w środku nocy...
2009-09-02 23:05:34
...zamiast spać, buszuję. Choć raczej powinienem rzucić się w łoże i postarać odespać nieprzesapaną wczorajszą noc. Jakoś nie potrafię. Chyba przyzwyczaiłem się do "nocnego markowania". Tylko rano jakoś problem ze wstaniem. Dlaczego praca zaczyna się tak wcześnie? Wiem, że nie powinienem narzekać bo niektórzy jeszcze wcześniej muszą wyrwać się z objęć Morfeusza. Współczuję im serdecznie, lecz nie zmienia to faktu że rano pospałbym sobie ociupinę dłużej.
Wczorajszy dyżur była fajny. Do północy. Potem kawalkada "ciężkich przypadków". Dokonuję niestety coraz częstszej obserwacji, że społeczeństwo stołeczne (zapewne nie tylko) w dużej mierze składa się z hipochondryków. Aż wstyd przytaczać problemy, z którymi zgłaszali się do Izby Przyjęć. W środku nocy. Niestety bardzo podobne do opisywanych przeze mnie kiedyś nocnych wizyt. Tylko, że w dwukrotnie większym natężeniu...
Koniec! Dość narzekania! Chyba tak marudzę, bo jestem nieco zmęczony. Zatem kładę się spać, bowiem trzeba nabrać sił przed nadchodzącym weekendem (dla mnie i paru innych nieszczęśników ropzoczynającym się już jutro). Ale najpierw pobuszuję jeszcze trochę - trzeba się przecież do wyjazdu na konferencję przygotować.
A ładując do walizki ciuchy posłucham sobie muzyczki. Coś wesołego, jeżeli chodzi o brzmienie, żebym nie zasnął :)
I jeszcze coś niepokojącego. Przynajmniej jeżeli chodzi o głos wokalistki. Bo tekst piosenki jest sympatyczny :)
