się, że w poniedziałek nadchodzi totalny kataklizm i Tytanic zwany naszym oddziałem może co najmniej zacząć tonąć lub nawet zatonąć, bowiem połowy kolegów i koleżanek z różnych względów nie będzie. Ale może damy radę, przynjmniej spróbujemy. 

Zatem kończę dzisiaj dzień pytając: "co z nami bedzie na zakręcie....." bo droga, którą jedziemy ma tych zakrętów co raz więcej, pytanie czy na którymś wypadniemy z trasy ???????

P.S. A z dobrych rzeczy po wczorajszych staraniach mamy wreszcie w saunie zwanej gabinetem lekarskim klimatyzację. I żebyście nie myśleli, że kupił nam ja Lord, sami się na nią zrzuciliśmy, a co : ))))

czytaj resztę »

Dodane w szaleńcza praca | Komentarze 5 , zobacz komentarze

bez zaskoczenia

2009-06-03 20:19:45

Dzisiejszy dzień toretycznie niczym nowym nie zaskoczył. Jak zwykle większą jego cześć spedziłem w pracy, a tam jak zawsze nowi pacjenci, stare problemy i walka często o to co oczywiste. Napisłem teoretycznie bo wydażyły się dzisiaj dwie rzeczy, który ten normalny rytm pracy zaburzyły. Pierwsza to "elektryzująca" wiadomość z kręgów okołolordowskich uważanych powszechnie za wiarygodne, która uprzejmie donosiła, że Jego MiłoMściwość planuje wprowadzić system nie wynagradzania rezydentów za dwa dyżury w miesiącu. Mamy je zatem pełnić zupełnie za friko, a dopiero kolejne tj. trzeci, czwarty i kolejne będą płatne. No przyznaję niezły żart, rzekłbym żart tygodnia, a nawet miesiąca pretendujący do żartu roku ; ) No nie wiem jaki był cel w tym, żeby ta informacja ujrzała światło dzienne, zresztą nieważne. Może miała nas zastraszyć, ale upsssss, sorry nie udało się, a jedyną reakcją jaką wywołała to chęć natychmiastowego złozenia wypowiedzenia. Cóż to było tak zwane dolanie oliwy do żąrzącego się ognia jakim jest temat wynagrodzeń rezydentów. 

A teraz ta bardziej optymistyczna i napawająca radością wiadomość o błyskotliwym zdiagnozowaniu przez naszą koleżankę masywnej zatorowości płucnej u młodej pacjentki. Brawo Mumina, chylę czoło przed kunsztem Twojej Medycyny i wciąż się jej uczę. 

czytaj resztę »

Dodane w szaleńcza praca | Komentarze 5 , zobacz komentarze

izba wytrzeźwień

2009-05-28 20:16:32

Obserwując profil pacjentów trafiajacych codziennie na nasz oddział mozna śmiało stwierdzić, że z powodzeniem mogli byśmy szyld Kliniki wymienić na neon z napisem "Izba Wytrzeźwień". Blisko połowa pacjentów nowo przyjetych albo piła, albo pije, a najprawdopodobniej też dalej pić będzie. Większość z nich do zwykli pijaczkowie zgarniani regularnie z ulicy przez zespoły pogotowia ratunkowego wzywane przez patrole policji. Czasem zdarzają się "Kwiatki", tzw "Perełki" polskiego menelstwa, jak mój dzisiejszy pacjent. Młody (niewiele starszy ode mnie), przyjety w nocy nieprzytomny ze stężeniem alkoholu 4,7 %o, to niby nie rekord, ale w mojej karierze jeden z lepszych. Oczywiście po pogotowie zadzwonili troskliwi koledzy niedoli, ci co jeszcze potrafili utrzymac szyjkę butelki, a co za tym idzie i telefon w dłoni bo zaniepokoiło ich i zaskoczyło, że kumpel  ....... stracił przytomność. Przypomne blisko 5 promili alkoholu we krwi, ja bym chyba był nieprzytomny mając gdzieś 1/3 tego stężenia. Ale tzw. VIP widać wprawiony w bojach, nad ranem przejaśniał i przywitał mnie, a raczej jego woń w zielonym sizalowym wdzianku i skarpetkach, które zapewne wyjściowo miały kolor biały, a obecnie szaro - czarny i stanowią jedność, ze skórą jego stóp. Na pytanie o alkohol, poczatkowo stanowczo zaprzeczał, ale po pytaniu skąd w jego organiźmie wzieło sie tak duże stężenie alkoholu, bez żenady odrzekł, że no może z kolegami rozpili "połoweczkę" i to wszystko. Chyba miał na myśli połóweczkę cysterny ; )

Najbardziej wkurza mnie to, że taki pacjent miał juz wykonane TK głowy, USG j. brzusznej, badnia RTG i pełny panel badań laboratoryjnych ot tak. Badań, na których wielu obywateli musi czekać miesiącami, jeśli wogóle się ich doczeka. No może przesadzam, ale ilość pieniedzy jaka jest marnotrawiona, tak nie bójmy sie tego słowa, marnotrawiona na hospitalizacje i leczenie alkoholików jest przerażajaca.

Cóż może specyficzne połozenie naszego szpitala implikuje taki a nie inny profil pacjentów, ale tak naprawdę nie sądzę, żeby w każdym innym szpitalu było pod tym względem lepiej. Zatem jutro czeka mnie kolejny dzień pracy w ...... izbie wytrzeźwień.    

czytaj resztę »

Dodane w szaleńcza praca | Komentarze 10 , zobacz komentarze

Coś

2009-05-18 20:53:43

Coś jest na rzeczy. Niby wszystko jest dobrze, ok i nie ma sie do czego przyczepić. Za oknami wiosna raczy nas ferią kolorów i zapachów, częściej widzi się uśmiech na twarzach mijanych osób. Słoneczko sprawia, że endorfinek w nas jakby więcej, chociażby z tego powodu, że z pracy wychodzi się jeszce przed jego zachodem. No jednym słowem sielanka. I tak jest, jak na wszystko patrzy się z zewnątrz. Piękna bańka mydlana, a w środku pustka, jedna chwila i czar pryska. Ja muszę powiedzieć, żę czuję sie jakoś nie swojo, coś wisi w powietrzu. W pracy niby bez jakiś dramatycznych wydarzeń, życie oddziałeowe zdaje sie toczyć swoim rytmem, ludzie jak zwykle zapędzeni w realizacji swoich obowiązków. Ale jest jakoś inaczej. Może to wpływ po raz kolejny atmosfery panującej na porannych odprawach, na których dzień w dzień jesteśmy uświadamiani i to w niezbyt miły i elegancki sposób (to najłagodniej powiedziane), jakimi to jesteśmy beznadziejnymi lekarzami, którzy ponoszą winę za wszystko co złego się wydarzy (a szcególnie dyżurni). Jesteśmy obarczani za całe zło tego świata, poczynając od tego, że lekarze pogotowia wożą pacjentów wciąż zgodnie z rejonizacją, mimo że ona już dawno nie istnieje, poprzez to że w szpitalu brakuje czesto podstawowych leków, a kończąc na brakach w naszej ukochanej pracy biurowej, bo jak wiadomo liczy się tylko pieczątka i podpis postawiony w odpowiednim miejscu. Bo może poraz kolejny dzięki fikcji dostaniemy ISO 9001. Żenujące. To nas strasznie dekompensuje. Co raz częsciej mniej lub bardziej oficjalnie słyszę głosy, że trzeba zmienić miejsce pracy. Jedni wyrazają to wprost, bez ogródek, a inni pod zasłoną milczenia duszą to w sobie wyładowując gniew i zdenerwowanie na współtowarzyszach niedoli (tak Jaśku to o Tobie, bo bardzo Cię szanuję i lubię, tylko ostatnio za Tobą nie nadążam i chyba moim małym rozumkiem nie pojmuję tego co się dzieje). Wiem, wiem wszyscy jesteśmy zdenerwowani i buntujemy się przeciwko absurdom z którymi codziennie przychodzi nam walczyć i można zaprzeć się i funkcjnować na zasadzie ciągłej negacji, tylko trzeba sobie zadać pytanie: co to zmieni? Owszem cel jest słuszny, idea szczytna, tylko że pewnych idiotyzmów się nie zmieni, bo ich twórcami są idioci, a oni jak wiadomo są pomysłowi.

Na blogu też jakoś smętnie, dawno nie widziałem Muminy, MSI, Żyrafy, Tego Obcego..... Ech no i niektórzy wykruszają się z naszego grona, zmieniając adres swojego blogowania. Mam nadzieję, że nie jest to efekt przejściowych problemów technicznych, które jak widać udało sie okiełznać.

Pozdrawiam serdecznie ; )

 

czytaj resztę »

Dodane w szaleńcza praca | Komentarze 32 , zobacz komentarze

doświadczenie

2009-05-12 20:48:00

Dzisiaj po raz kolejny przekonałem się jak wielką role w naszym zawodzie odgrywa doświadczenie. Zawsze podziwiałem kolegów, którzy na podstawie jednego spojrzenia na pacjenta, czy kliku zdań wywiadu potrafili postawić właściwe rozpoznanie. Wielki szacunek dla ich tzw "nosa"  klinicznego. Obecnie co raz bardziej wierzymy w moc tych wszystkich badań, które mają wspomagać naszą pracę. Tomografia komputerowa, rezonans magnetyczny, PET, kapsułka endoskopowa itd. to cenne zdobycze nauki i techniki dzięki którym nasza praca staje sie łatwiejsza i sprawniejsza, dzięki takiemu wspomożeniu łatwiej nam postawić właściwe rozpoznania i właściwie leczyć. No właśnie, czy zawsze tak jest. Otóż niekoniecznie. Już co najmniej kilka razy w mojej krótkiej karierze zawodowej spotkałem sie z sytuacją gdzie zaawansowane metody diagnostyczne tylko zamazywały nakreślony wstepnnie na podstawie wywiadu i podstawowych badań właściwy obraz choroby i opóźniały rozwiązanie. Nie zapomnę opisu tomografii klp w której wszystkie wymienione przeze mnie na skierowaniu rozpoznania doktor opisujący ujął w słowa: nie można potwierdzić ..., nie da sie wykluczyć ..., obraz niejednoznaczny...., przypuszcalnie istnieje prawdopodobieństo, iż obraz sugeruje... (to ostatnie to już wymysł mojej wyobraźni). No w każdym razie badanie na które bardzo liczyłem tak naprawde nie rozwiało moich watpliwości, a wręcz przeciwnie jeszcze bardziej je nasiliło. I dopiero jeden rzut wprawnego oka radiologa, który powiedział krótko, cytuję "No tak, hmmm to jest zły opis doktorze, na tych skanach widać ordynarne śródmiąższowe zapalenie płuc..." I nagle wszystko stało sie jasne, modyfikacja terapii i w efekcie radykalna poprawa stanu zdrowia pacjenta. Własciwa ocena i interpretacja wyników badań obrazowych to przyznaję niełatwe zadanie i wymaga wielkiej wiedzy, opatrzenia się, a przede wszystkim doświaczenia. I tu dochodze do sedna dzisiejszego postu, otóż mam pacjenta któremu na podstawie tomografii  (bez innych poprzedzających badań wstępnych) ropoznano guza nerki. Możecie domyślać się co to oznaczało dla pacjenta. Załamał sie cały jego świat, w który wkradł się lęk  i niepewność jutra. Młody facet, praktycznie dotychczas nie leczący sie przewlekle, dramat. Dzisiaj na polecenie szefa postanowiłem postąpić wbrew logice i owo badanie tomograficzne (z założenia bardziej dokładne) zweryfkować  badaniem USG ale wykonywanym i ocenianym przez bardzo doświadczonego lekarza. I co sie okazało, że ten guz to torbiel, do której światła wpukla sie fragment prawidłowego miązszu . I co Wy na to. Oto jak wprawne oko może zmienić rozpoznanie. Wielki szacunek. 

 

czytaj resztę »

Dodane w szaleńcza praca | Komentarze 5 , zobacz komentarze

Odprawa

2009-05-07 20:59:37

Odprawa - jeden z ważniejszych punktów dnia w pracy lekarza, czas na omówienie nowoprzybyłych pacjentów, omówienie wydarzeń które miały miejsce na dyżurze, zapalanowanie wypisów, oraz omówienie bierzących problemów oddziału. To także często jedyny czas na spotkanie koleżaneki i kolegów z pracy którzy za chwilę rozbiegną sie do działań w podgrupach tzn. do swoich pacjentów i być może tego dnia już ich nie zobaczymy. Odprawa powinna być rzeczowa, krótka i na temat. 

Ta w naszym oddziale nie co odbiega od tych wyobrarzeń. Owszem jest barwnie, czasem śmiesznie, ale żeby któtko i rzeczowo, to nie powiem. Dzisiejszy dzień był tego najlepszym przykładem. Być może wizyta nowego dyrektora d/s medycznych sprawiła, że język giętki był i próbował wyrazić wszystko to co pomyśli głowa, ale to wyrażanie trwało blisko dwie godziny. Wrosłem w krzesło i zapuściłem korzenie. Dobrze, że przezornie zabezpieczyłem sobie herbatkę, bo bym wysechł na wiór, ale niestety minusem tej przezorności był pełen pęcherz, który pod koniec postanowił o sobie intensywnie dać znać. Było trochę fantastyki, trochę prozy i poezji - jednym słowem pełen przekrój gatunków literackich. Dobrze, że czlowiek ma podzielną uwagę, to przynajniej jednoczasowo cześć dokumentacji medycznej zdążył przejrzeć. 

Oj się działo, a w zasadzie to nie działo : )))) I gdy już wydawało się że dobijamy (słowo klucz) do końca, jak Filip z konopii wyskakiwał nowy temat, rozpoczynając dyskusję na następnych kilkanaście do kilkudziesięciu minut. 

Suma sumarum do pacjentów dotarłem około 11. Masakra. 

czytaj resztę »

Dodane w szaleńcza praca | Komentarze 6 , zobacz komentarze

cisza przed ......

2009-05-06 20:13:47

Mam nadzieję, że to co teraz dzieje się u nas na oddziale nie jest tylko chwilową cisza przed burzą. Spokój, mniej pacjentów, można się spokojnie nad nimi zastanowić, zaplanować diagnostykę i zredukować wreszcie narosłe zaległości. Wiem, wiem łudzę się, sielanka nie może trwać zbyt długo bo przecież równowaga przyrodzie musi być. Ktoś musi pracować, żeby odpoczywać (choć to może nietrafione słowo) mógł ktoś.  Jeden mały drobnoustrój o wdziecznej nazwie Clostridium i nieco mniej wdziędznych efektach swojego działania pod postacią biegunki spowodował, że po bardzo długim okresie wreszcie można jakoś konstruktywnie i bez chaosu popracować, a i dużury jak widać po poprzednich wpisach są bardziej lightowe. Od bardzo długiego czasu wreszcie zacząłem o ludzkiej porze wychodzić ze szpitala. Mam czas na załatwianie własnych spraw i zadbanie o to co jest ważniejsze. Ta sytuacja udowadnia też, że nie wszyscy pacjenci muszą trafiać do naszego oddziału i  świat się nie zawali, jeżeli na krótko będziemy zmuszeni wstrzymać przyjęcia. Ale ościenne SOR - y i izby przyjęć już zacierają ręce i czekają kiedy znów zaczniemy być jedynym i najbliższym szpitalem rejonowym (choć podobno rejonizacji nie ma), żeby zasypać nas odesłanymi pacjentami. Ale póki co jest nieżle i mam nadzieję, że pozostanie tak jak najdłużej.  

czytaj resztę »

Dodane w szaleńcza praca | Komentarze 3 , zobacz komentarze

Na froncie bez zmian

2009-04-28 21:17:31

Zgodnie z oczekiwaniami na frontowym, (bo to doskonały przymiotnik okreslający warunki panujace w pracy) odziale chorób wewnetrznych nic sie nie zmienia, żadnych widoków na lepsze jutro. Kiedy już myślisz, że nie może być gorzej, to życie pokazuje Ci, że jednak się mylisz i jednak może być gorzej. Tak było i dzisiaj, już idąc do pracy o poranku wiedziałem że łatwo nie będzie, ale to z czym przyszło mi sie dziś zmagać przerosło moje najśmielsze oczekiwania. Nie ogarniam juz natłoku obowiąków gubiąc sie w ferworze pracy. Ilość pacjentów, badań do umówienia, liczba druków do wypełnienia jest bliska nieskończonosci. 

Ech, narzekam i narzekam, a tu nasza kolezanka jutro zgdaje egzamin specjalizacyjny, zatem trzymam mocno kciuki wiedząc, że będzie dobrze. I to jest to swiatełko w tunelu. 

I tak na koniec w woli posumowania jedno jest pewne, to co się dzieje obecnie skłania mnie do tego, żeby nie co inaczej niż dotychczas poukładać priorytety w moim zyciu.    

czytaj resztę »

Dodane w szaleńcza praca | Komentarze 13 , zobacz komentarze

obojetność

2009-04-27 21:33:14

Poniedziałek jak zwykle okazał się w pracy koszmarem, ile osób udało nam sie przed weekendem wypisać tyle plus kilka gratis przyjeliśmy "pompując" pacjentami oddział do granic mozliwości, a do tego dochodzi jeszcze poweekendowe rozleniwienie i nękające nas nie od dziś braki kadrowe. Długo by o tym pisać, ale po co, każdy z nas zna te problemy, doświadcza ich na własnej skórze. Kiedyś się wkurzałem, denerwowałem, krzyczałem, ale po co chyba lepiej mieć do tego stosunek ambiwalentny, tak jak ja dzisiaj. Łatwiej dzięki temu robić wszystko to co i tak nas nie ominie. Tego świata nie zmienimy zatem trzeba się do niego dostosować, choć mówię to z przykrością, bo taką postawą akceptujemy patologię.

A na dodatek nawiazując do tematu raczenia nas w pracy transparentnym papierem toaletowym, obecnie zakupiono mniej więcej podobnej jakości zielone reczniki papierowe. I słowo zielone jest tu słowem kluczem, bo barwią na ten kolor  wszystko co sie próbuje nim wycierać. Jednym słowem nadają sie one do tego samego co papier tolaletowy, choć moze lepiej ich do tego nie uzywać bo bedzie się potem  miało zielone cztery litery ; ) 

A i na koniec miły akcent w postaci podzękowań dla Żyrafki za piękne, ręcznie robione prezenty, które właśnie do nas dotarły. Wielkie dzięki Żyrafko, jesteś WIELKA : )  

 

czytaj resztę »

Dodane w szaleńcza praca | Komentarze 9 , zobacz komentarze

koszmar

2009-04-22 21:41:46

Koszmar to jedyne słowo, które kołacze mi sie w głowie po dzisiejszym dniu spędzonym w pracy : ) Wszystko było nie tak, dosłownie wszystko. I dobrze, że nie mam siły już nawet pisać, bo takiej ilości moich narzekań byście nie wytrzymali. A wiecie co jest najgorsze, że nie przewiduje żeby było lepiej i nie niedobrze mi na samą myśl o tym. 

czytaj resztę »

Dodane w szaleńcza praca | Komentarze 26 , zobacz komentarze

Przez zołądek do .....

2009-04-21 21:38:36

No własnie dokąd ? Po dość długich obserwacjach stwierdzam, że u naszych pacjentów żołądek to jeden z najważniejszych, jak nie najważniejszy organ. Jedno z pierwszych pytań z jakim spotyka się lekarz dyżurny ze strony rodziny pacjenta jak i jego samego, to czy bedzie mógł coś zjeść i czy może dostać wreszcie sniadanie, obiad czy kolacje (w zależności od tego kiedy trafi na oddział). I jakież jest oburzenie i pretensja kiedy oznajmia sie mu, że musi pozostać na czczo. I nie pomaga tłumaczenie, że to ważny element leczenia, że to wymóg wielu badań i nie to nie tylko tych endoskowych. Życie na oddziale toczy się nawet nie w rytm wyznaczany przez czas podawania leków, tylko własnie przez posiłki. I coś o tym wiem, bo sam byłem pacjentem. Wstyd sie przyznać , ale jak już mogłem coś przeżuwać to a i owszem wypatrywałem posiłku. Czy kuchnia szpitalna jest aż tak dobra? Na pewno nie, więc na czym polega ten fenomen? I jeszcze jeden aspekt tej obserwacji: zalecenie dietetyczne dla pacjentów i ich przestrzeganie. Tłumaczymy, mówimy, edukujemy i co? I nic, dieta niby cukrzycowa, a na szafeczce piętrzą sie soki, owoce, a gdzie niegdzie nawet ciastka i słodkie bułki. Ech zycie .....

A  skłoniła mnie do napisania tego postu zasłyszana dzisiaj mimochodem rozmowa pacjentki najprawdopodobniej z rodziną. Ani słowa nie było w niej o tym jak się czuje chora, jak wygladają wynik badań tylko o tym, że na śniadanie był kawałeczek twarogu wielkości naprstka, dwa cienkie kromki bułki paryskiej i odrobinka masła,  a na dodatek to rozwodnione kakao ; ) Ale podobno nie leczymy anoreksji : )))))    

czytaj resztę »

Dodane w szaleńcza praca | Komentarze 20 , zobacz komentarze

bilans

2009-04-14 22:25:03

Witajcie, ja dzisiaj tez poświatecznie, ale trochę z innej beczki. Zmeczony nieco i półprzytomny bo wymęczony podróżą o godzninie 5.11 pociagiem osobowym relacji Radom - Warszawa (choć koleżanka powiedziała, że wyglądam jakbym jechał co najmniej na trasie Szczecin - Przemyśl) postanowiłem pozrzędzić i naświetlić obraz już niestety minionych świat z perspektywy lekarza dyżurnego obserwującego osoby zgłaszające się do izby przyjęć. Spora cześć pijanych, bo wiadomo, szpital to najlepsza izba wytrzeźwień, bo darmowa, ciepło w niej, umyją, zbadają,  a i badania pobiorą, bajka dla delikwenta który jakgdyby nigdy nic opuszcza ją na lekkim kacu po spedzonej nocy. Druga grupa to zatruci/przejedzeni/przeżarci wszelkiej maści jedzeniem jak na przykład pan mający ostre zapalenie trzustki po wchłonięciu 1/2 kg (słownie pół kilograma) kaszanki i zagryzieniu jej taką że samą ilością wagową ogórków kwaszonych, niewyobrażalne, dla mnie człowieka, który kaszanki nie znosi. I w końcu osoby które przychodzą w środku nocy na izbę przyjęć, bo co....? bo w NPL - u musiały by za długo czekać, rozczulające...... Dobra przestaję już narzekać bo to były naprawdę fajne Swięta i miło spędzony czas. Zatem pozdrawiam dobranocnie.  

czytaj resztę »

Dodane w szaleńcza praca | Komentarze 5 , zobacz komentarze

świateczny czas

2009-04-08 20:05:01

Atmosfera świąt..... Tyle o tym sie mówi i pisze. Zewsząd wyzierają reklamowe zajączki, kurczaczki, jajka pisankowe, ludzie biegają jak w ukropie, a ja nie moge się w tym wszystkim odnaleźć. Ja jakoś tego nie czuję. Może to kwestja tego, że człowiek spedzając w pracy blisko 1/2 doby, nie dostrzega tego wszystkiego, a jego myśli i działania zmierzają tylko ku jednemu -  żeby odpocząć.

W pracy też nie wiele się zmienia, niby powinno być lepiej. Ludzie zajęci przygotowaniami do Świat i spotkania z bliskimi nie powinni napierać na izbe przyjęć drzwiami i oknami. Nic bardziej mylnego, ludzie z róznych powodów lgną do szpitala. I tym sposobem będąc trzy dni przed Pierwszym Dniem Świąt mamy założony cały korytarz. Czas Bab Wielkanocnych nastał. Jedni nie chcą sami spedzać świąt, drudzy chcieli by przetrzymać Święta, ale niestety objawy chorobowe się nasiliły i nie dało rady. Czsem też rodzina chce spedzić spokojnie Święta i nie koniecznie najbliższy schorowany krewny wpisuje się w te założenia, zatem lepiej wysłać go do szpitala. I dzięki temu nasz oddział wygląda tak, że wcale nie widać, żeby nadchodziły Święta, a przez to może i ja ich nie czuje. Choć myślę, że powód jest bardziej skomplikowany .... 

czytaj resztę »

Dodane w szaleńcza praca | Komentarze 11 , zobacz komentarze

papier

2009-04-06 20:19:13

Do napisania dzisiejszego postu skłonił mnie papier i to nie jakiś zwykły tylko ..... toaletowy, jak wiadomo życiowo potrzebny do normalnej egzystencji okazał sie czynnikiem wyzwalajacym do wylania odrobiny żółci na warunki pracy nas lekarzy. I pewnie powiecie ze to głupstwo, nic nie znaczacy fakt, ale .....

No właśnie, ale takie drobne szczegóły tworzą naszą rzeczywistość. Mamy w pokoju lekarskim łazienkę - sukces, a w niej jak to w łazience: kabina prysznicowa - sukces, umywalka - sukces, wc - sukces czyli tzw. składniki stałe, raz zamontowane są i ich nie ubywa, w przeciwieństwie do mydła, ręczników czy wspomnianego już bohatera dzisiejszego postu papieru toaletowego. Najcześciej tych skaładników nie ma, a jeżeli juz są to takiej jakości jak dzisiejszy papier toaletowy: szary, ok. da się znieść, w końcu bez szaleństw nie musi to być od razu Velvet, to nie Hilton tylko szpital, ale sęk w tym, że ten nasz jest praktycznie przezierny nie sposób go urwać, bo rozpada sie w rekach, to irytujące. I niby to takie nic, ale buduje obraz tego jak dba sie o pracownika, a raczej jak się o niego nie dba, zbywając najmniejszym kosztem. Co roku zgodnie z kodeksem pracy obiecuje się nam nowe fartuchy, obuwie, spisuje sie ich rozmiary (tak sie teraz zastanawiam, może tylko dla celów statystycznych, ile kto schudł, lub przytył ; )) i co, i nic jak nie było tych rzeczy tak nie ma. Wyposażenie które jest nam niezbędnie konieczne do pracy musimy kupować sami.

Cóz przyjdzie przywyknąć ; ))))

      

czytaj resztę »

Dodane w szaleńcza praca | Komentarze 14 , zobacz komentarze

Cała prawda

2009-04-05 11:51:00

Brak funduszy, gigantyczne kolejki do specjalistów, brak kadry, przestarzałe metody leczenia tak wg. opublikowanego w Brukseli corocznego rankingu o dostepności do służby zdrowia wyglada ona w Polsce. Wg. jego autorów zajmując 25 miejsce jesteśmy w tzw. "ogonie" Europy razem z takimi krajami jak Rumunia, Bułgaria i Porugalia. Nasi sąsiedzi: Czechy, Węgry i Słowacja wypadają znacznie lepiej, a dlaczego, a to dlatego, że zreformowały już swój system opieki zdrowotnej, a my wciąż nie, bo na wszystko jest czas tylko nie na to co najważniejsze.  Wg. ekspertów, autorów w/w raportu najlepiej leczyć sie w Danii Niemczech i Finlandii. My wypadamy "blado" na tym tle głównie ze wzgędu na zbyt długie terminy oczekiwania na wizytę u specjalisty (choć to uważam, że wynika to ze źle funkcjonującej podstawowej opieki medycznej), a także zbyt długie terminy oczekiwania na operację. Ogromnym problemem jest również dostęp, a także refundacja przez NFZ nowych leków, a szczególnie nowoczesnych terapii przeciwnowotworowych. Mamy przecież jeden z najmniejszych w Europie odsetek wyleczenia chorób onkologicznych. Oczywiście cały raport w prasie (dla dramaturgii) okraszony był historiami zwykłych pacjentów i pacjentek, oczekujących np. na opercje guza sutka po 8 - 9 miesięcy, aż zmiana, którą mieli, stanie się nieoperacyjna. 

I wiecie co,przypomniał mi sie ten raport jak wczoraj przejeżdżałem obok Centrum Onkologii w Warszawie i tak sobie pomyślałem bazując na obserwacji z własnego podwórka i relacjach pacjentów, że dostępność do specjalisty i nowoczesnych technologii to jedno, a drugie to sposób traktowania tego pacjenta, który trafia przestraszony, zdezorientowany do tego wielkiego molocha, a tam z nikąd pomocy. Ta grupa pacjentów, która wymaga od nas szczególnej opieki, szczególnego zaangażowania i podejścia jest najprawdopodobniej najgorzej traktowaną grupą, nie znajdując myśle najważniejszej pomocy - psychologicznej.

Przepraszam, że taki temat przy niedzieli, ale tak minie jakoś naszło. Pozdrawiam    

czytaj resztę »

Dodane w szaleńcza praca | Komentarze 7 , zobacz komentarze

Don Kichot

2009-04-01 20:30:41

Wiecie, czasmi w pracy czyję się jak tytułowy bohater powieści Cervantesa. Jak Don Kichot walczę z wiatrakami w postaci absurdów codziennego życia, które nigdy nie powinny się zdarzyć. Bo jak inaczej nazwać sytuację, kiedy na oddział trafia pacjent z aktywnym krwawieniem do górnego odcinka przewodu pokarmowego, człowiek, w tym wypadku ja, dwoi się i troi żeby z sukcesem, "skoro swit" umówić pacjentowi "citową" gastroskopię (co wierzcie mi w naszym szpitalu nie jest łatwym zadaniem, bo najbliższe terminy są na połowę miesiąca) i co, i nic; a dlaczego, a dlatego, że mimo wyraźnych zaleceń lekarza dyżurnego, który wpisał do zleceń po polsku, czytelnie, dużymi literami DIETA ŚCISŁA, pani salowa, która postanowiła być miłosierną matką pocieszycielką głodujących dała choremu pełen przydział śniadaniowy. A co zrobił pacjent, ano nie zastanawiając się wiele, bo jak dają to znaczy, że jednak można, wchłonął sniadanie ze smakiem, oblizując sie na koniec ze smakiem (no może tu trochę przesadziłem, bo miej więcej każdy wie, a przynajmniej słyszał, jakie jest szpitalne jedzenie). Termin nastepnej PILNEJ gastroskopii za 5 (słownie pięć) dni. Masakra !!!!! A jak na całą ta sprawę zareagowała pani salowa, cóż wzruszyła tylko ramionami i powiedziała, że " Pacjent chciał to dałam ..."; a co tam jakieś wytyczne lekarskie i wpis DIETA  SCISŁA ... Konsekwencje dla winowajczyni, żadne, dla pacjenta i dla mnie ogromne.

Czsami myślę sobie, że wiele osób nie rozumie prostych przekazów słownych i pisemnych sformułowanych po polsku i z nieznośną lekkością bytu niweczy cały nasz wysiłek włożony w diagnostykę i leczenie pacjenta.  Przecież nic się takiego nie stało ...      

czytaj resztę »

Dodane w szaleńcza praca | Komentarze 11 , zobacz komentarze

Znowu poniedziałek ; )

2009-03-30 18:39:02

Poniedziałek, pierwszy dzień w pracy po powrocie z długo oczekiwanego urlopu, początek drogi prowadzącej do następnego, który jak się teraz wydaję bedzie dopiero za parę lat swietlnych Undecided . Wczoraj i dzisiaj rano byłem pełen obaw o to co na mnie czeka pierwszego dnia w szpitalu oprócz pacjentów rzec jasna i stosu papierów do przerzucenia. I spodziewacie się, że tradycyjnie sobie ponarzekam, bo w końcu to poniedziałek i powrót z urlopu. A nie, zaskoczę Was, nie było tak tragicznie jak to sobie wyobrazałem, owszem roboty jak zawsze nie brakowało, również tej papierkowej, nowi pacjenci owszem też czekali, a mimo to było jakoś inaczej. Może wypoczęty, nie zdążyłem się jeszcze zdekompensować, może mój próg rozdrażnienia, jest jeszcze na tyle wysoko ustawiony, że nie są go w stanie sforsować codzienne problemy, a może po prostu miałem dzisiaj dobry humor, a co za tym idzie i dzień. I najważniejsze udało mi się wyjść przed 16, co poczytuje sobie jako sukces.    

czytaj resztę »

Dodane w szaleńcza praca | Komentarze 41 , zobacz komentarze

życiowe madrości

2009-03-18 17:24:08

Witam Was snieżnie z Krynicy. Dzisiaj znowu solidnie sypnęło białym puchem i powstały tu iście rajskie warunki dla narciarzy, a że kuracjiuszy i turystów poza sezonem mało, to za niczym sie człowiek niespieszy, do niczgo nie stoi w kolejce ...  i jest pięknie. Urlop to cudowny czas szcególnie dla takiego człeka jak ja, który w zwykłej codzienności nie ma czasu dosłownie na nic. Nie ma czasu, żeby wieczorem sięgnąć po gazetę lub książkę (dodam, że nie medyczną), bo po pierwszych dwóch linijkach zamyka oczy i zasypia, bez wzgledu na to jak ciekawy jest artykuł, czy fragment książki. A rano budzi sie z odciśnietym na połowie twarzy fragmentem okładki. Swego czasu nawet podjąłem postanowienie, ze wykorzystam czas dojazdów do i z pracy na czytanie, i przez 3 tygodnie szło mi całkiem nieźle, ale przyszły szarugi jesienne a wraz z nimi doszła perspektywa tloczenia sie pod wiatą przystankową aby schronić się przed deszczem i plan śmiercią naturalną upadł.

Nie wiem jak Wy, ale ja uważam że mimo całego piękna nasz zawód nieco nas ogranicza, zawęża nam w naturalny sposób horyzonty. Bo nie możemy ich poszerzać nie mając na to czasu. Ja muszę sie przyznać, że od bardzo dawna nie byłem sam (bo nie liczę okazji jakie stwazają  rózne zjazdy, czy konferencje) z własnej nieprzymuszonej woli w teatrze, na wystawy (chyba, że sklepowe) zagladam rzadko, a do kina chodzę ostatnio sporadycznie, od tzw. "wielkiego dzwonu".   

I w końcu dochodzę do puenty, bo wreszcie po dość długim znalazłem czas, żeby wybrać sie do ksiegarni, nie tylko moje ulubione kryminały, ale także m.in. po książkę "Dobry zawód" autorstwa Krystyny Bochenek. Pewnie przeszedłbym koło niej obojętnie, bo ksiażka jakich wiele opisująca balski i cienie naszego zawódu, gdyby nie cytat profesora chirurgii Witolda Rudowskiego zamieszczeny na jej ostatniej stronie, który jest kwintesencją wielu moich przemyśleń i podsumowaniem częsci moich dotychczasowych postów:

"Życie lekarza to ciągła droga od jednego dramatycznego przypadku do drugiego. A łączy sie to z uczuciem leku, niekiedy niezadowolenia i osamotnienia. Ale jest coś co przyciaga ludzi do tego zawodu.... radość z obserwowania zdrowiejącego pacjenta" 

Pozdrawiam, ja który gbybym stanął jeszce raz przed wyborem kierunku studiów, wybrałbym tak samo : )))) 

czytaj resztę »

Dodane w szaleńcza praca | Komentarze 14 , zobacz komentarze

Dzień Niedobry

2009-03-13 20:52:50

Ech to  miał być dobry dzień, bo przecież to piątek, w perspektywie weekend, a dla mnie także ostatni dzień w pracy przed urlopem. Idąc rankiem do szpitala wiedziałem, że czeka na mnie wiele obowiązków, bo jak to przed urlopem trzeba zakończyć wiele spraw, a te których się nie da przekazać innym kolegom, którzy wiadomo i to zrozumiałe nie cieszą się, ze ubywa ludzi do zwykłej normalnej roboty. Zatem z wyrzutami sumienia, że ide na urlop i że zostawiam ich w tej przecież nie różowej rzeczywistości i  po porannej sprzeczce z koleżanką (notabene zupełnie niepotrzebnej) ruszyłem do zaplanowanych zadań. Bez humoru, bez motywacji przystapiłem do brnięcia przez tony papierów, które mi pozostały do wykończenia. Szło mi to jak przysłowiowa "krew z nosa", ale dałem radę. Teraz po powrocie do domu, potwornie zmęczony marzę tylko o tym żeby się wyspać i jutro obudzić się w lepszej rzeczywistości, wierzę w to, bo podobno "po nocy przychodzi dzień, a po deszczu słońce"

Pozdrawiam 

czytaj resztę »

Dodane w szaleńcza praca | Komentarze 4 , zobacz komentarze

Chroniczny zespół niepozbierania

2009-03-10 20:55:48

Witajcie,

Nie wiem w czym rzecz, ale zaczyna mnie to juz denerwować. Im bardziej się staram tym mniej mi to wychodzi. Dzisiejszy dzień jak każdy inny zaczłem od szybkiego śniadania i biegu na przystanek coby być w pracy około 715. Codziennie zakładam sobie, że czas do odprawy o godz. 800, poświęcę na zrobienie zaległości: na zaległe karty statystyczne, uporzadkowanie histori chorób, zaległych obserwacji. I co, i codziennie zakładam i codziennie mi nie wychodzi. Niewiem czy to brak zorganizowania, niepozbieranie, niewłasciwe podejscie, czy to że sie tak łatwo rozpraszam, a może wszystko po trochu. Czasami latam bez sensu, kręce sie prawie wokół własnej osi zachowujac sie jak dziecko z kwitnacym ADHD. I tak codziennie " wyginam śmiało ciało" a to i tak wszystko mało. I choć codziennie próbuję wyjść o czasie z pracy, żeby mieć troche czasu dla siebie, na załatwienie własnych spraw, to regularnie mi to nie wychodzi. 1700 - 1730 to nienormalna godzina o której opuszczam tą .... robotę. A dyrektor naszego szpitala straszy Nas, że wprowadzi elektroniczne karty czasu pracy, bo jakoby regularnie widzi Nas jak wychodzimi wczesniej z pracy. He, he niech spróbuje to z budżetu nie bedzie miał na wyplacenie chociażby połowy nadgodzin jakie wypracowujemy. Ech szkoda gadać, ciekaw tylko jestem czy macie podobnie, czy tylko ja jestem taki niepozbierany?

P.S. napiszcie że tak to mi ulży : )))))

Pozdrawiam     

czytaj resztę »

Dodane w szaleńcza praca | Komentarze 6 , zobacz komentarze

Wciąż optymista

2009-03-05 21:25:31

Ech, a ja mimo wszytko pozostanę przy swojej strategii bycia optymistą, nie wiem czy pomga i na jak długo, ale chyba jest mi jakoś lepiej. Dzis czwartek w bliskiej perspektywie piatek, a w nieco dalszej weekend, szcęśliwie wolny więc znowu parę chwil poświęconych dla siebie i dla najblizszych. Błogi odpoczynek i jak tu sie nie cieszyć. Ale zeby nie było tak rózowo do tej beczki miodu dodam łyzkę dziegciu. Po przeczytaniu jednego z ostatnich wpisów "Tej obcej", która pisała o problemach, kolejkach i trudnościach w tzw. podstawowej opiece zdrowotnej, stwierdzam żę kryję sie za tym wiele prawdy. A obserwuję to codziennie z moimi koleżankami i koloegami hospitalizując na oddziale dziesiątki, a nawet setki pacjentów na miesiąc, których schorzenia spokojnie mógł by kontrolować i leczyć lekarz pierwszego kontaktu. Dlaczego tak nie jest. Otóz całą nagą prawdę odsłaniają już pierwsze słowa rozmowy z pacjentem, który na zadane pytanie dlaczego z banalnym często problemem zgłosił sie na izbę przyjęć, a nie do lekarza I - go kontaktu z rozbrajająca szczerością mówi, że albo za długo  musiał by czekać na wizytę, albo że czuje że jego lekarz nie poswięca mu wystarczająco dużo uwagi. Lepiej pacjenta wysłać  z kwitkiem do specjalisty niż samemu zająć sie problemem. To jedna strona medalu, zaś druga to taka, że  na jednego lekarza POZ przypada zbyt wielu pacjentów i nie są zachowane właściwe proporcje. Lekarz mając w swiaomości kolejkę oczekujacych chorych, którzy często gestą dodatkowo sie awanturują nie jest w stanie poświęćić pacjentowi wystarczająco dużo uwagi i czasu, a to jak lawina pociąga za soba dalsze konsekwencje. Dlatego w środku nocy na izbe przyjęć zgłaszają sie pacjenci chociażby ze źle kontrolowanym od dłuzszego czasu nadciśnieniem tetniczym. Ręce opadają I normy NFZ normami, a rzeczywistość sobie.       

czytaj resztę »

Dodane w szaleńcza praca | Komentarze 34 , zobacz komentarze

Dobre wieści - podwyżki dla lekarzy rezydentów w 2009 roku

2009-03-01 22:58:55

Minął właśnie naprawdę udany weekend, a na dodatek zakończony dobrymi wiadomościami dla wszystkich rezydentów (dla jednych mniej dla drugich bardziej, ale o tym za chwilę). Jak przeczytałem na Poratlu Młodego Lekarza i na stronie Rynku Zdrowia obecna minister zdrowia zamierza w 2009 roku z wyrównaniem od stycznia podnieść pensje dla lekarzy rezedentów. Nowe stawki mają zależeć od tego czy dana specjalnośc należy do tzw. priorytetowej (m.in. medycyna rodzinna, onkologia, anastezjiologia, ortopedia, chirurgia) i od stopnia zaawansowania rezydentury. Nowe stawki to dla specjalizacji "priorytetowych" 3602 zł przez pierwsze dwa lata i 3890 zł przez kolejne, zaś dla "niepriorytetowych" odpowiednio 3170 zł i 3458 zł. To diametralna różnica w porównaniu do 2473 zł, które dostajemy obecnie. Mam nadzieję, że zapowiedzi zostaną zrealizowane, choć powstaje, też pytanie dlaczego zróznicowano zarobki w zależności od specjalizacji i na podstawie czego utworzono listę specjalizacji priorytetowych. Ech to temat na zupełnie nowy wpis. Tymczasem dobrej nocy życzę.    

czytaj resztę »

Dodane w szaleńcza praca | Komentarze 2 , zobacz komentarze