la ciudad de madrid

2010-09-22 23:36:01

Niby tylko siedem dni a długo się zeszło z niepisaniem. Co prawda już w niedzielę byłem w Polsce, ale jakoś tak zmęczenie (ktoś zapewne zapyta czym?), emocje, no i oczywiście wczorajszy dyżur przeszkodziły mi w napisaniu czegokolwiek o Hiszpanii...

 

Spodziewałem się bardzo wiele po Madrycie. I wiele zobaczyłem.

Chociażby takie muzeum Prado wypełnione dziełami wielkich mistrzów. Można zobaczyć malarstwo znanych, chociażby ze słyszenia, artystów -Tycjan, Tintoretto, czy Veronese, El Greco ze swoją charakterystyczną ziemistością cery malowanych postaci, świetny Velazquez, Goya, który poza kilkoma (a dokładnie dwoma) obrazami rozczarował mnie okrutnie, dobre malarstwo flamandzkie z Hieronimem Boschem na czele. Musiał być nieźle zakręcony jak na ówczesne czasy, ale jego obrazy fascynują. Mnie na pewno. "Leczenie głupoty" z usuwanym z głowy kamieniem szaleństwa, czy wystawiany w tymże muzeum a porażający detalami "Ogród ziemskich rozkoszy" to czysta maestria. Rubens ze swoimi obfitymi ciałami niestety nie rzucił mnie na kolana. "Trzy gracje" tym bardziej nie wzbudziły emocji.

Museo Nacional Centro de Arte Reino Sofia. Drugi punkt programu w Madrycie. Rewelacyjnie atrakcyjna współczesna architektura doczepiona do starych murów. Wewnątrz sztuka nowoczesna. Nie zawsze do odczytania przez zwiedzających. Odwiedziłem jednak to miejsce na Picassa. I "Guernicę". Ale przede wszystkim dla pana, który nazywa się Salvatore Dali... Umysł równie pokręcony jak Hieronim Bosch. Przynajmniej jeśli chodzi o twórczość. Rewelacja! Kilka jego płócien jest świetnych, ale "Wielki masturbator" robi naprawdę duże wrażenie :)))

Muzea w Madrycie są dość liczne - zapewne kilka z nich wartych jest odwiedzenia (Thyssen-Bornemisza, Narodowe Muzeum Archeologiczne, Muzeum Ameryki, Muzeum Nawigacji), lecz czasu niestety na wszystko zbrakło.

Kolejnym elementem turystycznej układanki był pałac królewski i katedra madrycka. Znajdują się w niedużej od siebie odległości, więc potraktuję razem w opisie. Nie zrobiły na mnie wrażenia. Poza jednym - w Palacio Real znajduje się zbrojownia królewska. Wypełniona chyba z setką zbroi. Dla mężczyzn (eksponowane są głównie królewskie), dla kobiet (także królewskie), dla dzieci (też z rodzin królewskich) i dla koni (oczywiście królewskich koni). Tysiące kilogramów metalu, w który trzeba było się wbić żeby móc się bić! A przy okazji niewiele widzieć i pocić się zapewne jak przepuszczająca olejarka, i czuć się jak sardynka w puszce! Wariactwo, ale polecam - zobaczyć, nie próbować założyć!

Parque del Buen Retiro - madryckie Łazienki. Bardzo ładny zielony obszar z różnorodną roślinnością, w którym można zrobić ciekawe fotki. Na przykład wiewiórki na palmie :))) Poza tym ogromna kolumnada z pomnikiem Alfonsa XII oraz Palacio de Cristal (kryształowy pałac) - oszklony budynek z plastikową rzeźbą nowoczesną z koszy i krzeseł wewnątrz, a sadzawką z fontanną, małym wodospadzikiem, czarnymi łabędziami, kaczkami i żółwiami wodnymi na jego zewnątrz. Fajne miejsce na spacer.

Estacion de Atocha - jeden z dworców kolejowych w stolicy Hiszpanii. Miejsce, z którego można (powiem nawet więcej - należy) wyruszyć na pozamadryckie zwiedzanie. Z racji braku czasu odwiedziłem tylko Toledo i El Escorial, o których postaram się cokolwiek bazgrnąć w kolejnych postach. Opiszę też jak wygląda podróż szybką koleją. A sam dworzec Atocha bardzo ciekawy. Ogromny budynek (jak opisują w przewodnikach - arcydzieło XIX-wiecznej architektury kolejowej), w środku którego znaleźć można tropikalny ogród z sadzawką. A w niej żółwie wodne. A wewnątrz budynku cholernie dużo podróżnych. Jak to na dworcu kolejowym...

Ponadto w Madrycie jest wiele miejsc wartych uwagi, do których dotarłem (wraz z erazmusowymi współwyjazdowiczami) właściwie bez większych problemów, bowiem zamieszkiwany przez nas hotel znajdował się praktycznie tuż, tuż. Puerta del Sol z posągiem niedźwiedzia (sic!) zjadającego owoce z drzewa poziomkowego (jakieś wariactwo, ale nawiązuje do herbu stolicy) i wmurowanym w chodnik kilometrem "zero" (nie znalazłem, ale szczerze mówiąc nie szukałem za bardzo) oraz niezliczoną ilością turystów, tubylców, policjantów, grajków, performancerów i innych dziwolągów. Wszyscy mówiący jednocześnie. Wydaje się że tak, by słyszani byli w drugim końcu placu! Szum straszny! Od placu odchodzi szereg ulic ze sklepami, kawiarenkami, kafeteriami, jamoneriami, paeleteriami i czymkolwiek jeszcze tylko można sobie wyobrazić. Jest też Plac Hiszpański (Plaza Espana) z pomnikiem Cervantesa i reprezentacyjna ulica Madrytu - Gran Via, na którą niemalże wychodziły schody naszego hotelu... Palacio del Senado, El Rastro, kilka kościołów i setki innych miejsc, które zobaczyłem i których nie ujrzałem.

 

Opisuję tak moje doznania i opisuję, ale... powiem szczerze - Madryt mi się nie podoba! I wiem chyba dlaczego. Jest tam niestety strasznie brudno. Wydaje się, że Hiszpanie nie traktują czystości na poważnie. Ilość brudu jaki znajduje się na ulicach, w kawiarniach, sklepikach, piwiarniach, jamoneriach (jamon - szynka - ulubione chyba żarcie) jest przerażająca. A w sobotę z rana, po piątkowej całonocnej imprezie, wręcz porażająca! Dodam jeszcze jedno ciekawe spostrzeżenie - w lokalach wyglądających na schludne i czyste nie było prawie nikogo. Natomiast miejsca, z których brud wylewał się na ulicę przepełnione były po brzegi klientami...

 

Vine, vi y me fui! No se arrepiente! - co w wolnym tłumaczeniu znaczy - przybyłem, zobaczyłem i wyjechałem! Bez żalu!

Dziwne miasto to la ciudad de Madrid. 



Dodane w wolne

Komentarze: 0

Nie dodano komentarzy.

Dodawanie komentarza