parówka
2009-07-16 22:32:16
Znając moje upodobania (patrz urlopowe smaki i kuchnia) możnaby się spodziewać kolejnego postu o tematyce kulinarnej. Parówki rzeczywiście towarzyszą mi niemalże codziennie, są bowiem jednym z podstawowych produktów spożywczych na dyżurze. Łatwo je przetransportować (wszak zapkowane są szczelnie) a i z kwestią przygotowania do spożycia nie jest źle (można je spożyć na zimno, co nie zabiera przecież wiele czasu). Któż nie lubi hot-dogów (zwłaszcza na stacji Statoil?), gdzie parówka (obecnie zastępowana także różnymi kiełbaskami) jest podstawowym składnikiem tego nieskomplikowanego dania. I skomplikowanego zarazem. Ileż bowiem zależy od rodzaju bułki. A jakże ważny jest rodzaj dressingu, gatunek ketchupu czy musztardy zapodanych razem z parówką i bułką... Eh! Niby nic a cieszy! Nawet moja latorośl (wybredna jak nie wiem co jeżeli chodzi o jedzenie) zasmakowała w tak mało, wydawałoby się, wyrafinowanym posiłku.
W czasach kryzysu parówki wzbudzały równie niezdrowe emocje co obecnie radio Maryja i ksiądz dyrektor, majtki Dody (lub ich brak), kolejne operacje nieżyjącego już "króla popu" Jacko, czy mająca pojawić się w sierpniu na koncercie "skandalistka" Madonna. Mistrz polskiej komedii prześmiewczo przedstawił to tak:
Eh, te kulinaria! Odciągnęły mnie od głównego tematu mojego postu. Właściwie będzie on ciągiem poprzedniego. Parówka, a właściwie parówa dziś była. Czlowiek nie ma ochoty na żaden ruch. Zwłaszcza odkleić się od krzesła, odejść od dającego względny chłód klimatyzatora i wyruszyć na obchód do pacjentów leżących w salach z "naturalną klimatyzacją", czesto pogarszającą jeszcze sprawę panującej duchoty. Lub ruszyć do pracowni endoskopowej, gdzie wiatrorób w postaci wentylatora daje ochłodę jedynie skierowawszy strumień powietrza bezpośrednio na siebie samego. Mielenie przezeń powietrza w innych kierunkach zupełnie nie ma sensu. Jest jeszcze Izba Przyjęć, w której o ile się nie mylę dach stanowi metalowa blacha (doskonale słychać jej dźwięk podczas deszczu), która podczas słonecznej pogody może również służyć za płytę grzewczą, a wnętrze Izby Przyjęć zaczyna przypominać warunki panujące w kuchence mikrofalowej (znów te kulinaria). Oczywiście w trakcie stawiania budynku obecnej Izby Przyjęć nikt nie pomyślał o klimatyzacji, więc w dni takie jak ostatnio człowiek czuje się jak parówka w ukropie!
Na dodatek sąsiad spotkany w windzie uśmiecha się radośnie i twierdzi, że lubi takie pogody. Na moje stwierdzenie, że klimę mam tylko w samochodzie (właściwie to ogromna radość przecież, choć w pracy spędzam znacznie więcej czasu niż w samochodzie) uśmiecha się tym razem ze zrozumieniem twierdząc, że ma zatem o wiele więcej szczęścia niż ja (bowiem pracuje w warunkach klimatyzowanych). W sumie jestem jednak zadowolony, bowiem mogłoby być jezscze gorzej. "Parówka" za zamkniętymi szybami. Jak w piosence Tiny Turner :)
