pełnia...

2009-08-07 23:11:40

Właściwie to nie wiem jak to nazwać. Kilka już razy siadałem do komputera z zamiarem napisania jakiegoś posta i skończyło się na niczym. Zastanawiałem się dlaczego? Z jednej strony to cóż  takiego tu opisywać, skoro kolejne dni podobne są do siebie jak dwie krople wody, z drugiej jednak strony każdy z tych dni zawierał w sobie chociażby jedno warte opisania zdarzenie. Kilka, niemalże gotowych do opublikowania, postów zawisło w próżni. Nic mi się nie podobało. A to temat jakiś taki do niczego, a to styl wypowiedzi nie do końca zachęcający, a to jeszcze coś innego...

 

Kilka przykładów:

1. Następnego dnia po rozpoczęciu Tour de Pologne wyszedłem z latotroślą na rower. Znaczy się synowi wyjąłem z piwnicy rower i wyszliśmy na świeże powietrze. Ja "per pedes", on pedałując zacięcie na jednośladzie, choć niestety z jeszcze doczepionymi bocznymi wspomaganiami (znaczy sie czterokołowiec). Popitalał na nim jak oszalały, ja za nim goniłem jak zdyszany pies ledwo co łapiąc powietrze. Kiepsko z kondycją... I wątek urwał mi się tak szybko jak gilotyna oddziela głowę od ciała! W sumie dość dobre porównanie, bo mózg jakoś nie chciał współpracować z palcami, gotowymi do śmigania po klawiaturze komputera... 

Dziś myślę, że może dam namówić się Przenitkowi do kupna jakiegoś bicykla! W końcu dobrze mi to zrobi na moją tężyznę fizyczną, bo coś ostatnio  nią krucho. Zacznę od 1 kilometra. Może nie padnę :)

2. Post miał być tym z rodzaju kulinaria. Obiecałem małemu wyprawę do McDonald’s. Nie, żebyśmy się tam stołowali, ale od czasu do czasu z uwagi właśnie na małego tamże bywamy. Wiadomo - zestaw Happy Meal z zabawką, słomką czekoladową do mleka i frytkami stanowi nie lada radość! Uważam, że frytki mają najlepsze na świecie. Ale nie o tym. Nie przepadamy za owocami morza (no chyba że ryby), więc zdziwiła mnie zachcianka mej połowicy odnośnie krewetek królewskich. Zakupiłem, a jakże! Nawet spróbowałem! I co? Rewelacja! Tłuste jak cholera (jak wszystko co smażone na głębokim oleju), ale pod tłustą panierką kryje się przepyszne zwierzątko morskie... I koniec. Pojechaliśmy i zjedliśmy. Czarna plama przed oczami. Zaćmienie umysłu? Jakoś puenty z tego wszystkiego nie mogłem wydobyć!

Dziś widzęę, że chyba polubię smaki morza. Wybieram się po krewetki. Tylko gdzie kupić najlepsze? Może w Makro? Widziałem tam całkiem nieźle zaopatrzony dział z produktami morza i oceanu. A może gdzieś indziej? Jedno wiem! Muszę omijać McDonald’s z daleka bo przytyję jeszcze bardziej :) 

3. Gość (pracownik szpitala od nie wiem czego) wchodzi do pokoju lekarskiego chcąc wymierzyć metraż gabinetu pod nową wykładzinę. Dziwię się, bowiem niedawno nowa podłoga została położona, więc kieruję go do szefa będącego aktualnie w poradni. Na co facet podaje mi powierzchnię podłogi gabinetu poradnianego - 13 metrów kwadratowych! Śmieszne? Na początku wydawało mi się że tak, ale jakoś nie za bardzo się z tego uśmiałem po przeczytaniu przelanej na monitor komputera przytoczonej powyżej anegdoty...

Patrząc na to dziś wydaje mi się, że to niezbędny dla funkcjonowania szpitala pracownik! Mieć wszystkie wymiary pomieszczeń szpitalnych we łbie to nie lada sztuka. Nie trzeba szukać papierzysk, wystarczy zapytać! Tylko właściwie po co komu takie informacje w głowie? Ciekawostka!  

 

Było jeszcze pare innych tematów... I co z tego? Nic! Wszystko wylądowało w koszu!

 

Straszny malkontent się ze mnie zrobił. Poza tym jakiś taki drażliwy jestem, niespokojny, spać nie mogę. Prawie jak zgłaszający się po pólnocy do Izby przyjęć pacjenci. To do mnie nie podobne, więc zaczynam zastanawiać się o co chodzi?

Depresja? Objawy pasują jak ulał, ale przecież w dzień mi przechodzi...

Zwykłe zmęczenie? Chyba nie, bo wielokroć bywałem bardziej zmęczony i słowa same przelewały się z umysłu na monitor komputera...

Zniechęcenie? Nie, bo mam ogromną ochotę wysmażyć kolejny wpis (co robię chociażby teraz)...

Niemoc twórcza? Nigdy się za twórcę nie uważałem, więc i niemoc nie może być. Zwłaszcza twórcza...

 

Mam. Już wiem. Księżyc! Pełnia! To jest wytłumaczenie! Cały okres poprzedzający jej nadejście był kiepski. A wczoraj, pomimo kolejnego dyżuru, było całkiem znośnie. Dziś jest już niemal rewelacyjnie. Zaraz, zaraz. Kiedy to była pełnia? Wczoraj?! 6 sierpnia?! Czyżbym zmieniał się w jakieś monstrum? Patrząc na nieogoloną facjatę, to rzeczywiście upodabniam się do jakiegoś włochatego zwierzęcia. Trzeba będzie się ogolić, choć nie znoszę tej czynności. I można się zaciąć...

Na dobranoc zapuszczam zatem Michaela Jacksona w "Thrillerze". Tym samym, choć nigdy nie był moim ulubionym artystą, składam mu hołd za to co zrobił dla muzyki rozrywkowej:

 

 




Komentarze: 6

mumina 09.08.2009 r., 23:53
Czytam w myślach, w myślach też na razie piszę...
misiek 09.08.2009 r., 23:31
A tak a propos Mumina! Miałem zamiar dać taki tytuł postu:"O wszystkim i o niczym". Czytasz mi w myślach. Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!
misiek 09.08.2009 r., 23:28
Ha, ha, ha!
przenitek 09.08.2009 r., 23:22
A Ty Michu to masz dar, no naprawdę aż miło poczytać ; )))) Tobie nawet pełnia nie przeszkadza.
przenitek 09.08.2009 r., 23:19
Mumina, zachęcamy, zachęcamy bo wiem że styl twój równie zachęcający jak i Miśkowy, zatem miło by było oko zawiesić na postach Twych : ))))
mumina 09.08.2009 r., 23:03
niby o niczym i nie na temat a styl w dalszym ciągu zachęcający... pisz Michu, pisz... a może i ja kiedyś napiszę :)

Dodawanie komentarza