przemarsz wojsk, czyli Izba Przyjęć
2009-11-02 23:58:03
Lubię Brata Wacława. Fajny gość, choć dziś po weekendowej dyżurowej mordędze wyjechał ze szpitala dość wcześnie, stąd konieczność obsadzenia Izby Przyjęć. Niby nic nowego, ale z różnych powodów dziś niewiele osób mogło się w tym kierunku wykazać. Tak czy siak podzieliwszy w miarę sprawiedliwie godziny pracy jako pierwszy udałem się do tego jakże przez wszystkich ulubionego miejsca pracy. Dziś można by nazwać go najbardziej wysuniętym przyczółkiem wojennym. Bowiem najazd jaki sprawiło pogotowie, a i sami pacjenci także, przypominało trochę szpital polowy na pierwszej linii frontu.
Mój krótki (raptem około dwuipółgodzinny) pobyt w Izbie Przyjęć rozpoczął się od otrzymania do ręki wyników pacjentki przywiezionej do neurologa. Niby że przyjmują ją do oddziału bo krwawienie śródmózgowe, tylko skonsultować. Włosy mi się na głowie zjeżyły! Potas 6,7 mmol/l, kreatynina 10,8 mg/dl, mocznik 214 mg/dl. Niedokrwistość rzędu 8,4 g/dl hemoglobiny nie stanowiła tu jakiegoś istotnego problemu. STOP! chora wymaga zapewne pilnej dializy a i neurochirurg mógłby się co nieco wypowiedzieć w kwestii krwotoku. Wywozimy do najbliższego szpitala dysponującego oddziałem neurochirurgii i zapleczem dializacyjnym. Oczywiście że nie tak łatwo poszło, ale udało się (pomimo pewnych oporów - największych jak zwykle ze strony przewoźników).
Drugim pacjentem był znany powszechnie w naszym oddziale i ulubiony przez wszystkich osobnik ze zdekompensowaną cukrzycą, wtórną poalkoholową niedoczynnością przysadki i nadnerczy. Krótki rzut oka na stan, pomiar glikemii z palca (powyżej 400 mg/dl) i już wiadomo, że zostaje w szpitalu. Po raz n-ty. Zawsze z tym samym, zwykle nieprzestrzegający zalecanych zasad (także tych ograniczających spożycie).
Kobieta po zasłabnięciu w pracy. Wywiad: uraz głowy przed kilkoma dniami, narastające zawroty głowy i wymioty. Extra - jak zwykle do internisty. Na badania oczywiście zdrowa, Ekg prawidłowe, całe szczęście także bez zmian pourazowych głowy, ale kręgosłup szyjny prosty jakby połknęła kij od szczotki. Tak się też poruszała, bo ruchy głowy przyprawiały ją o nudności z wymiotami. Neurolog - czysto. Laryngolog - podejrzenie uszkodzenia błędnika w przebiegu urazu. Leki do domu, jak się nie poprawi to hospitalizacja (na laryngologii jak mniemam, ale kto wie?).
Kolejna pacjentka wwieziona do Izby Przyjęć - nieprzytomna. Rzekomo zabrana z domu pod hasłem stany gorączkowe. Ale w Izbie co prawda bez gorączki, ale odwodniona na wiór. Pewno gorączka była, ale żyjącą jeszcze babcią nikt w okres "święta zmarłych" nie miał czasu się zająć. Zatem pewnie niedojadła i niedopiła. W Ekg nic specjalnego. Zleciłem pobrać badania, podłączyłem płyny. Niestety, a może na moje szczęście wyniki badań przyszły już w okresie, gdy pracę w Izbie przejęła koleżanka. Włosy dęba po raz drugi. Co prawda kreatynina 4,6 mg/dl, ale mocznik 324 mg/dl a stężenie potasu 8,3 mmol/l. Kolejna (zapewne ostra) niewydolność nerek. Jak zwykle najwięcej czasu spędzono na telefonie i uzgadnianiu miejsca przyjęcia do stacji dializ. Znów udało się.
Ja "załatwiłem" jeszcze parę drobnostek (oczywiście jakieś niespecyficzne bóle w klatce piersiowej, nadciśnienie tętnicze, ból brzucha), które okazały się być niczym poważnym i petenci poszli z kwitkami (obecnie już mamy druki samokopiujące!) do domu.
A na ostatek już tylko przez chwilę widziana przeze mnie młoda dziewczyna, w zaawansowanej dość ciąży, skarżąca się na bóle łydek i pogorszenie tolerancji wysiłku. Krótki rzut oka - także obrzęki tychże kończyn, choć w ciąży może przecież tak być. Zleciłem pobranie badań, które również pojawiły się jakiś czas później. Z relacji koleżanki wiem, że po uzyskaniu wyników badań padło istotne podejrzenie zatorowości płucnej. Młoda dziewczyna pojechała do tzw ośrodka referencyjnego celem dalszej diagnostyki i leczenia.
Jak na kilka godzin okołopołudniowych to niezły ruch i "ciekawe przypadki". Nie ma co. Fajny dalszy dyżur się zapowiada. Całe szczęście nie ja dziś bronię szpitala przed przemarszem wojsk.
Radość chwilowa, bowiem na nieszczęście jutro już ja będę tym głównym na straży. A bierze mnie jakaś infekcja, więc może być kiepsko pod względem fizycznym. Mam nadzieję, że nie umysłowym! Ale jak mówi przysłowie: co nas nie zabije, to nas wzmocni!
