ognicho, czyli tam i z powrotem

2009-08-09 23:26:00

Jak dawno nie byłem na ognisku... Wieki całe. Zapaliłem się zatem do pomysłu Kaeri jakbym po raz pierwszy miał widzieć "żywy" ogień. Po części tak było. W roli rodzica. A moja latorośl będąc tak naprawdę przy ognisku po raz pierwszy w życiu, lgnęła do niego jak ćma do światła. Dużo wysiłku kosztowało mnie, a i zapewne obecnych tamże, baczenie na wyczynania mego potomka. Nie za bardzo mu się dziwię, bowiem ogień naprawdę potrafi przyciagnąć swą uwagę. Zwłaszcza jak się ma patyk w ręku, którego końcówka po włożeniu do ognia nie wiadomo dlaczego zaczyna się palić :) A potem można nieźle nim powywijać na prawo i lewo, kreśląc przy okazji dymne kółka i inne esy-floresy. Całe szczęście nikt nie miał końca kija w oku lub innym miejscu, choć sam niemalże nadziałbym się swą piersią na rozżarzoną końcówkę wcelowanej we mnie, a trzymanej przez mego syna gałązki. Nic dookoła nie spłonęło także, więc ognisko udane :)  

Nie mogłem niestety być do samego rana, czego niewatpliwie żałuję. Nie mogłem także dołączyć do zaszczytnego grona podtrzymywaczy ognia, podsycanego równie ognistymi napojami, bowiem sprawowałem rolę kierowcy mej drużyny (znaczy się żony i syna).

 

A wyprawa na ognicho porównywalna z hobbitowską Tolkiena. Bagażnik zapakowany na każdą ewentualność - ciuchy na zimno, zabawki z piłką na czele, preparaty przeciwkomarowe (te istotnie sie przydały) i parę innych drobiazgów, o których pisać już nie będę... Oczywiście przygotowania do niej spowodowały opóźnienie w kwestii samego przybycia (co niemalże nie doprowadziło do słownego starcia z połowicą), ale że dotarliśmy do celu jeszcze na pozycji punktowanej (trzecie miejsce, tzn podium) mój humor uległ istotnej poprawie.

O samym ognichu pisać nie będę - w formie graficznej przedstawiła to w swym poście sama organizatorka tak miłego spotkania. Powiem tylko, że było ekstra. Ale następnym razem (mam nadzieję, że taki nastąpi) przyjeżdżam bez mej latorośli. Zbyt duży stres... Za dużo pomysłów (szalonych oczywiście) na raz... Rankiem spojrzałem w lustro. Chyba więcej siwych włosów. Nie wiem, czy to od ognicha - sam przecież także się nad nim pochylałem, czy od stresu związanego z pilnowaniem syna...  

 

Potem powrót do domu. Zbyt wcześnie niestety, ale posiadanie dzieci zobowiązuje. Tzw. odległość pomiędzy to godzina jazdy samochodem. Myślałem, że syn po przeżyciach dnia padnie jak dętka, ale po przyogniskowej muzycznej prezentacji rozśpiewał się w samochodzie jak trójka tenorów. A że repertuar ma jeszcze dość ograniczony, więc do dzieła musiałem zaprzęgnąć swój głos. I niestety pojechałem. Po starociach. Znaczy się utworach z lat mej młodości. Choć nie wszystkie teksty zapamiętane w całości, to poleciało: "Wieża radości, wieża samotności" i "Nie gniewaj się na mnie Polsko" Sztywnego Palu Azji, "Skóra" Aya RL, kawałki Starego Dobrego Małżeństwa - "Jak", "Z nim będziesz szczęśliwsza", "Opadły mgły, wstaje nowy dzień" - wszystkie z tekstami Edwarda Stachury, "Diamentowa kula" i "Szklana pogoda" Lombardu, "Jolka, Jolka" Budki Suflera"... Żona (choć ciszej niż ja) wtórowała mi dzielnie. A mój syn, choć z lekka zdziwiony nagłym zapałem taty do śpiewu, z zainteresowaniem słuchał fałszu w moim wykonaniu. I nie usnął. Może jednak mu się podobało? 

Zatem wyprawa nie tylko na ognisko, ale i w przeszłość daleką...

Oczywiście, że słuchałem dziś SDM. A z racji festiwalu w Sopocie także i Budki Suflera. Nie za bardzo wiedziałem co wybrać do posłuchania, więc będą dwa filmiki. Mam nadzieję, że zrozumiecie :)

 

Zatem jako pierwsza śpiewana poezja Stachury:

 

 

A teraz trochę bardziej ambitnie:

 

 

 



Dodane w varia , muzyka

Komentarze: 6

misiek 12.08.2009 r., 21:56
To ciekawe zjawisko... Na początku wydaje się, że nieco rozjaśnia umysł. Niestety im dłużej z nim przebywasz, tym gorzej na tym wychodzisz. Niektórzy nazywają to "pomrocznością jasną" :)
przenitek 10.08.2009 r., 22:45
Ale mąci rozumy przyznaję ; ))))))
przenitek 10.08.2009 r., 22:42
Jacek Danielewicz to fajny chłopak i już ; ))))))
mumina 10.08.2009 r., 22:05
Jacek Danielewicz w czarno-białym T-szerciku rozumy im zmącił po północy...
przenitek 10.08.2009 r., 21:37
A następnym razem koniecznie musisz dołączyć do braci podtrzymujacej ogień wewnętrzny przy pomocy ognistej wody : )))))
przenitek 10.08.2009 r., 21:35
Michu zapomniałeś wspomnieć o pysznej sałatce własnego autorstwa i wykonania. Nie było osoby, która się nie zajadała. A Twoja latorośl to magik i prawdziwy ogniomistrz, choć wiem że stresu miałeś przy Nim co nie miara, ale wiek dziecięcy ma swoje prawa.

Dodawanie komentarza