tortilla
2009-09-11 23:17:04
Jakoś tak stało się, że meksykańskie i pseudomeksykańskie żarcie podąża za mną od Poznania. Po odwiezieniu Muminy razem z GłosemZzaŚciany podjechaliśmy na szpitalny parking, gdzie wsiadłszy do własnych wozów rozjechaliśmy się każdy w swoją stronę. Natchniony smakiem placka z mąki kukurydzianej jeszcze po drodze wstąpiłem do McDonald’s kupując zestaw HappyMeal dla syna, sobie zaś zafundowałem tortillę. Jest to właściwie jedyna, poza niesamowitymi frytkami, spożywana przeze mnie potrawa w tejże fastfoodowej sieci. Jakież było moje zdziwienie, gdy syn postanowił spróbować tejże tortilli. I to nie tylko samego ciasta (które od dawna mu smakowało), lecz pełnej jej wersji. Jak dla mnie szok, bowiem warzywa, które jak wiadomo znajdują się w tej potrawie, jak do tej pory gryzły mego małego w podniebienie. Jedynie brokuł przechodził przez wąskie sito warzywnej niechęci. Zatem pełen gryz tortilli. Pełen, z kurczakiem, sałatą i pomidorem. Przeszło bez problemu. I jeszcze kilka kolejnych. Radość wielka, bo chociaż niewielka dawka "świeżych" witamin, to zawsze jakiś początek jest. Bowiem umówiłem się z nim na kolejne tortille. Tym razem domowego wyrobu.
Zaopatrzywszy się zatem w ogólnodostepne (chyba już w każdym sklepie) pszenne placki postanowiliśmy z żoną samemu zrobić tortille. Farsz mięsny, którym między innymi wypełnialiśmy placki, wyszedł trochę jak chili con carne. Nie posiadał oczywiście tej mocy (czytaj ostrości) co oryginał - wszak "specialite de la maison" miało nadawać się do spożycia także dla najmłodszego członka rodu. Do środka miał być wpakowany także dip pomidorowo-paprykowy, sałata, pomidor, dla dorosłych jeszcze papryka. Potem poszło już gładko, bowiem trudność w prygotowaniu potrawy jest praktycznie żadna.
Mały zasiadł z animuszem do posiłku i zjadł tortillę... ogałacając ją wpierwej ze wszystkich włożonych do środka warzyw! Cholera! A już myślałem, że się uda i polubi to co dobre. Nic to, jak mawiał Wołodyjowski, walka się jeszcze nie skończyła. Przegrana bitwa nie świadczy o przegranej wojnie. Będę próbował dalej. Są rózne sposoby na przemycenie tego i owego w potrawach...
A na kolejną tortillę już się z synem umówiłem. Mam już kupione placki. Może się uda w ten weekend? Bo przy akompaniamencie trzech gitarowych wirtuozów, kto wie na jakie wyżyny wzniosą się moje kulinarne wybryki?
