Zima...
2010-01-24 23:01:43
Dziś siadam do pisania zmęczona po weekendzie;)... Niestety człowiek się zaangażował w LEP-owanie czyli kurs przygotowujący do LEP i teraz chodzić trzeba z nadzieją, że warto. A dzisiejszy dzień do temu sprzyjających nie należał- raniutko gdy wyszłam na pociąg, w mieście prawie że żywej duszy nie można było spotkać, choć pięknie było: cicho, bielusieńko i tak spokojnie, Słońce wschodziło.. Wbrew najgorszym przewidywaniom pociągi się nie opóżniły i sprawnie dałam radę pojechać i wrócić, po drodze doczytywując "Baltazara i Blimundę" Jose Saramago. Ciekawa książka.. Napisana jakby.. hm.. komuś się nie chciało zbyt skupiać na jakości tego, jak mówi i tylko powtarzał, odtwarzał przebieg wielu sytuacji. Nie do końca jednak, mimo tego, że ciężko się czytało co jakiś czas trafia się na perełkę słowną, taki fragment, który zachwyca swoją prostotą, prawdziwością i odkrywczością jednocześnie. Jest to podobno wg osoby, która mnie obdarowała najpiękniejsza książka o miłości, ale nie romans. Wzruszająca.
Co do słowa pisanego, to miło jest zobaczyć swoje wytwory napisane i wydrukowane na papierze przeznaczonym do czytania przez innych, choćby gazeta miała nakład 1,5-tysięczny. Dostałam od wydawnictwa dwa egzemplarze i mogę się teraz cieszyć;)
Mam nadzieję, że przeziębienie mnie nie rozłoży, jutro znów do pracy. A praca w lekarskim odbywa się np. w rytmie tang Astora Piazzoli czy też wielu innych utworów, także kształcę się nie tylko medycznie;)
