kolejny
2009-05-28 20:24:01
Nie wiem, czy zauważyliście, ale w kwestii zdrowia ludzie zachowuja się irracjonalnie. Najlepiej widać to na przykładzie pracy Izby Przyjęć. Nie ma pory dnia, czy nocy nieodpowiedniej do przyjścia ze swoim problemem do szpitala. I nieważne jest, czy problem zdrowotny jest istotny (w tych przypadkach gratuluję za szybkie się zjawienie w Izbie), czy też jest to błahostka (co mnie niezmiernie irytuje zwłaszcza w porze, gdy powinno się śnić coś miłego). Może powtarzam się, ale wśród wielu ogólnie dostępnych farmaceutyków społeczeństwo nie potrafi przyjąć zwykłego APAP-u w przypadku gorączki bądź nieokreślonych innych dolegliwości.
Ponadto sentencja "człowiek człowiekowi wilkiem" najbardziej spektakularnie ujawnia się w placówkach medycznych. Ludzi opętała cholerna znieczulica na potrzeby drugiego człowieka. Okazuje się bowiem, że drętwiejący od kilku miesięcy palec u nogi jakiegoś jegomościa ma być dla mnie ważniejszym problemem niż pacjent przywieziony przez pogotowie z zawałem mięśnia sercowego, czy w obrzęku płuc. Mam bowiem natentychmiast zbadać drętwiejący palec i oczywiście ochoczo pomóc w tej kwestii zapominając o chorym cierpiącym na łóżku obok. To jest bowiem ważniejsze niż wszystko inne. I ileż można czekać na udzielenie porady i pomocy drętwiejącemu palcu?! Podam tu przykład z niezbyt odległej przeszłości, gdy z Muminą w Izbie Przyjęć reanimowaliśmy pacjenta z zawałem mięśnia sercowego po zatrzymaniu krążenia (kilkadziesiąt dobrych minut, ale skutecznie!). I co na to czekajacy pod drzwiami osobnik - nota bene starszy jegomość, wydawałoby się rozumiejący życie? Po wyjściu Muminy z gabinetu zrobił jej karczemną awanturę o to, że musi tak długo czekać i nikt się nim nie zajmuje! Czyżby chciał być na miejscu tego reanimowanego? Jemu poświęciliśmy sporo wysiłku...
Eh! Chwilami rzygać się chce! Ale jedno uratowane w spektakularny sposób (patrz wyżej) życie przywraca jednak sens naszej pracy. Może dlatego jestem jeszcze w tym zawodzie? Per aspera ad astra!
