królewska zabawa

2010-09-30 22:50:04

Nie mam zamiaru wychwalać swojego Potomka, choć jak każdy rodzic widzę w Nim wszystko co najlepsze, lecz w dniu dzisiejszym zadziwił mnie bardzo swą decyzją w kwestii zabawy.

Oczywiście nie przyszło łatwo wybranie jej formy, wszak samochody (konkretnie "Cars") przebijają wszystko co możliwe, ale nieustanna zabawa modelami resoraków nie bawi mnie już tak jak kiedyś (zwłaszcza gdy wspomnę czasy mego dzieciństwa i samochodziki firm Matchbox i Majorette). Po drodze były klocki, różnego typu gry planszowe, kolejka, karty (nie wiem czy to dobre dla młodego człowieka, ale te typu "Piotruś" chyba ujdą), rysowanie i wiele innych prób wybrania właściwej opcji. Nie, nie i nie! Właściwie normalka. Powinienem się przyzwyczaić do tego. Albo "Auta", albo nic. No, ewentualnie komputer - ten przebija wszystko inne, nawet rzeczone "Cars". Ale gra na komputerze już była (staram się wprowadzać limity, bo inaczej, zanim by uzyskał pełnoletniość, trzeba by pewno odwiedzić paru specjalistów z działów medycyny mi odległych).

 

W końcu mój zmęczony wzrok, jak to po dyżurze i przy braku współpracy z "pacjentem", padł na leżące na półce szachy. "Może szachy?" - zapytałem. "Tak. Zagrajmy!". Szczęka opadła mi z wrażenia na podłogę (całe szczęście dywan jest, więc słychać nie było) jak nagle zapadła decyzja. Graliśmy jakieś kilka, jeśli nie kilkanaście miesięcy temu w szachy, ale raczej jest to mocno przesadzone stwierdzenie - graliśmy. Potomek mój poznał zasady gry i ruchy poszczególnych bierek, ale szybko wprowadził swe modyfikacje, tak że za każdą rozgrywką łoił mi skórę. Trwało to dość krótko, a gra wydała mu się chyba niezbyt interesująca, bo szybko znudził się przesuwaniem pionów i figur po szachownicy. Jak wielkie było moje zdumienie tak jednoznacznego podjęcia decyzji o grze w tę jakże wyrafinowaną zabawę strategiczną! Zapytawszy tylko, czy pamięta ruchy bierek i te prawdziwe zasady gry, zasiedliśmy do pierwszej partii.

Myślałem, że przegrawszy pierwszą szybko odpadnie od szachownicy i zacznie jęczeć o zabawę samochodzikami, lecz tak się nie stało. Po kolejnych przegranych rozgrywkach z uporem maniaka od początku ustawiał bierki na określonych polach i stymulował mnie do kolejnych partii. I, o dziwo, nie wściekał się, jak to w zwyczaju dzieci bywa, o przegrane gry. To naprawdę niesamowite, bowiem do tej pory nawet niewielka porażka w "Grzybobraniu", "Chińczyku", planszowych "Wyścigach motocyklowych", dziecięcych "Monopoly", czy innych grach i zabawach kończyły się albo szybkim przerwaniem zabawy, próbami "wygrania inaczej" lub ogólnie wyrażanym głośnym niezadowoleniem. Tym razem było inaczej. Co prawda partie gry nie trwały godzinami i dość szybko na szachownicy zostawała większość moich figur, co w efekcie prowadziło do mej wygranej, lecz jakoś nie starał się kombinować z "nowymi regułami rozgrywki" i godził się z każdą kolejną porażką. Byłem co najmniej zdumiony. W końcu, bo turniej trwałby zapewne do północy, z pewną niewielką moją pomocą postawił mego króla w szachu, a i w końcowym rozrachunku dał mi mata!

 

Sam nie jestem orłem szachów. Owszem, znam zasady gry, a i zdarzało mi się wygrywać z lepszymi ode mnie w te bierki (choć raczej były to wypadki przy pracy tych lepszych niż mój geniusz strategiczny), ale jeśli mój Syn zechce grywać dalej (mam nadzieję, że nie jest to tylko słomiany zapał lub dzień dobroci dla ojca), to będę nawet z zapałkami pomiędzy powiekami mu w tym towarzyszył.

Bo szachy to bardzo interesująca gra. Rozwija niewątpliwie pamięć i logiczne myślenie oraz uczy strategii, a ta ostatnia, w obecnych czasach, jest przydatna nie tylko na placu boju.  



Dodane w życie

Komentarze: 3

michu 02.10.2010 r., 22:27
Mądre to gry... Im wcześniej ktoś złapie bakcyla, tym lepiej.... Nie wszyscy jednak to rozumieją!
leala 02.10.2010 r., 18:09
Mój Tato też zaraził mnie pasją do szachów, warcabów i innych podobnych gier :)
big brother 01.10.2010 r., 18:18
Biedny malec - katowany szachami przez ojca. Bo samochody nie odpowiadają staremu!

Dodawanie komentarza