rota
2009-03-09 20:42:19
Obudziłem się dzisiaj nawet w całkiem dobrej formie. Łeb przestał boleć, mięśnie też a i gil jakby trochę mniejszy. Myślę - fajno, może jednak będę w jako takiej formie na egzaminie. Jak to w życiu - moje zadowolenie nie trwało zbyt długo. Jak tu nie wierzyć w przypadki? Wczoraj zmieniłem cytat na blogu...
Telefon! Z samego rana nie wróży nic dobrego. Dziadkowie! Fatalnie - mały jest u nich od dwóch dni. Myślałem, że parę dni przed egzaminem ociupina spokoju się przyda, a i mały zmieni otoczenie, zobaczy dziadków. A ja w ciszy będę zakuwał. Babcia lekko roztrzęsionym głosem mówi, że Miłek od 4.00 wymiotuje i ma biegunkę. Cholera! Co jadł? Nie narzekał wcześniej? Coś go boli? Ma gorączkę? Pije cokolwiek? Nie! Wszystko było OK, położył się w dobrej formie, jadł to co oni, nawet dziadek nic mu nie podsunął ze słodyczy. A od rana klops. Co wypije to zwróci. No i ta biegunka... Cóż - pewno złapał jakiegoś wirusa. Krótkie instrukcje dla babci co ma robić. Smecta, Lacidofil, pojenie... Nie babciu, nie gorącej herbaty! Zwykła, przegotowana, wystudzona woda.
Szybkie decyzje. Za szybkie! Ucz się, mówi "druga połowa", za dwa dni masz test, ja sobie poradzę. Żona w pociąg (zdążyliśmy na ostatnią chwilę), ja zostaję. Cholera! Pieprzony egzamin. Trzeba było samemu pojechać. I tak nici z nauki. Skupić się nie mogę. Chrzanić to wszystko!
Telefon! Żona szczęśliwie dojechała. Dziadkowie byli już z małym u lekarza - zbadał go (podobno nie jest odwodniony), zalecił Smectę, Nutrolin-B, Dicodral Liquido (mógłbym być pediatrą), wystawił też skierowanie do szpitala jakby co... Co zamiast Nutrolinu? Że nie ma w aptece? Że nie ma we wszystkich aptekach? Niech dadzą obojętnie co - może być Lacidofil, Enterol, Dicoflor! Że niby mam jeszcze porozmawiać przez telefon z panią magister z apteki? Po co? No cóż słuchawka oddana - "Dzień dobry... Proszę dać którykolwiek z probiotyków... Tak... Może być (Lacidofil)... Dziękuję..." Cholera! Powinienem tam być! Trzeba było pojechać!
Telefon! Mały padnięty śpi, a jak się obudzi to rzyga. Biegunka całe szczęście ustąpiła. Mam wyrzuty sumienia! Przez telefon przecież nie zobaczę w jakiej jest formie! Krótkie instrukcje co i jak. Najważniejsze płyny. Nawet jak wymiotuje. Będzie w porządku. Fajno, że nie ma biegunki. Byle jeszcze ustąpiły wymioty. Pilnować, czy nie ma gorączki! Jak się pojawi (oby nie!) to zasuwać do szpitala. Całusy! Będzie dobrze!
Popatrzyłem sobie w otwartą książkę. Próbowałem nawet czytać! Cholera! Dlaczego nie pojechałem! Ciekawe co i jak. Lepiej? Ustąpiły wymioty? Pije? Dzwonię do dziadków. Nikt nie odbiera. Dzwonię drugi raz, może źle wybrało. Nikt nie odbiera! Dzwonię do żony. Nie odbiera!! Ponownie wybieram numer. Sekretarka!!! Dzwonię na komórkę teścia, może wziął ze sobą. Odebrał! Stoi przed szpitalem... Mały zagorączkował powyżej 39 stopni... Cholera!
Telefon! Wymioty ustąpiły... Ale gorączka jest... Już ma pobraną krew na badania... Nawet specjalnie nie krzyczał... Ale jest przerażony... I padnięty... I trochę odwodniony... Tak, ma podłączoną kroplówkę... Tak, mogę z nim zostać w szpitalu... Na razie nie przyjeżdżaj... Jakby co, to dam znać... Tak, wiem, będzie dobrze... Nie! Nie przyjeżdżaj!... Opieka jest OK... Lekarka wydaje się być rzeczowa i rozsądna... Po co mu brali gazometrię?... Nie! Nie przyjeżdżaj!... Całuję! Pa!
Telefon! Nadal gorączkuje... Wiem, wiem, za szybko, żeby leki zaczęły działać... Nie! Nie przyjeżdzaj!... Nic przecież nie zmienisz... Lekarka jest w porzadku... Powiedziałam jej, że jesteś lekarzem... No powiedziałam i tyle... Miłek śpi... Nie, nie ma wymiotów i biegunki... Badań jeszcze nie ma... Na pewno! Dziś nie przyjeżdżaj!... Będziesz przed egzaminem zmęczony... Wiem, że pewno chodzisz po ścianach i nie możesz się skupić, ale Twój przyjazd nic nie zmieni... Pogadamy później... Tak, zadzwonię jakby co... Pa!
