podyżurowo, depresyjnie, refleksyjnie

2009-07-01 23:25:25

Skończył się mój krótki dyżurowy maratonik. Co prawda następny dyżur już niedaleko, ale przynajmniej 3 dni wypoczynku (czytaj pracy bez dyżuru) miną nim ponownie trzeba będzie spędzić całą dobę w murach szpitala. Nie mam już niestety tyle sił co kiedyś, ale mimo to jestem zaskoczony swoją kondycją. Bardziej fizyczną niż psychiczną, bo ta druga zaczyna szwankować. I to nie tylko ze względu na kolejne "medyczne przygody", do których z biegiem lat się przyzwyczaiłem...

Niestety okoliczności, nazwę je "pracowe", nie napawają optymizmem. Funkcjonowanie w miejscu niewiele chłodniejszym od kaflowego pieca (przenitkowa sauna) przy obecnie panujacych warunkach pogodowych staje się szkołą przetrwania w warunkach ekstremalnych. Poza tym tzw. czynnik ludzki, od którego przecież wiele zależy zaczyna powoli ulegać rozkładowi. I nie chodzi bynajmniej o związek z temperaturą otoczenia. Przytoczę chociażby koleżeńskie blogi Kaeri i Przenitka obfitujące wręcz w depresyjne posty na temat atmosfery. Tej w pracy, nie na zewnątrz. To tylko jakby wierzchołek góry lodowej. Są młodzi, a już zniechęceni. Co mają powiedzieć stare pryki jak ja? Także odczuwam narastające zniechęcenie do wszystkiego co związane z obecnym miejscem zatrudnienia. Nie z pracą jako taką - kocham medycynę, kocham szpital i, co może wydać się dla niektórych dziwne, lubię także dyżurować. Taki sobie zawód wybrałem i choć tropikalne wręcz warunki panujące w pokoju lekarskim (i nie tylko) nie sprzyjają wydajnej pracy, to bardziej boli jednak narastająca wśród współtowarzyszy niedoli apatia, wzajemna agresja, a w niektórych przypadkach (nie boję się użyć tego słowa) samolubstwo. Ja wiem, że człowiek jest tak skonstruowany, by robić sobie dobrze, ale niestety jeżeli ma cokolwiek funkcjonować prawidłowo, to wpierw stosunki międzyludzkie powinny być przynajmniej poprawne. A tak nie jest. I nie będzie. Podejście do całej sprawy tych mniej obciążonych pracą wydaje mi się być skandaliczne. Nie widzą, lub nie chcą widzieć narastającego międzyludzkiego napięcia dokręcając jeszcze śrubę różnego rodzaju "dziwnymi pomysłami". Nie można non stop kogoś walić po głowie! Od czasu do czasu trzeba pogłaskać. Bez chociażby słownego wsparcia czy ustnej pochwały, ten naładowany płynną nitrogliceryną wóz, daleko nie zajedzie. Rozwali sie na najbliższym wystającym z drogi kamieniu. Mam wrażenie, że siedzimy na tykającej bombie, która w najmniej oczekiwanym momencie rozpirzy wszystko, co do tej pory wspólnie zbudowaliśmy. A szkoda byłoby...  

Ponarzekałem sobie, teraz wrócę do medycznego maratonu. Problematyczny był dzień po trzecim z rzędu dyżurze, gdy tak naprawdę nie chciało mi się nic. Zmęczenie wlazło we wszystkie członki, a i stan umysłu tego dnia nie należał do najlepszych. Musiałem po pracy odespać choć jedną godzinkę i chwała mojej latorośli, że mi to umożliwiła. Wczorajszy dyżur był nieco lżejszy, więc i mój stan jest o niebo lepszy od przedwczorajszej podyżurowej formy. Może zaczynam sie do takich komasacji przyzwyczajać, przecież kiedyś 12-15 dyżurów w miesiącu było niemalże normą. Pomiędzy tysiace spraw do załatwienia, spotkania ze znajomymi, imprezki, z których bezpośrednio szło się na dyżur. Jakoś człowiek to wytrzymywał. A może był do tego przyzwyczajony, bo innego życia nie znał? Nie mnie rozsądzać, aczkolwiek naprawdę dziś czuję się stokroć lepiej niż przed dwoma dniami. Oczywiście, żeby za słodko nie było przemożna chęć wcześniejszego wyjścia z roboty nie ziściła się. Zbyt dużo obowiązków i problemów do załatwienia, więc jak zwykle po dyżurze opuściłem mury szpitala przed piętnastą. Ja chyba nie do końca jestem normalny! Pocieszam się tylko myślą, że inni też nie do końca zachowują się racjonalnie - podobnie do mnie nie udaje im sie podyżurowo wyjść wcześniej. Jesteśmy wśród medyków, więc może to jakaś ciężka nieuleczalna choroba... 

Ażeby nie było tak smutno, na sam koniec jakaś muza. Na powitanie kolejnego radosnego dnia :)

 



Dodane w praca , muzyka

Komentarze: 5

przenitek 05.07.2009 r., 22:21
Oj tak, a dobrego diagnosty brak, a może inaczej brak diagnosty który na podstawie jasnych sygnałów dostrzeże ten problem i będzie się starał go naprawić.
misiek 04.07.2009 r., 00:30
Hamulce to może jeszcze nie, ale płyn hamulcowy powoli wycieka...
przenitek 03.07.2009 r., 10:15
Myślę, że hamulce to już dawno nam puściły ; ) a teraz odczuwamy tego konsekwencje.
misiek 02.07.2009 r., 22:13
Raczej co z nami będzie na prostej gdy hamulce puszczą :)
przenitek 02.07.2009 r., 11:24
A droga co raz bardziej kamienista, a wóz z nitro jedzie co raz szybciej ..... Ech ...., że zacytuję " co z nami będzie na zakręcie"

Dodawanie komentarza