matrix: reaktywacja
2009-11-12 00:31:55
Jakoś tak się składa, że u mnie kolejność filmowej trylogii staje się odwrotna.
Tak jakoś się także składa, że dość rzadko bywam w rodzinnym mieście - jak policzę to w tym roku może ze cztery razy (choć ostatnie dwa w ciągu półtora miesiąca można by uznać za niezły wyczyn). Nie będę tłumaczył dlaczego, bo powodów dla których mógłbym tam bywać częściej jest tak dużo, że w końcu powinienem z któregoś skorzystać. A tak - wpadam jak wicher do Rodzicielki, narobię zamieszania, i już wracam do stolicy. Bo staram się Jej (znaczy się Rodzicielce) poświęcić jak najwięcej czasu, gdy już tylko dotrę do rodzinnego domu. Poza tym zwykle jest tyle spraw wymagających mej obecności do załatwienia, że czasu na nic więcej nie starcza. A szkoda, bo przez to wszystko niektórych znajomych nie widziałem dobre kilka lat. Dobrze, że choć słyszeć ich czasem w słuchawce telefonu się zdarzało. Ale rozmowa przez telefon, to nie to samo co zaparzenie gorącego napoju (głównie kawy fusiastej), siądnięcie wespół przy ławie i spożycie tegoż przygotowanego napoju (inne mile widziane także) w atmosferze rozmowy na jakże dawno nie poruszane wspólnie tematy...
Tym razem powód wizyty w rodzinnych pieleszach do miłych nie należał. Choroba u bliskich nie nastraja dobrze, mimo że jestem z tym problemem obyty (przecież mam z nią do czynienia na co dzień). Zbyt emocjonalnie podchodzimy do tego, gdy tyczy się to rodziny. Całe szczęście okazało się to być nic tak poważnego, jak się zdawało, choć w nocy podobno wizytę w domu złożyli koledzy z łódzkiego pogotowia.
Zbadałem, pogadałem, wypisałem, kupiłem i zaordynowałem. Chyba odbyło się to w innej kolejności. Grunt, że skutecznie i z dobrym efektem!
Spokojny mogłem ruszyć w drogę powrotną do stolicy (bo obowiązków parę w ten dzień wolny od pracy się zdarzyło). Postanowiłem jednak choć na krótką chwilę wstąpić do dawno niewidzianego znajomego. Ot tak. Impuls jakiś. Tak po prostu. Bez wcześniejszego powiadomienia, choć to podobno niegrzeczne? Do Kumpla, któremu kiedyś przecież takie powiadomienie nie było potrzebne :) I... nic się nie zmieniło. Oczywiście miałem szczęście zastać Go z całą jego rodzinką i psem (to nowy nabytek). Było bardzo, bardzo miło. Nie tylko On się ucieszył na mój widok, choć sądząc po hałasie wytwarzanym prze psisko to jemu (jej?) należałaby się palma pierwszeństwa w okazywaniu radości! Było jak dawniej. I kawę też wypiliśmy (niestety tylko kawę, bo przecież prowadziłem samochód). I porozmawialiśmy. I nie było drętwo. I... ustaliliśmy już termin spotkania nie tylko przy kawie!
Mam nadzieję, że to tylko wierzchołek góry lodowej. Trzeba zmienić podejście do życia, przesterować preferencje. Za bardzo jesteśmy nastawieni na zdobywanie dóbr doczesnych i codzienny porządek (zwany szarzyzną) życia i nie doceniamy tego, co ucieka nam bezpowrotnie - wielu znajomości, koleżeństwa i przyjaźni. I oczywiście uciekających nam bezpowrotnie mile spędzonych w ich towarzystwie chwil.
Trzeba się zatem od czasu do czasu wypiąć z tej monotonnej codzienności i zreaktywować to co mamy jeszcze w pamięci. Bo niestety pamięć ludzka jest zawodna. A jak zacznie naprawdę szwankować, to człowiek przechodzi w matrix zupełnie bezbronny.
