poniedziałkowo podyżurowo
2010-10-04 11:52:43
Los był dla mnie wczoraj mimo wszystko łaskawy. Na dyżurze w ciągu dnia owszem, trochę się działo, ale za to noc był nadzwyczaj spokojna. Doceniłam to tym bardziej, że dopadło mnie jakieś paskudne wirusisko i, choć na dyżur przyszłam jedynie z lekkim bólem gardła, z każdą godziną czułam się gorzej. I jak tu leczyć innych, kiedy po kilku oddechach suchym, ciepłym, klimatyzowanym powietrzem zaczyna męczyć kaszel, oczy łzawią, z nosa się leje...?? I jak tu wyglądać ładnie, schludnie i profesjonalnie z nochalem jak czerwona bańka?? No nie da się.
Po dyżurze jak najszybciej zmyłam się do domu i teraz siedzę sobie z kubkiem ciepłego mleka z miodem, w domu roznosi się zapach ciasta drożdżowego zmontowanego przeze mnie w ramach podyżurowego odprężenia. Regeneracja :))
Aha - wracając na chwilę do dyżuru - Wśród przyjętych chorych jeden był przeniesiony do nas z innego warszawskiego szpitala. Przeglądam dokumentację, a tam...konsultacja Muminy ;))) Mały czasem ten medyczny światek, oj mały :)
Na dobry początek tygodnia jeden z moich (licznych) ulubionych zespołów :)))
