jazda
2010-07-04 23:01:12
Wróciłem w całości! To jedyna korzyść z tego, bo niestety chętnie zostałbym nad morzem...
I choć będzie to może remake poprzedniego postu, to opiszę te kilkanaście godzin za kółkiem :)))
Fajnie jechało się tylko w jedną stronę - do Mielna. I początek dnia - szarówka przechodząca błyskawicznie w rozświetlone promieniami słońca niebo, rozciągające się nad polami mgły wgryzające się tylko nieznacznie swymi białymi zębami na drogę, miłe towarzystwo słuchanej "dobrej" muzyczki, sympatyczny chłodek w autku (poza nim także), szybka ale ostrożna jazda (bez szarżowania, choć na polowym lotnisku było i 190 na liczniku), ruch samochodowy przez większość trasy jak w niedzielę do pracy... Wszystko to sprawiło, że wyliczone w internecie 7 godzin 13 minut (449 km) zmniejszyło swe rozmiary o dwie godziny :)))
Dzień zapowiadał się oczywiście gorący, więc z latoroślą "skoczyliśmy" jeszcze na plażę ogrzewając swe ciała w promieniach całkiem letniego już słońca, grając w piłkę plażową (zupełnie jak drużyny Niemiec, czy Holandii), kopiąc dołki w pobliskiej piaskownicy (kto tyle piachu tu nawiózł?), a członki mocząc w wodzie Morza Bałtyckiego (nie doznając przy tym odmrożenia uszu). Jeszcze tydzień temu połowa tych "przyjemności" kończyła się przeziębieniem (choć słońca wtedy było też wiele).
Zapakowawszy do samochodu wszystko to czego nie zabrałem poprzednio, zjadłszy skromny obiadek - zupa gulaszowa i smażony turbot z ziemniaczkami (nie lubię na pełny żołądek prowadzić!) ruszyliśmy z całą rodzinką w drogę powrotną. Gorąc na zewnątrz (ale i w samochodzie pomimo klimatyzacji także) nie cieszył tak bardzo jak na plaży, ruch na drodze przez prawie połowę drogi jak w godzinach szczytu w stolicy, na dodatek ukochane przez wszystkich letnie naprawianie dróg z wieloma tzw. "mijankami". Te ostatnie zwłaszcza przed Włocławkiem, przez który zwykle jeździmy (bo teście tam mieszkają). Sam Włocławek (jakieś 16 kilometrów drogi krajowej numer 1) także się kiepsko zaprezentował, bo rozkopany praktycznie na całej długości przejazdu... Wszystko to sprawiło, że trasę 303 kilometrową zamiast w wyliczone w internecie 5 godzin i 3 minuty pokonałem o godzinę dłużej. Z czego praktycznie 1,5 godziny spędziliśmy na ostatnich 56 kilometrach drogi łączącej Toruń z Włocławkiem (znaczy się domem teściów)! :(((
Starałem się później obejrzeć drugą połowę meczu Paragwaj-Hiszpania (o takiej porze mniej więcej dotarliśmy do Włocławka), ale wypiwszy wręczone przez teścia piwo zaczynałem usypiać w fotelu, więc chętnie skorzystałem z łóżka, które nie wiem kiedy zostało dla mnie przygotowane :)))
Ale a propos towarzyszącej mi muzyki - wcale nie była to Kobranocka (choć na koniec podróży tekst "wlokę ten ból przez Włocławek" pasowałby jak ulał), ale zupełnie inne zespoły - jak chociażby prezentowany w poprzednim poście New Order:
