Posty z kategorii: "służba zdrowia"


„ Jak to z paskiem do glukometru było?”

2012-02-28 21:19:24


Takie pytanie zadał panu ministrowi Arłukowiczowi pan poseł Piecha na pamiętnym przesłuchaniu Ministra Zdrowia w czasie posiedzenia sejmowej Komisji Zdrowia. Minister precyzyjnie i dobitnie  wyjaśnił (między innymi) , że niektóre paski do gleukometrów nie będą już refundowane ponieważ opierają się na przestarzałych technologiach  i wyniki uzyskane z ich pomocą są niewiarygodne. Nie zdziwiło mnie więc, że na liście leków refundowanych nie znalazły się powszechnie stosowane paski „pewnej znanej firmy”.  Widocznie specjaliści Ministerstwa Zdrowia „ po długich i żmudnych badaniach” doszli do wniosku, że dalsze ich stosowanie stanowi zagrożenie dla zdrowia pacjentów. Zdziwiłem się dopiero jak po dwóch miesiącach zobaczyłem owe „wyklęte” paski z powrotem na liście leków refundowanych. Już żadne wyjaśnienia pana Ministra nawet najdobitniejsze i najbardziej precyzyjne mnie nie przekonają, ze w tym przypadku nie chodzi o korupcję. Najprostsze wyjaśnienie jest takie, że „ znana firma” nie zapłaciła komu trzeba przed publikacją listy w grudniu ubiegłego roku -zapewne naiwnie sądząc, że jak dali „w łapę” raz, to paski już zawsze będą refundowane. A więc dostali po nosie i  teraz wiedzą – lista jest co dwa miesiące i w łapę trzeba dawać co dwa miesiące! Przy okazji – co za nauczka dla innych „niedomyślnych”!
Tym samym Polska zdobyła niewątpliwy prymat światowej korupcji – państwa Afryki to oaza praworządności.
P.S. „Rada Przejrzystości” – szczyt hipokryzji.

czytaj resztę »

Dodane w służba zdrowia | Komentarze 0 , zobacz komentarze

Antybiotyki refundowane czy nie ?

2012-02-05 22:06:58



W sprawie leków mamy już jasność. Pani Rzecznik Ministerstwa Zdrowia wyjaśniła lekarzom, którzy marzyli o leczeniu polskich pacjentów „ zgodnie z wiedzą i praktyką medyczną”, że właśnie rejestracja leków i produktów medycznych opiera się na medycynie opartej na faktach –EBM i na „najnowszych danych naukowych”. Opublikowane charakterystyki produktów leczniczych to często zdjęcia starych, poplamionych kalką, pisanych charakterystyczną maszynową czcionką dokumentów. Można wątpić o świeżości tych danych naukowych.
Pani Rzecznik uprzejmie wyjaśnia też, że Urząd Rejestracji Produktów Leczniczych nie ma wpływu na to jakie wskazania firma farmaceutyczna zarejestruje. Nie trzeba być detektywem ani nawet Rutkowskim aby się domyślić (albo dowiedzieć ze strony URPL ), że każde zarejestrowane wskazanie to ciężkie pieniądze wpłacone na rzecz Ministerstwa. Jak wynika z „wyjaśnień” Ministerstwo ani myśli rezygnować z tych pieniędzy, a że później firma farmaceutyczna wrzuci te koszty w ceny leków – to już inna sprawa. Teraz Ministerstwo dba o wpływy. Skutek jest, póki co, taki, że jeżeli na zapalenie gardła chcemy wypisać antybiotyk na przykład Amoksycilinę to można wypisać receptę refundowaną jedynie gdy mamy potwierdzenie etiologii tego zapalenia w postaci posiewu. Zapis w CHPL brzmi, bowiem: „Wskazania: Zakażenia spowodowane przez drobnoustroje wrażliwe na amoksycilinę- tj. – zakażenia górnych i dolnych dróg oddechowych wywołane przez paciorkowce alfa i beta- hemolizujące, S. pneumoniae, Staphylococcus sp. i H. influenze niewytwarzające penicylinazy.” Etc., Czyli – żegnaj terapio empiryczna! Jeśli chcesz leczyć jak dotychczas musisz wypisywać antybiotyki ze 100% odpłatnością( większość CHPL antybiotyków ma podobne zapisy).
Można mieć kolejne wątpliwości. Ciekawe, co powie Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej, jeśli pacjent oskarży lekarza o pozbawienie go prawa do leków refundowanych?  A co na to liczna zgraja Rzeczników Praw Pacjenta różnej proweniencji? Dobry Pan Minister wszak zadbał o to by pacjentom obniżyć koszty leczenia tylko źli lekarze złośliwie ich oszukują. Wątpliwości zapewne nie będzie miał kontroler NFZ i jak zwykle odczyta zapisy przepisów literalnie i dokładnie obliczy ilość tabletek na kurację i nienależną refundację a wszystkie nieprawidłowo poniesione przez NFZ koszty każe lekarzom zwrócić z odsetkami za 5 lat. Ja też już nie mam wątpliwości. Jak chce się mieć dobre i miękkie serce – trzeba mieć twardą dupę i głęboką kieszeń a w tej kieszeni ciężką forsę.

czytaj resztę »

Dodane w służba zdrowia | Komentarze 2 , zobacz komentarze

Urzędniczy uwiąd medycyny

2012-01-17 00:05:43


Lawinowy wzrost aktów prawnych ( sejm poprzedniej kadencji uchwalił ponad 10 000 aktów prawnych) powoduje słuszny wzrost administracji. Drobiazgowa regulacja życia społecznego ( wszak urząd wie lepiej) wymaga nowych urzędów i urzędników dla egzekwowania nowych przepisów, sprawozdawania i oczywiście dla skutecznego karania.
To szaleństwo nie ominęło medycyny. Prawa pacjenta, odpady, ochrona danych osobowych to kolejne liczne biura, urzędnicy, sprawozdania i kary. Nowa ustaw refundacyjna pobiła jednak rekordy koszmaru. Dzięki potworkowi zrodzonemu pod przewodem pani Kopacz zamiast stosować leki zgodnie z najnowszymi zaleceniami i publikacjami musimy ograniczyć się tylko do zarejestrowanych wskazań danego leku. Żeby było trudniej poszczególne leki wytworzone z tej samej substancji mają różne zarejestrowane wskazania. Na przykład Fraxodi – drobnocząsteczkowa heparyna ma tylko zarejestrowane wskazanie do leczenia zakrzepicy żył  głębokich podczas gdy Fraxiparina Multi ( dokładnie to samo Nadoparinum Calcium) ma 5 różnych wskazań – w tym oczywiście leczenie zakrzepicy żył głębokich.
Jeśli nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze. Tu cel wydaje się jasny – stworzyć szerokie pole działania dla kontrolerów NFZ, aby odzyskać od lekarzy jak najwięcej pieniędzy w formie kar. Drugi cel – zmusić firmy farmaceutyczne do rejestracji szerokich wskazań dla każdego leku – każde wskazanie to znaczna kwota pieniędzy. Jest jeszcze trzeci cel finansowy - ograniczenie stosowania leków refundowanych do wąskich, zarejestrowanych wskazań – np. blokery pompy protonowej tylko dla wybranych, a nie każdemu na zgagę.
Żeby było ciekawiej – stosowanie leków poza zarejestrowanymi wskazaniami ( pomijając groźbę kary NFZ ) to w świetle obowiązującego prawa – eksperyment medyczny. Wymaga odpowiednich procedur i uzyskania zgody Komisji Etyki Lekarskiej. Warto mieć tego świadomość stosując, na przykład, Captopril do ssania, pod język w celu obniżenia ciśnienia     ( takiego zarejestrowanego wskazania i sposobu podawania Captopril nie ma). Takie i podobne praktyki będą z całą pewnością surowo karane.
Dotychczas największym moim zmartwieniem było jak najlepiej leczyć moich pacjentów – teraz – jak nie dać się złapać. Nie warto się uczyć – trzeba ryć w papierach – ot co!

czytaj resztę »

Dodane w służba zdrowia | Komentarze 0 , zobacz komentarze

Czy zasady refundacji leków łamią prawa obywatelskie?

2011-11-28 22:08:28


Zmobilizowany przez moich pacjentów, a poniekąd także w obawie o własna skórę w aspekcie wystawianych recept, wystosowałem zapytanie do Rzecznika Praw Obywatelskich w sprawie następującej:
„ Artykuł 68 Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej „Obywatelom, niezależnie od ich sytuacji materialnej, władze publiczne zapewniają równy dostęp do świadczeń opieki zdrowotnej finansowanej ze środków publicznych”. Tymczasem, w moim przekonaniu, przepisy Ministerstwa Zdrowia dotyczące refundacji leków łamią to prawo. Jedni chorzy otrzymują leki z niewielką refundacją, a inni mogą otrzymać leki na receptę oznaczoną literą „P” gdzie refundacja jest dużo większa, a czasem leki wydawane są bezpłatnie. Poza tym są leki ( na przykład Doxazosyna), które chorym z przerostem prostaty mogą być zapisywane na receptę z literą „P” z niewielka odpłatnością, a chorym z nadciśnieniem tylko na zwykłą receptę – drożej. Obie choroby są przewlekłe i takie zróżnicowanie zupełnie nieuzasadnione. W ogóle cały system refundacji jest pokrętny i niesprawiedliwy i służy chyba jedynie temu, żeby łapać lekarzy na pomyłkach w stosowaniu tych przepisów i karać ich wysokimi grzywnami. Uprzejmie proszę o opinię” 
W odpowiedzi  otrzymałem zawiadomienie, ze Rzecznik Praw Obywatelskich nie może podjąć działań w mojej sprawie. Równocześnie wyjaśniono co następuje.
Zgodnie z  art.68 ust.2 Konstytucji RP obywatelom, niezależnie od ich sytuacji materialnej, władze publiczne zapewniaja równy dostęp do świadczeń opieki zdrowotnej finansowanej ze środków publicznych, a warunki i zakres udzielania świadczeń określa ustawa.
Jak wielokrotnie wskazywał Trybunał Konstytucyjny, zasada równości nie może być utożsamiana z zasadą jednakowego traktowania. Zróżnicowanie obywateli jest sprzeczne z Konstytucją RP, o ile zróżnicowanie to nie znajduje uzasadnienia według kryteriów racjonalności, proporcjonalności i sprawiedliwości. Taka cechą relewantną pozwalającą na zróżnicowanie świadczeń opieki zdrowotnych są odmienne potrzeby medyczne.  Zróżnicowanie to powinno wynikać z ustawy i art. 68. Ust 2 Konstytucji RP do ustawy odsyła. Obecne zasady refundacji leków określają art.36 i nast. Ustawy z dnia 27 sierpnia 2004 r. o świadczeniach  opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych ( Dz.U. z 2008 r.Nr 164 poz. 1027 ze zm.) a od dnia 1 stycznia przedmiotowa kwestia regulowana będzie ustawą z dnia 12 maja 2011 r. o refundacji leków, środków spożywczych specjalnego przeznaczenia żywieniowego oraz wyrobów medycznych ( Dz. U. Nr 122, poz.696) według wskazanych wyżej kryterium potrzeb medycznych. W związku z powyższym nie można stwierdzić, że refundacje naruszają prawa i wolności człowieka i obywatela.
Zgodnie z art. 8 ustawy z dnia 15 lipca 1987 r. o Rzeczniku Praw Obywatelskich ( Dz. U. z 2001 r. Nr 14, poz.147, ze zm.) Rzecznik podejmuje czynności przewidziane w ustawie, jeżeli poweźmie wiadomość wskazującą na naruszanie konstytucyjnych wolności i praw człowieka i obywatela. W związku z niestwierdzeniem takiego naruszenia zawiadamiam jak na wstępie”
Taką odpowiedź otrzymałem. Przepisałem ten tekst pracowicie, aby nie zostać posądzonym o wyrywanie zdań z kontekstu. Poza tym być może komuś z czytelników przyjdzie do głowy podobna myśl  o możliwym łamaniu praw równości – odpowiedź ma jak znalazł.
Zaskoczyło mnie, że zasada równości nie oznacza równego traktowania. Dałbym się pokroić, że tak!
Okazało się też, że chorzy na nadciśnienie otrzymują droższą Doxazosynę niż chorzy na prostatę bo ich potrzeby medyczne są inne!  Dotychczas myślałem, że każdy chory chce się skutecznie i tanio leczyć. Cóż człowiek całe życie się uczy, nie tylko trudnych, nowych słów w rodzaju „relewantny”, ale i starych prawd, ze biurokracja nie ma zdolności do samonaprawy. Gojenie to cecha przynależna organizmom żywym. Administracyjne molochy degenerują szybciej niż myślimy.
Andrzej Michalski

P.S. Nowa ustawa refundacyjna jeszcze wyraźniej dzieli pacjentów w zależności od tego na jakie choroby chorują na tych którym państwo dopłaca więcej i tych którym dopłaca mniej chociaż często są to choroby przewlekłe " na całe życie".

czytaj resztę »

Dodane w służba zdrowia | Komentarze 1 , zobacz komentarze

Refundacyjne polowanie czas zacząć!

2011-11-19 23:35:41



 Kontrolerzy NFZ mogą sięgać do dokumentacji medycznej nawet do 5 lat ( dlaczego nie 20?) i ”W przypadku wystawienia recept osobom nieuprawnionym lub w przypadkach nieuzasadnionych, Oddział Funduszu może nałożyć na Świadczeniodawcę karę umowną stanowiącą równowartość nienależnej refundacji cen leków dokonanych na podstawie recept wraz z odsetkami ustawowymi od dnia dokonania refundacji.” Niewiele trzeba aby zniszczyć finansowo lekarza.
Jak wieść niesie w przyszłym roku będzie gorzej. Przepisywanie leków musi być zgodne z ChPL – Charakterystyką Produktu Leczniczego jeżeli nie –KARA!  Przeciętny lekarz POZ wykorzystuje ok. 80 leków w rozumieniu – substancji leczniczych jak np. Lisinopril, Kwas askorbinowy, kwas acetylosalicylowy. Najczęściej lekarze ordynują leki pod nazwą konkretnego lekarstwa czyli produktu leczniczego a więc wypisują : Prinivil, witaminę C, Polopirynę. Od czasów gdy ilość leków na skutek zmian politycznych w Polsce gwałtownie wzrosła też ilość produktów zawierających tą samą substancję leczniczą – na przykład Simvastatinum występ  już w ponad 20 produktach leczniczych pod różnymi nazwami. Pielgrzymujący od gabinetu do gabinetu reprezentanci medyczni robią wszystko, aby lekarz zapamiętał i stosował właśnie ich lek. Próba zapamiętania wszystkiego ( plus w której aptece dany lek jest tańszy) nieuchronnie kończy się szaleństwem. Tak jest obecnie. Od nowego roku lekarz nie tylko będzie musiał znać nazwę produktu leczniczego i substancję leczniczą jaka zawiera, ale jeszcze dokładnie znać charakterystykę stosowanego produktu leczniczego. Oto bowiem okazuje się, że chociaż lek oryginalny ma w swojej charakterystyce wskazania do stosowania w 5 stanach chorobowych to jego generyczny odpowiednik – już nie! Może mieć zaledwie w 2 lub 3 wskazania. Taka rejestracja jest tańsza dla firmy farmaceutycznej. Zastosowanie generyku we wskazaniach innych niż zarejestrowane dla tego konkretnego produktu leczniczego to KARA! ( plus odsetki).
Pomysł aby lekarze wypisywali na receptach tylko nazwę międzynarodową leku kiedyś kontrowersyjny teraz może okazać się zbawienny.
Czy chodzi o to aby lekarze stosowali wyłącznie produkty o najszerszym zastosowaniu – maksymalnych wskazaniach dla danej substancji leczniczej, czy też chodzi o to by lekarzy skłonić do zaprzestania stosowania leków refundowanych w ogóle to jak na razie pozostaje tajemnicą „Ustawodawcy”. W obu przypadkach można lekarza swobodnie ukarać. Tym bardziej, że podpisując umowę kontraktową z NFZ  świadczeniodawca rezygnuje z ochrony wyższych aktów prawnych i niejako godzi się na vivisekcję.
Kolejne możliwości karania już widać na horyzoncie. W rejestrze produktów leczniczych lek nie pozostaje przecież wiecznie, jest rejestrowany na określony czas, po tym czasie, chociaż jest obecny na rynku i  stosowany, jest „nielegalny” Jego stosowanie to KARA! Wiadomo chodzi o pieniądze – trzeba zmusić firmę do ponownej rejestracji leku i wniesienia stosownych opłat.

czytaj resztę »

Dodane w służba zdrowia | Komentarze 1 , zobacz komentarze

Perpetum mobile?

2011-10-30 14:17:47


Przewlekle trudna sytuacja polskiej służby zdrowia wymusiła na decydentach poszukiwanie innego      ( poza składkami) źródła finansowania ochrony zdrowia . Prace nad tym projektem trwały od dawna – co widać było po zmieniających się aktach prawnych obowiązujących świadczeniodawców- ale dopiero w ostatnim okresie zdaje się osiągnęły zamierzony kształt. Założenie jest proste – skoro nie można uzyskać dodatkowych środków poza systemem należy ich poszukać w systemie czyli odzyskać wydane środki w maksymalnym wymiarze. Sposobem mają być kary nakładane na świadczeniodawców. Decydująca rola przypadła prawnikom . Należało skonstruować tak pokrętne przepisy i tak je interpretować aby żaden świadczeniodawca się „ nie wywinął”. Oczywiście nie jest możliwe odzyskanie całości wydatkowanych sum, ale przy sumiennych pracach zespołów kontrolujących już są to kwoty znaczące. Jakie są to metody – widać coraz lepiej w miarę postępu prac nad ściganiem nieuczciwych świadczeniodawców „ wyłudzających nienależne środki”. Ponieważ niemal każdy przepis rodzi wątpliwości – każdy może być podstawą ukarania. Ot choćby pierwszy z brzegu. Pacjentom po zawale serca z uniesieniem ST przysługuje Clopidogrel na receptę z literą P, ale tylko przez 30 dni po zawale. Pomijając kwestię daty zawału – co nie zawsze jest pewne i jednoznaczne, nie wiadomo jak wypisać lek jeśli pacjent zgłosi się trzy tygodnie po zawale? Jest bowiem jeszcze w okresie gdy przysługuje mu recepta ulgowa, ale tylko na 10 tabletek leku - reszta opakowania zostanie mu wypisana, a co za tym idzie – refundowana niezgodnie z przepisami. Lekarz do ukarania i obciążenia. Jeśli by jednak lekarz leku nie wypisał - zostanie również ukarany za nieuzasadnione pozbawienie pacjenta prawa do leku o zmniejszonej odpłatności. Władza leczy swoich podopiecznych nowocześnie ( choć krótko). Jakby nie było – kasa wraca. Powodów ukarania – aż nazbyt. Nowe źródło finansowania – bardzo obiecujące. System przyjmie formę samonapędzającego się układu tym bardziej, że lekarze będą teraz coraz więcej i wydajniej pracować aby zarobić na coraz wyższe kary, a trudno zarobić poza kontraktem z NFZ.
 I tak wszyscy będą zadowoleni – pacjenci -uzyskają więcej świadczeń, system ochrony zdrowia – nowe źródło finansowania, lekarze więcej zarobią ( choć więcej zapłacą), a że iluś lekarzy padnie z przepracowania? No cóż sukces wymaga ofiar.

czytaj resztę »

Dodane w służba zdrowia | Komentarze 0 , zobacz komentarze

Oświadczenie pacjenta

2011-04-09 21:55:34


Polska jest państwem prawników, co jak pisał Rafał Ziemkiewicz nie oznacza, że jest państwem prawa. Oto jesteśmy świadkami rywalizacji pomiędzy prawnikami, którzy w imieniu roszczeniowych pacjentów wykorzystują nieprecyzyjne polskie prawo aby wyprocesować jak największe odszkodowania z byle powodu, oraz tymi, którzy próbują w sposób prawny zabezpieczyć lekarzy i system przed takimi roszczeniami. Ochrona taka wymusza pozyskanie od pacjenta licznych oświadczeń na wypadek rozmaitych okoliczności, które to okoliczności mogą ewentualnie skutkować roszczeniami. Oświadczenie pacjenta konieczne jest już na początku - gdy pacjent pojawia się w jednostce ochrony zdrowia powinien pisemnie oświadczyć, że wyraża zgodę na badanie i udzielenie świadczenia medycznego choć wydaje się to oczywiste. Dalej konieczne jest oświadczenie kogo pacjent upoważnia do uzyskania dostępu do dokumentacji medycznej za życia, a kogo po swojej śmierci, czy być może - nie upoważnia nikogo. Już zaczęliśmy zbierać powyższe niezbędne oświadczenia, gdy na stronie Wielkopolskiego NFZ pojawił się komunikat, że dostęp do dokumentacji medycznej to jedno, a informacja o stanie zdrowia to co innego - zatem przypuszczalnie konieczne będą dodatkowe oświadczenia. Szaleństwo postępuje.
Najmniej kontrowersji wzbudza zgoda pacjenta na zabieg operacyjny. Ryzyko związane z operacją, zwłaszcza w przypadkach trudnych narzucało taką powinność, ale był to dotychczas akt bardziej moralny i symboliczny niż ewentualny dowód w sprawie. Teraz to główna oś roszczeń. Zgoda musi być pisemna i świadoma – pacjent obszernie poinformowany o korzyściach i zagrożeniach zbiegu, musi oświadczyć, ze informację zrozumiał i nie może być straszony – bo mógłby źle zadecydować o swoim zdrowiu. Ciekawe jak poinformować pacjenta o możliwych powikłaniach, żeby go nie straszyć ? Czy można oszacować precyzyjnie ryzyko operacji w indywidualnym przypadku?  Załóżmy, że szansa na wyleczenie w wyniku zabiegu operacyjnego ( lub innego) wynosi 50%. Niezależnie od decyzji jaką podejmie pacjent, w razie niepowodzenia, będzie skarżył lekarza. Jeśli operacji nie będzie – o to, że nie przedstawił  mu wyraźnie korzyści z zabiegu, jeśli operacja nie spełni oczekiwań lub pojawią się powikłania – że nie został właściwie powiadomiony o możliwych zagrożeniach. W obu przypadkach jest winny lekarz. Oczywiście dochodzi do tego wątpliwość, zapewne poniesiona w sądzie, czy i jak pacjent był informowany – bez nagrania wideo trudno będzie udowodnić jak było. Wiarygodność nagrań to następny problem.
Roszczenia narastają. Dla polskich pacjentów nie jest oczywista ta oczywistość, że większość chorób na jakie chorujemy to postępujące choroby przewlekłe, a nasze życie nieodmiennie kończy się śmiercią..Wręcz przeciwnie. Nieuleczalna choroba, pogorszenie pomimo leczenia, zgon - to niewątpliwie błąd lekarza, za który musi on zapłacić i to najlepiej w gotówce.
Usłużni prawnicy już oferują swoje usługi.
W tej sytuacji nie dziwi coraz większa ostrożność lekarzy specjalności zabiegowych przed podejmowaniem ryzykownych zabiegów, nie tylko takich, które są w stanie albo wyleczyć albo zabić, ale nawet zwykłych np. wstrzyknięć dostawowych. Po co ryzykować zabieg, który daje co prawda szybką ulgę, ale obarczony jest ryzykiem zapalenia stawu i wielotysięcznym roszczeniem?
Równie dobrze można „zaliczyć” poradę i wypisać lek przeciwbólowy i przeciwzapalny.
W mniemaniu medyków –prawników rozwiązaniem mają być „standardy medyczne” – zapisanych w prawie cykl procedur koniecznego postępowania w konkretnym przypadku chorobowym. Obecnie istniejące w formie zaleceń miałyby się stać prawem. W razie odstępstwa – kara! Tu jednak rodzą się się kolejne wątpliwości. Na początku każdej procedury jest wywiad i badanie przedmiotowe. Czasem najwięcej wnosi wywiad. Jak udowodnić co powiedział pacjent a czego nie , co zmyślił doktor a co wynikło z braku porozumienia się obydwu – każdy co innego miał na myśli. Konieczny zapis – najlepiej wideo. A zmiany osłuchowe – też zapisywać! Dla przyszłego procesu. Wszystko przechowywać przez 30 lat. Jaki nośnik to wytrzyma? Każda wizyta pacjenta to groźba procesu sądowego. Na bok odchodzi dobro chorego. Podstawowa zasada – „nie dać się złapać”.
Dodatkowo, każdy choruje jak umie, a medycyna jest sztuką. Nierzadko postępowanie wbrew kanonom przynosi wyleczenie a uparta realizacja standardów – powikłania.
W czasie wojen napoleońskich standardem leczenia ran postrzałowych było ich zalewanie wrzącym olejem. Kiedy po jednej z bitew zabrakło oleju lekarze zauważyli, że ranni dla których brakło oleju czuli się lepiej, mniej cierpieli i nie gorączkowali. Nasze postępowanie nieustannie jest korygowane przez doświadczenie – ocenę konkretnego pacjenta w jego chorobie.
Ale dywagacje powyższe są bezcelowe. W tym prawniczym szaleństwie chodzi oczywiście o pieniądze. Pacjenci poszczuci przez prawników chcą dorobić się na chorobie, prawnicy zyskać na procesie a firmy ubezpieczeniowe zyskać jak najwięcej nowych klientów, którzy będą się od tych roszczeń ubezpieczać i oczywiście będą płacić coraz wyższe składki. Roszczenia są nieograniczone to i kwoty ubezpieczeń ogromne a w ślad za tym – składki.
Ma się rozumieć, że koszty tego wszystkiego ponoszą pacjenci – składki ubezpieczeniowe, czy, w przypadku braku ubezpieczenia, odszkodowania pochodzą z tych samych pieniędzy – z worka z napisem „ochrona zdrowia”. Zatem kolejki do świadczeń muszą rosnąć, ceny za świadczenia muszą rosnąć, ilość świadczeń, już teraz niedostateczna, - musi maleć. Naprawdę ciężko chorzy będą umierać oczekując na leczenie. Cwaniacy z pomocą prawników będą doić ochronę zdrowia. Lekarze będą się bali dotknąć pacjenta i będą się obkładać różnymi oświadczeniami, zgodami, upoważnieniami i pozwoleniami. Prawnicy będą obrastali w tłuszcz. Firmy ubezpieczeniowe będą kwitły. Rozum będzie zakazany.
Choroba wydaje się nieuleczalna.

Andrzej Michalski

czytaj resztę »

Dodane w służba zdrowia | Komentarze 0 , zobacz komentarze

Przygoda panny S - czyli chłopcy ( i dziewczynki) do bicia

2011-02-10 21:04:53

Przygoda panny S
Pewna panna – panna S postanowiła wyjechać nad polskie morze w trakcie jednego z długich weekendów. Pech chciał, że była nieco przeziębiona. Ufna w siły witalne swojego organizmu udała się w podróż. Niefrasobliwie nie zabrała ze sobą dowodu ubezpieczenia. Niestety już na drugi dzień infekcja zawładnęła nią całkowicie. Zaczęła szukać pomocy medycznej. Jakież było jej zdziwienie kiedy okazało się, że w kolejnych przychodniach POZ spławiano ja w różny sposób i pod jakimkolwiek pretekstem. W końcu jeden z lekarzy ją przyjął, ale skasował jak za wizytę prywatną i jeszcze wypisał leki na 100%. Oburzona – bo przecież należała się jej, jako osobie ubezpieczonej, porada bezpłatna poskarżyła się w pewnym medycznym tygodniku. Przygoda panny S znalazła swoje miejsce w artykule wstępnym czasopisma.
Przedstawiona sytuacja stanowi ilustrację głupoty stanowionego w Polsce prawa. Zwłaszcza w zakresie ochrony zdrowia. Oto bowiem ustawodawca w trosce o ubezpieczonych („zwłaszcza tych najbiedniejszych” – jak mówił w sejmie profesor Belka) ustanowił przepis, że ubezpieczony, który nie ma przy sobie dowodu ubezpieczenia dokument taki może przedstawić w terminie do 7 dni od zakończenia udzielania świadczenia. Jak się domyślam zostało to w ten sposób zapisane, aby ubezpieczony pacjent, broń Boże, nie musiał zapłacić za poradę. Czytając tworzone coraz nowsze akty prawne dotyczące ochrony zdrowia nie mogę się oprzeć wrażeniu, że urzędnicy i politycy, którzy je tworzą są zagorzałymi komunistami i z uporem tworzą akty prawne mające na celu uszczęśliwienie społeczeństwa bez nakładów finansowych - najlepiej na cudzy koszt. W opisanym przykładzie jest 100% pewność, ze ani panna S ani nikt przy zdrowych zmysłach nie odbędzie podróży przez pól Polski tylko po to aby panu doktorowi dostarczyć aktualny dokument ubezpieczenia. Taką świadomość ma również pan doktor. Lekarz, aby uzyskać refundację porady udzielonej osobie przyjezdnej (  w wysokości 15 zł) musi w rozliczeniach z NFZ podać numer dowodu ubezpieczenia.
W opisanym przykładzie lekarz miał dwa wyjścia : złamać przepis i pobrać opłatę od osoby, która nie posiada przy sobie dowodu ubezpieczenia, albo pracować za darmo. Jeżeli taki „turysta” zjawi się raz do roku – trudno, można wytrzymać, ale w miejscowościach wypoczynkowych brak dowodu ubezpieczenia u przyjezdnych pacjentów jest nagminny! Nikt przecież nie przyjeżdża na wakacje chorować! Niestety biegunki, kleszcze, osy, wirusy tego nie wiedzą i uparcie atakują przyjezdnych. Praca za „free” to przekleństwo regionów turystycznych.
Panna S zapewne domagała się również wypisania refundowanej recepty, do której jako osoba ubezpieczona również miała prawo. W przypadku skargi NFZ zapewne boleśnie ukarze winnego lekarza, który pozbawił ubezpieczonego pacjenta należnego mu bezpłatnie świadczenia. Gdyby jednak  lekarz postąpił zgodnie z przepisem to w razie kontroli NFZ nie będzie mógł wykazać, że pacjentka była ubezpieczona ( wszak nie dostarczyła i nie dostarczy dowodu ubezpieczenia), a zatem wypisana recepta została wydana bezprawnie! Kontroler NFZ ma obowiązek żądać od lekarza zwrotu kwoty dopłat do wypisanych leków wraz z odsetkami i dotkliwymi karami pieniężnymi, a może nawet sympatyczną wzmianką w mediach o kolejnym lekarzu -oszuście, który dorobił się kosztem tej państwowej instytucji.
Jak widzimy – zawsze winny lekarz rodzinny!
I zapewne o to chodzi –tu cię mamy -nie podskakuj, bo możemy cię zniszczyć. Jak informuje Mazowiecki Oddział Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy w ostatnich tygodniach Mazowiecki Oddział NFZ obciążył starszego ortopedę kwotą 800 000 złotych. Zastraszony lekarz sprzedał swoje mieszkanie i zapłacił. Kto będzie następny?
Radosna twórczość urzędników trwa nadal, gąszcz przepisów narasta w myśl złudnego przekonania, że herbata będzie słodsza od mieszania i uda się nalać z próżnego.
Andrzej Michalski

czytaj resztę »

Dodane w służba zdrowia | Komentarze 0 , zobacz komentarze

Odwracanie kota ogonem - czyli nic nowego

2010-11-29 22:47:47


Czas wyborów i kolejny czas obietnic mamy za sobą. Przy tej okazji oraz z kolejnej okazji kontraktowania usług medycznych przypomnieć pewne zasadnicze fakty – aby nie stracić właściwej perspektywy postrzegania zjawisk społecznych i nazwać pewne zjawiska bowiem „rzeczy nie nazwane – nie istnieją”.


1.    Lekarz, który został politykiem jest przede wszystkim politykiem, jeżeli nie wyłącznie politykiem – wbrew składanym deklaracjom.


2.    Celem polityka jest zdobycie i utrzymanie władzy – nic poza tym – niezależnie od składanych deklaracji.


3.    Celem polityków nie jest poprawa funkcjonowania państwa a w szczególności poprawa funkcjonowania systemu ochrony zdrowia, ponieważ wiąże się to z podejmowaniem decyzji niepopularnych co osłabia poparcie społeczne.


4.    Niepopularne decyzje polityk podejmuje jedynie w sytuacji kiedy jest do tego zmuszony i nie ma innego wyjścia -wtedy też pilnie poszukuje „Wroga Ludu” , którego obarcza odpowiedzialnością za skutki decyzji.


5.    Za „Wrogów Ludu” najczęściej służą ( w zależności od sytuacji) : Żydzi, cykliści, prywaciarze, kułacy, lekarze, warchoły, imperialiści, rewizjoniści, wichrzyciele i inni.


6.    Każdy rasowy polityk bez zmrużenia oka skaże na prawne zniewolenie lub ekonomiczną degrengoladę dowolną grupę zawodową dla poprawy notowań sondażowych.


7.    Nieprecyzyjne i wieloznaczne zapisy w stanowionym prawie nie są wynikiem indolencji prawników ani ubóstwa języka polskiego tylko działaniem celowym polityków. Takie zapisy umożliwiają:
a)    „kręcenie lodów”
b)    „odwracanie kota ogonem”
Jak wiadomo są dwa sposoby odwracania kota ogonem :
- w prawo
i
- w lewo
Przykład: Rozporządzenia Ministra zdrowia z 22.10.2010r zał. Nr 1. „Świadczeniodawca zapewnia dostępność do świadczeń lekarz POZ miejscu ich udzielania od poniedziałku do piątku w godzinach pomiędzy 8.00 a 18.00”.
W zależności od interpretacji i sytuacji politycznej można na bazie tego zapisu zmusić lekarzy POZ do pracy 10 godzin dziennie ( przecież pracują na kontrakcie!) -  jest to odwracanie kota ogonem w lewo – ku zadowoleniu wyborców.
Gdyby okazało się,  że tak zwany „opór materii” jest zbyt duży z cwanym uśmieszkiem można się zdziwić, że oczywiście nie 10 godzin tylko 7 godzin 35 minut w ramach obowiązującego kodeksu pracy – odwracanie kota ogonem w prawo.
Przykłady można mnożyć nie tylko w dziedzinie ochrony zdrowia.

W czasie wprowadzania kolejnych zmian w systemie ochrony zdrowia warto o tym pamiętać.

Andrzej Michalski

 

czytaj resztę »

Dodane w służba zdrowia | Komentarze 1 , zobacz komentarze

Punkty edukacyjne czyli CEPEm w łeb.

2010-09-05 23:34:36


Z przerażeniem przeczytałem w styczniowej Gazecie Lekarskiej o uruchomieniu Centralnej Ewidencji Punktów Edukacyjnych.  Jednoznacznie kojarzy mi się to z Centralnym Rejestrem Skazanych. Miałem nadzieję, ze po ostatnich doświadczeniach  pomysł zbieractwa punktów zostanie zaniechany, a tu proszę – przyjął nową, jakże atrakcyjną, informatyczną formę.
Władza nas urządzi.
Podstawowe pytanie o sens zbierania punktów edukacyjnych wynika, jak pisze dr Krajewski z obowiązku  dokształcania jaki nałożył na nas ustawodawca. Trzeba jednak wyraźnie powiedzieć, że ustawodawca   nałożył ten obowiązek na wniosek i pod presją naszych „wybrańców”  czyli lekarzy wchodzących w skład gremiów zarządzających Izbą Lekarską. Jakoś tak się składa, że każda władza -  w tym władza Izby -  dąży do poszerzenia zakresu  swojej władzy i stąd zapewne pomysł ustawowego zobligowania lekarzy do zbierania punktów.
Jest interes.
 To także dobry interes - wiedza kosztuje -  ten kto będzie organizował kursy ten zarobi. Kurs musi dostać akredytację to też musi  kosztować, a do tego nie wszyscy mają naukowe podstawy do szerzenia wiedzy, zwłaszcza medycznej. Na pewno mają je wszyscy „krewni i znajomi Królika” tak samo jak prawo do leczenia nowotworów niestandardową chemioterapią mają tylko konsultanci. Zbieranie punktów to, jak wiadomo ,nie to samo co dokształcanie, ale interes na pewno  będzie się dobrze kręcił. Zapomniano przy tym, że każdy lekarz to indywidualny zbiór wiedzy , umiejętności i doświadczenia zbierany przez całe życie i tracony w wyniku zapominania. Każdy lekarz ma też inne potrzeby w zakresie uzupełniania tej wiedzy w zależności od stanowiska na jakim pracuje.
Nie każda nauka to „dokształt”.
 Pomysł nie uwzględnia godzin spędzonych nad podręcznikami w domu  w poszukiwaniu diagnozy trudnego przypadku– wydawane są coraz nowsze pozycje. Nie uwzględnia wiedzy z Internetu. Periodyki medyczne postarały się o możliwość zdobywania punktów w ramach wypełniania testów sprawdzających z całego numeru. Nawet próbowałem przez rok to wypełniać , straciłem w sumie wiele godzin na studiowaniu zagadnień, które mnie nie interesowały i nie były mi potrzebne w codziennej pracy – bezsens – ale dawało punkty. Niewiele z tego pamiętam – jeśli w ogóle cokolwiek.
Wiedza wymaga poświęceń.
Jestem lekarzem rodzinnym i z powodu braku zastępstwa od 10 lat nie byłem na urlopie. Sobota i niedziela to jedyna wolne dni jakie mam, żądanie żebym w te dni jechał setki kilometrów i wysłuchiwał wykładów jest nieludzkie. Przypuszczam też, że szkolenia będą słono płatne, nikt przecież nie będzie pracował i wykładał za darmo.
Złota jesień czeka.
Coraz więcej lekarzy osiąga wiek emerytalny i pomimo tego pracują dalej – emerytura lekarska jest upokarzająco niska co Gazeta Lekarska słusznie zauważa. Czy te koleżanki i tych kolegów też będzie się zmuszało do peregrynacji po Polsce w poszukiwaniu punków? Bo przecież jak nie uzbierają odpowiedniej liczby punktów to z mocy prawa trzeba będzie ich ukarać. I tu już nie ma zmiłuj się. Jak tylko Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej poweźmie wiadomość o złamaniu kodeksu etyki lekarskie musi ( nawet jeśliby nie chciał )  wystąpić o ukaranie. Dzięki elektronicznej bazie danych wiadomość poweźmie od razu .Najlepiej od razu odebrać prawo wykonywania zawodu i przydzielić dwie ampułki Pavulonu w ramach starczego deputatu. A przy okazji -co w ciągu 20 lat Izba zrobiła aby nasze zarobki , a co za tym idzie emerytury nie były takie upokarzające?
Acha – uchwaliła rezolucję!
Chcieliście Izby – no to ją macie,                                                                                                                    Skumbrie w tomacie ,pstrąg.
Andrzej Michalski


czytaj resztę »

Dodane w służba zdrowia | Komentarze 1 , zobacz komentarze

Dziwny kraj

2010-08-25 21:35:13

Dziwny kraj – zapiski z podróży.


I.    Wszystko dla wszystkich


            Trzeba przyznać, że kraj nasz zadziwia na każdym kroku – nie tylko głupotą rozwiązań systemowych organizacji życia społecznego, ale przede wszystkim upartym trwaniem przy rozwiązaniach, które się nie sprawdziły i w sposób widoczny dla wszystkich wiodą do zapaści. Weźmy na przykład system ochrony zdrowia. Na tak zwanym Zachodzie już dawno stwierdzono, że potrzeby zdrowotne społeczeństwa są nieograniczone. Każdy człowiek odczuwa codziennie różne dolegliwości ( a w miarę starzenia się ilość  ich znacznie wzrasta), które są najczęściej zaburzeniami czynnościowymi od „zakwasów” po intensywnym treningu zaczynając do kolki brzusznej po ostrym kechupie kończąc. Wiadomo, że nie ma takiego budżetu, który byłby w stanie sfinansować profesjonalne ( czyli poparte licznymi badaniami diagnostycznymi ) wyjaśnienie różnych, codziennie innych „boleści” u każdego obywatela. Tylko w Polsce jest to ustawowo zagwarantowane i co ważniejsze bezpłatne dla każdego. Nie każda dolegliwość jest poważną chorobą jednak gdy wyjaśnienie tego jest bezpłatne to nic nie powstrzyma obywatela przed żądaniem szczegółowych badań.

Oczywiście są wyjątki:

Ludzie o zdrowym rozsądku, którzy dodatkowo nie mają ochoty na tracenie życia w kolejkach do lekarzy i na badania zwyczajnie „odpuszczją” i zajmują się innymi ciekawymi zajęciami – najczęściej zarabianiem pieniędzy, a w razie rzeczywistej potrzeby kupują świadczenia zdrowotne.

Niestety ogromna większość przejęta stanem własnego zdrowia ustawia się w kolejce i żąda szczegółowych badań. Przy czym trzeba jasno powiedzieć, ze rzadko wierzą dzisiejsi pacjenci w doświadczenie i wiedzę lekarza, a zazwyczaj domagają się potwierdzenia diagnozy w sposób obiektywny – czyli badaniami diagnostycznymi. Lekarz stojąc wobec zagrożenia popełnienia błędu i presji pacjenta, a drugiej strony coraz liczniejszych „rzeczników pacjenta”i narastających roszczeń sądowych - najczęściej takie lub inne badania zleca. I dawno by już ten cały system się zawalił gdyby nie ograniczenie dostępności do specjalistów i cały system kolejkowy. Tutaj dochodzimy do paradoksu – pacjent ma obiecane wszystko i za darmo, a w sytuacji rzeczywistej potrzeby – nie otrzymuje nic. Tu też oczywiście próbuje się przerzucić odpowiedzialność na lekarzy , ale to inna opowieść.


Wniosek- nikt nie chce uznać, że :


1-    Nie każde strzykanie w plecach to ciężka choroba z którą trzeba iść do lekarza, najlepiej specjalisty i koniecznie zrobić zdjęcie rtg.


2-    Każdy człowiek musi sam zdecydować czy dolegliwość jest inna i niezwykła, groźna czy pospolita.


3-    Każdy człowiek może się w tej ocenie pomylić – jest to pewne ryzyko, które obecnie też występuje.


4-    Żaden lekarz nie jest w stanie zastąpić w tej decyzji samego pacjenta, bo sam nie czuje jego dolegliwości i uzyska pewność tylko po przeprowadzeniu kompletnej diagnostyki. Rola „gate keepera” jest z założenia nietrafiona.


5-    Musi istnieć powód dla którego pacjent podejmuje trud samooceny i decyzji o skorzystaniu, bądź nie, z systemu ochrony zdrowia.


6-    Najtańszym, z punktu widzenia kosztów organizacyjnych, bodźcem motywującym jest opłata rejestracyjna przy każdym korzystaniu z systemu – zwłaszcza porad specjalistycznych i badań dodatkowych. Jeżeli nie będzie dopłaty do badań dodatkowych będzie wymuszanie licznych badań po opłaceniu opłaty rejestracyjnej i niejako z tytułu jej wniesienia.

„ W krajach zacofanych w celu wprowadzenia socjalizmu konieczna jest rewolucja – w krajach rozwiniętych wystarczy wprowadzić demokrację” – Karol Marks.


„Demokracja nosi w sobie ziarno samozagłady” – Historia.


c.d. być może nastąpi.


Andrzej Michalski

czytaj resztę »

Dodane w służba zdrowia | Komentarze 1 , zobacz komentarze

Proces doktora Dreptaka

2010-04-02 20:37:19

Proces doktora Dreptaka

I oto mamy proces – co według ustawy
Osądzi winę i wyjaśni sprawy
Związane z nagłym przedwczesnym odejściem
Biednego pacjenta – zgon mógł być nieszczęściem
Samym w sobie, można by też było
Przypisać go chorobie co już rok dręczyła
Naszego delikwenta, jednak familija
Żądzą zemsty dysząca lub żądzą pieniądza
Do sądu skargę zgłasza.
Skarga na lekarza – doktorzynę Dreptaka
Co chorego doglądał. Bo jest szansa taka,
Że gdy go sąd lekarskim przytopi wyrokiem
To sąd cywilny ostatnie wyciśnie zeń soki
I świeży grosz rodzinie osuszy łzy żalu
( Każdemu wszak się przyda spory worek szmalu).


Otóż i sąd idzie. Sąd nie byle jaki
Bo pod przewodnictwem doktora Kulbaki
Ten wszystkie nieomylnie rozwiąże przypadki
Nie było ci dla niego zbyt trudnej zagadki
Lub zbyt zawiłej. On w lekarskim fachu
Robi dużo, dokładnie – tyle, że do piachu
Bo post mortem.

Wszyscy wstają – wszak sądy szanować wypada
Pośrodku obwiniony z boku Rzecznik siada
Rzecznik dobra zawodu – co jest dziwnym tworem
Bo tę osobę w sądach zwą prokuratorem.
Tuż obok Rzecznika całą ławą siadła
Rodzina pacjenta – choć z lekka pobladła
Ciut zaaferowana i ciekawa sprawy
Jest teraz stroną w sądzie i według ustawy
Też może swoje wnosić, też trzepać Dreptaka.
Lub się domagać kary gdy możliwość taka
Pojawi się z pomocą prawnika gaduły
( co go tu dziś przywiedli). A pan sędzia czuły
Jest na prawne frazesy bo prawnik hobbysta
Wyczuwa swoje braki- nie tak jak jurysta.

Więc strony zasiadają, czas zacząć obrady
Już mówcy się szykują do uczonej zwady
Lecz po stronie obrony ława dziwnie pusta.
To Ustawa zamknęła drugiej stronie usta
Bo obrońcy nie widać, choćby się przydało
Równowagę zachować nawet gdy nie całą.
Ten mecz do jednej bramki trudno nazwać walką
Tu Temida odmierza tylko jedna szalką.

Mógł co prawda Dreptaczek nająć adwokata
Aby go wsparł w obronie lecz możliwość taka
Zapewne droga była. Mógł kolegów prosić
By napaść adwersarzy pomogli mu znosić -
Widać wszyscy zajęci – bo dziś nikt nie przybył
Być może ryby łowią lub zbierają grzyby.
Albo też już nie wierzą w sprawiedliwość ślepą
I wiedzą że Dreptakowi ciężką karę wlepią.
Gdy jest poszkodowany winnego też wskażą.
„Vox populi – vox dei” i sądy go skażą
Ku uciesze gawiedzi i mediów radości.
Dla rozładowania napięć i narosłych złości
Dobrze jest czarownicę spalić jeśli dzięki temu
Nikt nie będzie już żądał reformy systemu. 

Dreptaka los przesądzony, próżno się tłumaczy
Zawiłością schorzenia i nawałem pracy.
Nikt się tym nie przejmuje. Rzecznik z adwokatem
Tną Dreptaka na odlew słowami jak batem –
Nieuctwo, zła diagnoza oraz złe leczenie
Braki w dokumentacji, słabe pouczenie
Pacjenta co źle zrozumiał i przyjął za mało
Lub za dużo lekarstwa. Albo nie działało
Lekarstwo tak jak trzeba - a to opisano
I w jakimś piśmie medycznym podano,
Lecz medyk nie przeczytał w uczonym annale,
A fakt taki miał miejsce, sto lat temu, w Spale.

Sąd idzie na naradę, choć samotrzeć radzi
Wiadomo że z Kulbaką nikt się już nie zwadzi
Ten naradza się z lustrem i tak jak ustali
 Taką też Dreptakowi karę sąd przywali.
A przywalić ma z czego bo nowa ustawa
Oprócz kary upomnień oraz kary nagan
Zawieszać ma w zawodzie lub dyplom zabierać
Na kary też pieniężne trzeba kasę zbierać
Bo nie myli się nigdy ten co nic nie robi
Dlatego doświadczenie co lekarza zdobi
Okupione błędami jest zwykle licznymi
Skutki których zostają pomiędzy chorymi.
Karząc każdą pomyłkę można dojść do tego
Co czynili antyczni za Hammurabiego.

Dreptaka już skazano, kara oczywista
Adwokat wraz z rodziną już pętlę zaciska
Już czeka na dochody, już ręce zaciera
Już w duchu liczy diengi, gratulacje zbiera.
Czas na odszkodowania co niepoliczone
i zadośćuczynienia nieograniczone.

Wszak się tak zdarzało, że roszczenia twarde
zabrały lekarzowi wszystko co coś warte
i wszelkie oszczędności i dobytek życia
i coś co do spania i coś do przykrycia.
aż się był i powiesił bo zaszczuli człeka
Dobrze, że Dreptak nie wie, co go teraz czeka.
Próżno w pomoc izbową wierzył aż do końca
Znów pośród przyjaciół psy zjadły zajaca.

 

Andrzej Michalski

czytaj resztę »


Kandydatom na lekarzy ku przestrodze, lekarzom pod rozwagę

2009-02-03 21:40:55


Ludzie chorowali od zawsze. Z cierpieniem szli do lekarza, który według najlepszej wiedzy starał się chorobę wyleczyć, czy choćby zaleczyć lub choćby trochę ulżyć choremu. Jeżeli to się udało zyskiwał wdzięczność pacjenta, jego dobra sława rozszerzała się liczba pacjentów rosła a wraz z nią dochody. Możliwości skutecznego leczenia były w przeszłości niewielkie stąd o spektakularne sukcesy było trudno, a znaczna liczba niepowodzeń specjalnie nie dziwi. Ludzie przyjmowali to ze zrozumieniem widząc w pogarszającym się zdrowiu czy śmierci ‘dopust” boży,  nieszczęśliwe zrządzenie losu czy naturalną kolej rzeczy – wszyscy wszak muszą umrzeć.  Czasy te jednak minęły . Współcześnie społeczeństwo przekonywane jest usilnie przez media masowego przekazu, że każdą chorobę można wyleczyć trzeba jedynie odpowiednio wcześnie i dokładnie ją zdiagnozować i właściwie leczyć.
Jeżeli dzieje się inaczej i dochodzi do niepowodzenia jest to niemal wyłącznie spowodowane błędem medycznym, którego autorem jest oczywiście lekarz, a zraniony poczuciem krzywdy pacjent i jego rodzina przeobrażają się w żądnych krwi mścicieli.
W polskim prawie roszczenia pacjenta nie są ograniczone ani co do wysokości odszkodowania ani co do czasu – można żądać zadośćuczynienia za rzeczywiste lub domniemane szkody spowodowane błędem medycznym tak długo wstecz jak tylko pacjent pamięta.
Dla odmiany ubezpieczenia z tytułu odpowiedzialności cywilnej związanej z pracą lekarza są wyraźnie ograniczone co do wysokości i okresu ubezpieczenia, a niskie dochody większości lekarzy nie skłaniają do ubezpieczania się na znaczne kwoty. W przedstawionej powyżej sytuacji jedynie wskutek niedoinformowania opinii społecznej, powszechnej niewiary w sądy, oraz zachowania resztkowych ilości zdrowego rozsądku przez część społeczeństwa żyją jeszcze lekarze, którzy nie mają procesów odszkodowawczych, chcą leczyć i cokolwiek własnego posiadają. Jak bowiem informuje nasza medyczna prasa są już pierwsze przypadki całkowitego bankructwa lekarzy wskutek roszczeń odszkodowawczych pacjentów i trend ma charakter wzrostowy.
Taki obraz faktów skłania do smutnej refleksji, że trzeba być „ciężkim” idiotą, żeby w Polsce praktykować medycynę, a jeśli do tego ktoś taki wysyła własne dzieci na studia medyczne– jest najpewniej wysublimowanym sado - masochistą. Lekarz bowiem oprócz tego że musi być nieomylny to jeszcze musi znać szczegółowo całą medycynę i stosować najnowsze i najskuteczniejsze metody diagnozowania i leczenia. Wiadomo, że  na co dzień te najdroższe sposoby diagnozowania i leczenia są dla większości lekarzy niedostępne z ogólnych względów organizacyjno – zapaściowych, to w sądzie rychło okazuje się, że owszem żeby tylko były zlecone to nikt by nie odmówił.
A przecież rzeczywistość jest zupełnie inna – mylimy się i będziemy się mylili, bo jesteśmy tylko ludźmi, bo biologia jest nieprzewidywalna i każdy choruje jak umie, bo nie popełnia błędów ten, który nic nie robi. Przypuszczam że wprowadzanie zasad kodeksu Hammurabiego niczego nie zmieni wręcz przeciwnie – skłania do przemilczania niepomyślnych zdarzeń medycznych przez co nie następuje weryfikacja procedur ( w zasadzie procedur jest niewiele) i lekarze uczą się na własnych błędach – niestety jest to najdroższa nauka i płacą za nią pacjenci.. Coraz sroższe kary nie zapewnią nieomylności lekarzom, a pacjentom nieśmiertelności (wszak jeśli każda choroba wcześnie wykryta jest uleczalna – to na co umrzeć?) Interwencja medyczna niosła i nieść będzie ryzyko niepowodzenia czy błędu – polityka „polowań na czarownice” nie poprawia sytuacji lecz ją pogarsza. Brak jest racjonalnego podejścia do problemu choć zagadnienie jest znane i różne rozwiązania na świecie przećwiczone.
Jakby tego było mało oprócz sądów cywilnych lekarze podlegają karaniu jeszcze przez Sąd Lekarski, który według ostatnich zapowiedzi rozszerza znacznie wachlarz kar o dotkliwe kary pieniężne. Osobiście nie chcę być karany podwójnie za to samo niezależnie od tego jakie racje przedstawia Pan Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej. W kolejce do karania lekarzy oczekuje następny, świeżo utworzony rzecznik praw pacjenta.
Ciekawe, że nie istnieje żadna instytucja zajmująca się obroną praw lekarzy, bo  myślę, że lekarz też ma jakieś prawa – ale może się mylę. Nawet Izba Lekarska –w końcu samorząd lekarski - wyposażona została jedynie w prokuratora czyli Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej i sędziów( z upodobaniem zajmują się karaniem lekarzy). O obrońcach w tym sądzie ustawodawca dziwnie jakoś zapomniał.
Ogólnie trzeba sobie z żalem uświadomić, że działanie Izby Lekarskiej jest sprzeczne z interesem lekarzy jako grupy zawodowej i wbrew interesowi każdego indywidualnego medyka.
Dziwi mnie pęd młodych Polaków na studia medyczne – zwłaszcza na wydział lekarski – brak jakichkolwiek racjonalnych przesłanek dla takiej decyzji – no chyba, że ktoś od początku zakłada emigrację.


Andrzej Michalski

11.07.2008

czytaj resztę »

Dodane w służba zdrowia | Komentarze 4 , zobacz komentarze

Czasami warto przeczytać coś z Ilicza - albo z Gazety Lekarskiej

2009-01-11 20:12:35

Z gazety Lekarskiej można się dowiedzieć jak to Sąd Lekarski przykładnie ukarał lekarza ginekologa, który prowadził działalność gospodarczą pod postacią prywatnego gabinetu lekarskiego. Chociaż zgło sił ową działalność w odpowiednich urzędach państwowych i posiadał ważne prawo wykonywania zawodu to jednak zapomniał ( nie chciał? Nie wiedział? ) zarejestrować tego gabinetu w odpowiedniej Okręgowej Izbie Lekarskiej. Ten fakt – brak rejestracji gabinetu lekarskiego w Okręgowej Izbie Lekarskiej został uznany przez Okręgowy Sąd Lekarski za czyn tak nieetyczny, tak podły, niegodny lekarza, że ukarał wspomnianego ginekologa kara nagany.
Tylko czekać kar za nieprawomyślność.
Na wszelki wypadek się nie podpiszę.

czytaj resztę »

Dodane w służba zdrowia | Komentarze 1 , zobacz komentarze

zgodnie z prawem

2009-01-03 22:02:26

Zgodnie z prawem NFZ może wyceniać świadczenia i procedury według własnego " widzimisię".

Zgodnie z prawem publiczny szpital musi podpisać kontrakt z NFZ.

Zgodnie z prawem publiczny szpital musi przyjąć i odpowiednia leczyć wszystkich pacjentów którzy potrzebują    takiego leczenia.

Zgodnie z prawem za powstałe długi szpital jest słusznie napietnowany, a dyrekcja ukarana za niegospodarność.

Zgodnie z prawem...

Polska na pewno jest państwem prawa ( i prawników - jak uważają niektórzy ) ale do sprawiedliwości to jeszcze nam daleko.

czytaj resztę »

Dodane w służba zdrowia | Komentarze 1 , zobacz komentarze

Odpowiedzialność według Hammurabiego

2008-12-21 19:31:44


Odpowiedzialność lekarza za wyrządzone w czasie leczenia szkody jest wieloraka i
wielokrotna – zawodowa, karna i cywilna czyli – materialna. Nie ma ona żadnych granic i
to zarówno w zakresie wysokości roszczeń jak i czasu. Oznacza to, że pacjent w każdej
chwili, nawet po 20 latach może wystąpić z roszczeniem o odszkodowanie z tytułu
uszczerbku, jakiego doznał w trakcie leczenia. Tu nic się nie przedawnia. Mordercy się
przedawnia, lekarzowi - nigdy. Jednym słowem jest to odpowiedzialność nieograniczona.
Zachodzi więc pilna konieczność wykupienia polisy na nieograniczoną kwotę
odszkodowania, bo aktualne polisy OC opiewają na ściśle określone kwoty i to wcale nie
wysokie, biorąc pod uwagę roszczenia pacjentów. Ale jak wysoka będzie składka
ubezpieczenia na taka polisę?
Sytuację pogarszają przepisy o zadośćuczynieniu, które weszły w życie kilka miesięcy
temu. Dotyczą one także kierowców – sprawców nieszczęśliwych wypadków. Poza
odszkodowaniem z tytułu wyrządzonej szkody, a przypadku śmierci ofiary wypadku,
pokrycia kosztów leczenia, pogrzebu i innych kosztów bliższa i dalsza rodzina może
dochodzić zadośćuczynienia. Zadośćuczynienie za straty moralne i emocjonalne związane
ze śmiercią ich bliskiego. Chociaż sama zasada wyrównania strat emocjonalnych
pieniędzmi budzi zrozumiałe wątpliwości, prawo działa i już toczą się procesy w których po
kilkanaście osób żąda od sprawcy śmiertelnego wypadku zadośćuczynienia w kwotach po
50 -300 tys. zł. dla każdej z osób („ Rzeczpospolita” 04.11.2008. Nr216). Takich sum nie
gwarantuje żadna polisa, żadnego kierowcy, dlatego w przypadku ich zasądzenia komornik
zabiera cały dobytek sprawcy wypadku. Prawnicy już zacierają ręce. Znam przypadek, że
adwokaci i rodzina ofiary wypadku doprowadzili nieszczęsnego sprawcę do samobójczej
śmierci. Takie rozwiązania prawne pozwolą odkryć ogromne pokłady podłości zalegające w
naszym społeczeństwie. Nikt nie odrzuci przecież „daru losu” jakim jest możliwość łatwego
uzyskania pieniędzy.
Taka sama odpowiedzialność w zakresie zadośćuczynienia dotyczy lekarzy. Nie można
twierdzić, że roszczeniowy pacjent to jest coś, co przydarza się komuś innemu, bo biorąc
pod uwagę liczbę lat pracy lekarza oraz ilość porad i zabiegów - każdy lekarz będzie musiał
się zmierzyć z tym problemem. Taki proces może być dla psychiki lekarza prawdziwą
dewastacją – o jego dorobku materialnym nie wspominając.
Nieodparcie nasuwa się myśl o pierwowzorze porządku prawnego jaki niewątpliwie legł u
podstaw dzisiejszych rozwiązań. Jak żyło się lekarzom pod rządami kodeksu
Hammurabiego? Jak głosi historia medycyny, jeżeli pacjent cierpiał na chorobę oka, a
lekarzowi nie udało się go wyleczyć i pacjent oślepł – wykłuwano oko lekarzowi. Podobnie
gdy leczenie chorej nogi było nieskuteczne i pacjentowi trzeba było nogę amputowaćodcinano
też nogę lekarzowi. Czy lekarze Babilonu szybko przekształcili się w ślepych
inwalidów nie tylko niezdolnych do jakiejkolwiek pracy, ale potrzebujących pomocy ze
strony innych? Wszak możliwości skutecznego leczenia były 2 tysiące lat temu znacznie
ograniczone. A może działali w całkowitej konspiracji i pacjent wchodził do izby lekarza z
zawiązanymi oczami aby nie mógł go rozpoznać i oskarżyć. Szkoda, że historia nie
zachowała ich sposobu na przeżycie w ciężkich czasach. Mogło by to być cenną wskazówką
dla współczesnych lekarzy.


Andrzej Michalski
22.11.2008.

czytaj resztę »

Dodane w służba zdrowia | Komentarze 1 , zobacz komentarze

Dlaczego ogórek nie śpiewa, a Izba Lekarska nie służy lekarzom

2008-12-21 19:13:26


„ To pytanie w tytule postawione tak śmiało chociaż z największym bólem rozważyć by należało”. Kwestię ogórka poeta rozstrzyga dość krótko - „ogórek nie śpiewa i to o żadnej porze gdyż widocznie z woli nieba prawdopodobnie nie może”. Z Izbą Lekarską sprawa już nie jest taka prosta. Przezwyciężywszy zrozumiały opór przed czytaniem aktów prawnych stwierdzamy, że chociaż zadaniem Izby jest sprawowanie pieczy nad należytym i sumiennym wykonywaniem zawodu lekarza oraz ustanawianie zasad etycznych obowiązujących wszystkich lekarzy to już dbanie o należyte wynagrodzenie i warunki materialne stanu lekarskiego do zadań Izby nie należą. Co prawda w następnym artykule ustawa mówi, że Izba  „negocjuje warunki pracy i płac”, ale wszyscy już wiemy, że jest to pusty zapis – Izba niczego nie wynegocjowała. W zakresie warunków materialnych lekarzy Izba nie zrobiła nic i nie zrobi i to nie „z woli nieba” ale z woli ustawodawcy. Najdobitniejszym dowodem na twierdzenie, że Izba nie odpowiada na potrzeby i problemy środowiska lekarskiego jest powstanie dwóch silnych i już okrzepłych organizacji lekarskich, które spełniają coraz ważniejszą rolę w życiu lekarzy.

Można pomyśleć, że Izba Lekarska jest organizacją fasadową , pustą wydmuszką, która żyje tylko dzięki obowiązkowemu haraczowi, jaki ustawodawca nałożył na lekarzy dla zapewnienie podstaw utrzymania tego przedłużenia władzy państwa nad środowiskiem lekarskim – codzienna praktyka jednak temu przeczy. Zarządy Izb Lekarskich nie przysypiają zajęci przeliczaniem diet za kolejne posiedzenia Towarzystwa Wzajemnej Adoracji. Oto projekt wprowadzenia konsultanckiego systemu organizacji szpitali  – który od lat funkcjonuje w wielu zachodnich krajach – został przez Izbę praktycznie unicestwiony. Nietrudno się domyśleć, że w obronie folwarków ordynatorsko – profesorskich. System konsultancki mógł przecież zniszczyć podstawy dobrobytu tej grupy, jak się wydaje – grupy trzymającej w Izbach władzę.

Za płacony na rzecz Izby Lekarskiej podatek lekarze otrzymują gazetę, a w niej jedynie słuszne i światłe myśli zarządu. Kontrowersyjne i nieprzychylne Izbie opinie nie są publikowane – jak należy się domyślać – aby nie rozbijać jedności środowiska.

Aktywnie działające Rady Lekarskie uszczęśliwiły lekarzy obowiązkiem zbierania „punktów edukacyjnych”. Moralny imperatyw stałego doskonalenia zawodowego został zamieniony na wymóg formalny. Wyraźnie Rady chcą poszerzyć zakres władzy nad lekarzami – chciałoby się zakrzyknąć: „Cała władza w ręce Rad!”. Tylko jak to współgra z ideą wolnego zawodu?

Ale jeszcze o punktach. Poza pytaniem o sens mitręgi biurokratycznej,  jaką przygotowano w  związku z zapisywaniem, rozliczaniem, potwierdzaniem, dokumentowaniem itd. trzeba zapytać o sens samych punktów. Dla każdego przecież jest jasne, że lekarz, który zebrał wymaganą ilość punktów wcale nie musi być wyedukowany – można zbierać punkty nie ucząc się. Konieczność zbierania punktów daje za to konkretne zyski osobom prowadzącym kursy, wykłady, sympozja i konferencje naukowe – organizowane z pieniędzy lekarzy przymuszonych do uczestnictwa w tych imprezach. Pomysł zbierania punktów wspomaga też niektóre pisma lekarskie – wszak za prenumeratę  dwóch tytułów można uzyskać aż 15 punków. Oczywiści nie można zamienić na punkty godzin spędzonych nad książkami gdy  „rozgryzamy” trudny przypadek choroby naszego pacjenta, ani wykładu wysłuchanego ze strony internetowej, ani artykułów przeczytanych w internetowych bibliotekach. Cała akcja ma widać inny cel – Rada ogłasza już „sądny dzień” - dzień  rozliczania z zebranych punktów. Nie wzbudza to entuzjazmu lekarzy – być może stan lekarski otworzy oczy i zobaczy, że Izba Lekarska jest tłamszącym nas kagańcem, a nie wyrazicielem naszych potrzeb, opinii i pragnień.

 

 

Andrzej Michalski

 

25.10.2008r

czytaj resztę »