upadek autorytetu

2009-07-16 20:12:36

    Ostatnie dni w pracy dają mi się szczególnie we znaki. Mimo, że to wakacje i teoretycznie powinno być trochę wytchnienia, pacjentów nie brakuje, a nas lekarzy o ironio jak na lekarstwo. Kolejka przyjęć dramatycznie się skurczyła i w sposób zastraszająco szybki obraca, powodując że codziennie mamy dwóch, a nawet kliku nowych pacjentów. Na wytchnienie nie ma co liczyć; gdy już otrząśniesz sie z jednych obowiazków, przygniatają Cię kolejne. I tak w kółko, bez opamiętania. Każdy z nas wyczerpany stara sie nie wybuchnąć i radzi sobie jak może, ze zmęczeniem, stresem, toną zalegajacych papierów. Jednym słowem łatwo nie jest.

   Ale mnie ostatnio nie marwi natlok pracy, bo do tego zdążyłem przywyknąć i się zaadoptowałem, ale rosnąca wsród pacjentów, a szczególnie i ich rodzin agresywność wobec nas. Prawie codziennie odczuwamy na własnej skórze, albo jesteśmy świadkami nieporozumień na lini lekarz -  pacjent i jego rodzina. Powody ich są bardzo rózne od niewłaściwej opieki, poprzez brak dostepności niektórych badań, niesmaczne obiady, niewygodne łóżka, przepełnione sale, a skończywszy na wygladzie naszego skąinąd rzeczywiście nieco obskórnego oddziału. Na porządku dziennym są już prawie awantury, urządzane szczegónie mlodszym z nas na korytarzu przez pacjentów i ich rodziny. Jesteśmy obwiniani tak naprawdę za całe zło tego świata. Czasami ta agresja jak mi sie wydaje wynika z chęci zakamuflowania w taki właśnie sposób braków w pielegnacji i opiece leżącej po stronie familii, czyżby wyrzuty sumienia. Trudno to zrozumieć, bo naprawde wydaje mi się, ze przy mozliwościach jakimi faktycznie dysponujemy staramy sie tych ludz leczyć w sposób zgodny ze wszystkimi standardami medycznymi. Niestety nie mamy wpływu na to, że do tej pory nie doczekaliśmy sie zapowidanego od lat remontu, ani chociażby na to, że mimo posiadania nowoczesnej pracowni radiologicznej nie dysponujemy mozliwościa  wykonania całodobowo badania USG, co ja mówie nie dysponujemy tym USG nawet codziennie, tylko obecnie 1 X (słownie jeden raz) w tygodniu. Makabra, ale nikogo to nie interesuje, a pacjentom czasami trudno sie dziwić, że wobec takich faktów popadają w irytację.

   Ale gdzie te czasy kiedy zawód lekarza, nie tylko na prowincji, ale także w wielkich miastach miał swoją pozycję. Kiedyś lekarz był postacią powszechnie szanowaną, a teraz. Cóż czasy kiedy cieszyliśmy sie społecznym zaufaniem i autorytetem chyba bezpowrotnie minęły. Niestety nasze środowisko też nie jest święte, i róznego rodzaju afery, głownie łapówkarskie, które zostaly ujawnione w ostatnich latach rzuciły trwaly i raczej trudno usuwalny cień na nasza profesję, utrwalając tym samym juz i tak zakorzeniony w społeczeństwie stereotyp lekarza łapownika. Ech, to nie ułatwia naszej pracy, powodując narastajacą flustrację.

   Ostatnio rozśmieszył mnie pacjent, a potem i jego rodzina, którzy w niewybredny sposób oskażyli mnie, że rozmyślnie głodzę pacjenta, powodujac jego postepujące oslabienie. Dodam tylko, że pacjent miał ostre zapalenie trzustki, do tego poalkoholowe.... Na nic zdały sie tłumaczenia, wyjaśniania, że to element leczenia, że stopniowo będziemy rozszerzać dietę. Chcieli nawet napisać pismo do dytekcji, jak sie domyślacie nie protestowałem, tak samo jak nie protestuje, gdy rodzina, chce pisac skargę na warunki panujące w oddziale.

Ech szkoda, że społeczny autorytet naszego zawody można już raczej rozpatrywać w kategorii doniesień historycznych, coż takie czasy.  




Komentarze: 28

21.07.2009 r., 14:22
na autorytet trzeba zapracować
przenitek 20.07.2009 r., 19:54
Własnie może nie zawadzi popróbować swoich sił w chirurgii ; )))
misiek 19.07.2009 r., 17:06
Właśnie. Nie na darmo chodzi dowcip o podwójnie ślepej próbie :)
przenitek 19.07.2009 r., 16:55
A propos chirórgów to najwyżej będziemy operować sami, przecież jak powiedział Szef Chirurgów w końcu skończyliśmy te same studia, a na nich chirurgia też jak wiadomo była. Szkoda niestety, że ta samo mądrość ludowa, nie działa w drugą stronę.
przenitek 19.07.2009 r., 16:51
Co fakt, to fakt my lekarze oddziałowi też nie jesteśmy w stanie ustrzec się błędów i zaniedbańi tego nie neguję, ale pisząc o tym wszystkim chciałbym jednocześnie żeby coś się zmieniało na lepsze.
misiek 19.07.2009 r., 12:32
Wydaje mi się, że świństwem może być brak współpracy z chirurgami przez najbliższe 2 tygodnie. Pomimo oficjalnego pisma podpisanego przez jednego z obecnie nam panujących dyrektorów dochodzą mnie słuchy, że Profesor Chirurg zakazał pojawiać im się w Izbie Przyjęć... Będzie niezła jazda od jutra :)
kaeri 19.07.2009 r., 12:18
I tak mamy się z kim użerać (dyrekcja, pacjenci, rodziny).
kaeri 19.07.2009 r., 12:16
Wystarczy popatrzeć na współpracę pomiędzy oddziałami (chirurgia, anestezjologia) - niekończąca się przepychanka. A podkładaniem świni można nazwać chociażby bieganie ortopedów na skargę do szefa (chodzi o konsultacje). Dlaczego miałoby być lepiej? Żeby do pracy nie chodziło się z obrzydzeniem.
misiek 19.07.2009 r., 11:06
Generalnie "homo hominis lupus est", więc dlaczego w środowisko lekarskim ma być lepiej? Natomiast z podkładaniem świni, to nie za bardzo kumam czaczę. A wytykanie błędów innym także uczy. Zależy tylko w jaki sposób się je komuś wytknie...
kaeri 19.07.2009 r., 10:08
A ja nadal uważam, że lekarz lekarzowi wilkiem, bo zamiast trzymać się po tej samej stronie barykady, nieustannie podkładamy sobie świnie i wytykamy słabe punkty kolegów po fachu.
przenitek 19.07.2009 r., 00:02
Myślę, że Misiek ma rację,problem nie leży w tym, że lekarze POZ nie mają dostępu, czy mozliwości zrobienia wielu badań, ale w tym że nie badają pacjentów, czest nawet pobieżnie, ba nawet z nimi nie rozmawiają. 10 min.na pacjenta to rzeczywiście nie jest dużo i trudno w tak krótkim czasie zorientować się w charakterze dolegliwości prezentowanych przez chorego,ale najbardzjej wkurzające jest to, że większość lekarzy nie podejmuje nawet próby wyjaśnienia. Bóle w klp, to bóle w klp, nie ważne , że okarzą się one na IP ordynarnym półpaścem.
tymczasem 18.07.2009 r., 00:12
jedynym remedium na swiat medycznego bezładu jestesmy (jakkolwiek to nie brzmi) MY SAMI i to naprawde jest najlepsze ze wszystkich mozliwych wyjsc. Nie dajmy sie zwariowac....
misiek 17.07.2009 r., 23:35
O, przepraszam. badanie fizykalne często uściśląamiejsce dolegliwości. Wystarczy tylko ucisnąć klatkę piersiową!
kaeri 17.07.2009 r., 22:46
Tym razem stanę w obronie lekarzy POZ - trudno mi było w to uwierzyć, ale oni nie mają możliwości oznaczenia stężenia troponiny. Dlatego bóle w kl.p. muszą prędzej czy później znaleźć się na IP.
misiek 16.07.2009 r., 22:58
Żałosne, że ludzie na coś takiego się godzą. Ale to strach o własne zdrowie powoduje, że zachowują się irracjonalnie. I może jednak (pocieszam się teraz) większe mimo wszystko zaufanie do lekarzy szpitalnych :)
mumina 16.07.2009 r., 22:46
najczęstszy teks ostatnio, to u pacjenta z niespecyficznymi bólami w klatce piersiowej wysyłanego z przychodni na własnych nogach, nie raz autobusem "pojedzie Pan/Pani na enzymy do IP" :( żałosne...
pati 16.07.2009 r., 22:30
No tak jest ciagle wystawi skierowanie do szpitala i ma problem z głowy...tak jest non stop i to mnie przeraża bo izba przyjęc jest po to by ratować naprawde tych co tego wymagaja a nie ludzie przchodza z pierdołami ... i w dodatku trzeba im robić tyle badań.A co do lakarza pierwszego kontaku to ciagle pacjenci słyszą pójdzie pani na izbe przyjęć i odrazu zrobia pani lub panu badania w godzine i za darmo. Żałosne
przenitek 16.07.2009 r., 22:25
Tak, jednym słowem slogan głoszony w mediach brzmi: z byle pierdołom idź do izby przyjęć. A co z lekarzami tzw. pierwszego kontaktu, wygląda to, że ich rola sprowadza się tylko do wystawiania skierowań do szpitala. To przerażające.
przenitek 16.07.2009 r., 22:21
No własnie jak napisała Pati szpital to nie hotel i myślę że nikomu nie ubędzie, gdy swojemu najbliższemu wymieni nawet śmierdzący pampers, zamiast liczyć na salową, pielęgniarkę, czy lekarza i wymyślać ich, że tego nie zrobili.
pati 16.07.2009 r., 22:15
A ze składkami aż nie chce mi sie gadać poprostu bo ciagle słyszę przecież ja całe życie płace a jak do mnie podchodza i najlepszy tekst za co wy chcecie te podwyżki....
pati 16.07.2009 r., 22:13
Nie ma żadnego nigdy sie im nie dogodzi taka prawda!!!A wiecie jak to jest na ogół jak sie trzyma parę srok za ogon:) 50 diagnoz tona lekarstw a pacjent i tak wróci do lekarza państwowego i będzie miał pretensje do niego za wszystko.Na kogoś trzeba zwalić...
pat360@interia.pl 16.07.2009 r., 22:10
Hehe myśla że krzykiem sie wszystko załatwi .Ach wszedzie tak jest ale cóz my na to poradzimy ja to tylko sie śmieję.Tak samo jak przychodzą prywatnie jak spotykam sie na codzień płaca to myśla że kazdy będzie sie im kłaniał i odrazu wejdzie i odrazu sie wyleczy dodatkowo.Aż czasem sie odechciewa wszystkiego poprostu
misiek 16.07.2009 r., 22:07
Ludzie sami nie wiedzą, czego chcą. Z jednej strony nie chcą większej składki zdrowotnej, z drugiej strony wymagają nie wiadomo czego. Z jednej strony nie chcą reformy ubezpieczeń zdrowotnych, z drugiej straszną ilość pieniędzy ładują w leczenie "prywatne". Gdzie tu sens?
misiek 16.07.2009 r., 22:05
Jednocześnie te same media najeżdżające na wszystko i wszystkich krzyczą: jak coś cię boli, nie możesz się wypróżnić, masz gorączkę, boli cię gardło, czy inna dolegliwość cię trapi - zgłoś się do Izby Przyjęć najbliższego szpitala! Pomogą ci na 100%. Muszą! Inaczej my (czytaj media) się tym zajmiemy...
misiek 16.07.2009 r., 22:02
Jednocześnie obawa o zdrowie (także własne) nakazuje pokrzyczeć na obojętnie kogo związanego z tzw "służbą zdrowia". Jak będę agresywny - na pewno, jak się niektórym wydaje, szybciej mnie obsłużą (wszak służba przecie). A jak nie, to sprowadzę media!.
pati360@interia.pl 16.07.2009 r., 22:01
Ach ci ludzie aż brak słow....chyba nigdy sie im nie dogodzi ,dajcie spokój szpiatal to nie hotel bez przesady.A oddział pewnie nie tak straszny jak pisałam kiedyś:) o jednym na Pradze.A zawód lekarza nadal jest autorytetem dla większości.Szkoda że pacjenci tego nie pojmują że diagnostyka troszke musi potrawc tak samo jak badania nie da sie wyleczyć w ciagu 5 minut każdego.Upał robi swoje że każdy ma o byle co pretensje .....
misiek 16.07.2009 r., 21:58
Jednocześnie wspomniane przez Ciebie "sumienie".rodzin chorych nakazuje kogoś zwymyślać. Najchętniej lekarza, bo on przecież jest winien wszelkim napotykanym "niedogodnościom" szpitalnym. Czują się wtedy spełnieni i oczyszczeni z grzechu nieróbstwa i zaniechania wobec swoich bliskich. Rzadko można spotkać tzw "rodzinę", która rzetelnie zajmuje się chorym. A przyjść i zrobić awanturę o kupę w pampersie potrafi każdy. Oporządzić jednak "zasrany tyłek" - to jest o wiele trudniejsze. Niejedna paniusia, czy kawaler mogą pobrudzić się przecież... I zapach przykry...
misiek 16.07.2009 r., 21:52
Autorytet... Hm! Otóż podważany jest on najczęściej przez inny "autorytet" - media. Jakoś nie za często można w nich usłyszeć o dobrych stronach medycyny. A, że społeczeństwo katowane jest na bieżąco wszystkimi aferami "służby zdrowia", pomyłkami diagnostycznymi i błędami lekarskimi, to nic dziwnego, że cała agresja kierowana jest w naszym kierunku.

Dodawanie komentarza