zawód
2009-08-24 23:22:43
Zdarzają się nieprawdopodobne wręcz dyżury, w trakcie których nie dzieje się nic specjalnego, a lekarz dyżurny może nawet odpocząć.
Zdarzają się nieprawdopodobne wręcz dyżury, w trakcie których Izba Przyjęć zamienia się w Izbę Wytrzeźwień.
Zdarzają się nieprawdopodobne wręcz dyżury, w trakcie których ręce opadają na myśl o całym otaczającym, niechętnym do współpracy świecie, zwłaszcza tzw medycznym.
Zdarzają się nieprawdopodobne wręcz dyżury, w trakcie których lekarz dyżurny może jedynie mieć mord w oczach.
Zdarzają się nieprawdopodobne wręcz dyżury, w trakcie których dzieje się tak dużo rzeczy, że lekarz dyżurny może jedynie myśleć o sklonowaniu siebie samego, by podołać chorobowej nawałnicy.
Możnaby dołożyć jeszcze parę takich nieprawdopodobnych dyżurów. I jak tak patrzę na swoją dotychczasową "karierę medyczną" to każda chwila spędzona w Izbie Przyjęć niesie ze sobą coś niesamowitego. Zwłaszcza, że liczba pacjentów zgłaszających się z "naglącymi i niecierpiącymi zwłoki" problemami zdrowotnymi jest coraz większa. Wśród całej tej rzeszy osób trafiających do Izby zawsze znajdzie się jakiś "ciekawy przypadek", który zadziwia swoją złożonością i innością. Dlatego lubię pracę w Izbie Przyjęć (choć na dłuższą metę jest niezwykle męcząca), dlatego generalnie lubię pracę lekarza, zwłaszcza szpitalnego. I choć często (ostatnio zbyt często), głównie po "nieprawdopodobnych dyżurach", mam dosyć wszystkiego i wściekam się na ciężkość zawodu który wybrałem, to nie zamieniłbym go na żaden inny.
Po prostu jestem chory na bycie lekarzem. I nie ma na to lekarstwa.
To jest trochę jak pocałunek od róży...
