urlopowe obżarstwo
2009-10-16 23:47:46
Na czym to ja skończyłem ostatni post? O Polakach zatrudnionych tamże. W wielu byli i mili byli :)
Ale... nieco po macoszemu potraktowałem wątek o spożywaniu, choć jest to podstawa naszej egzystencji. Bez tego ani rusz! Bez siły i energii. Zatem trochę rozszerzę tę niezwykłą przygodę kulinarną - wszak nie na darmo utyłem. A jedzenia było pod dostatkiem, różnorodnej maści. Od kuchni kontynentalnej, po wspomniane wcześniej kolacje w określonej tonacji smakowej. Wszystko to podawane w głównej restauracji hotelowej "Ambrosia". Poza nią pięć innych, dostępnych w różnych porach dnia - miejsca ustalane z jednodniowym wyprzedzeniem. Dwie tawerny otwarte w porze lunchu - rybna i grecka oraz trzy restauracje - azjatycka, włoska i francuska. Miejsca zamawiane podobnie jak w przypadku tawern dzień wcześniej, lecz w porze kolacyjnej (znaczy się dinner). Francuska, jako ta najbardziej chyba wysublimowana za osobną dopłatą.
Nie będę opowiadał o włoskich, azjatyckich, czy kontynentalnych daniach. Przecież byłem na górzystej greckiej wyspie, więc wypada opowiedzieć co nieco o tamtejszych potrawach. W skrócie - kuchnia śródziemnomorska. Wiele sałat, wiele warzyw (głównie pomidory, papryki, ogórki, cukinie i bakłażany), oliwki, sery (feta, miziithra, graviera) i inne... Nie pamiętam nazwy, ale zapadła mi w pamięć jedna z uszykowanych sałatek (sałat) - liście szczawiu z nasionami granatu posypane parmezanem (lub innym ostrym serem), oczywiście z dodatkiem oliwy z oliwek i octu balsamicznego. REWELACJA!
Zacznę zatem od przekąsek. Dolmades (nadziewane liście winogron), czyli takie winogronowe gołąbki bez mięsa. Jak dla mnie trochę mdłe, ale do zjedzenia. Kolokithokeftedes - przepyszne placuszki z cukinii. Prawie jak nasze placki ziemniaczane! Saganaki tiri - po polsku smażony ser. Pycha, ale ciężkie. Wszystko doprawione sosem Tzatziki, który znacznie odbiega smakiem od tego, który można zakupić gotowy w sklepach. I rewelacyjnie komponuje się z przystawkami. Ponadto jakieś marynaty warzywne - papryczki, ogóreczki, oliwki, czosnek w różnego rodzaju zalewach. Bardziej lub mniej ostre. Te ostre lepsze :)
Próbowane przeze mnie zupy nie należały do typowych dań greckich. Wszystkie (brokułowa, warzywna, szparagowa, cebulowa, mięsna) były gęste i ostre, co dla mnie nie stanowiło większego problemu. I powiem szczerze, że smakowało.
Dania główne. Wiele ich było, wiec tylko wybrane. Oczywiście trudno nie było spróbować moussaki - ichniejszej wieloskładnikowej zapiekanki na bazie mięsa i bakłażanów. Smaczne, choć zdziwiony byłem dodatkiem ziemniaków. Wydawało mi się, że tylko bakłażany, ale w przepisach opcjonalnie znajdują się także pyry. Pyszna gemista, czyli nadziewane pomidory i papryka. Rewelacyjne stifado - gulasz z cielęciny, który dobrze komponował się ze smażonymi ziemniaczkami. Królik z grilla był taki sobie, ale ichniejsze szaszłyki z wieprzowiny (souvlaki) pychota. Podobnie z mięsem jagnięcym przygotowanym na wiele sposobów.
Muszę jeszcze powiedzieć o pieczeniach, choć nie zawsze były typowo greckie. Kucharz przyrządzający je miał niewiarygodny fach w ręku. Każde (sic!) sporządzone przez niego mięso (czy to wieprzowe, drobiowe, wołowe, owcze, czy inne) smakowało doskonale. Kruche - niemalże rozpadające się w ustach, o charakterystycznym smaku, jednakże dobrze przyprawione - nie gubiło swojej charakterystyki i nie było mdłe. Podawane z równie doskonałymi, świetnie dobranymi sosami. Po prostu palce lizać.
O deserach powiem tylko tyle, że bardzo słodkie. Nie przepadam za ciastami i innymi tego typu "delicjami", więc od czasu do czasu tylko próbowałem cokolwiek z talerzyka (choć wielkość wskazywała bardziej na talerz!) mej małżonki. Pyszne arbuzy, winogrona, czerwone grejpfruty i pomarańcze.
Na samo wspomnienie wyżerki staję się o dwa kilo cięższy!
A omówiłem pokrótce jedynie kuchnię grecką. Ale o jakiej kuchni mógłbym pisać mając w pamięci górzysty krajobraz wyspy? I widok innych wysp z archipelagu Sporad?
Zatem kilka widoczków z wyspy Kos i okolic :)




