Oświadczenie pacjenta
2011-04-09 21:55:34
Polska jest państwem prawników, co jak pisał Rafał Ziemkiewicz nie oznacza, że jest państwem prawa. Oto jesteśmy świadkami rywalizacji pomiędzy prawnikami, którzy w imieniu roszczeniowych pacjentów wykorzystują nieprecyzyjne polskie prawo aby wyprocesować jak największe odszkodowania z byle powodu, oraz tymi, którzy próbują w sposób prawny zabezpieczyć lekarzy i system przed takimi roszczeniami. Ochrona taka wymusza pozyskanie od pacjenta licznych oświadczeń na wypadek rozmaitych okoliczności, które to okoliczności mogą ewentualnie skutkować roszczeniami. Oświadczenie pacjenta konieczne jest już na początku - gdy pacjent pojawia się w jednostce ochrony zdrowia powinien pisemnie oświadczyć, że wyraża zgodę na badanie i udzielenie świadczenia medycznego choć wydaje się to oczywiste. Dalej konieczne jest oświadczenie kogo pacjent upoważnia do uzyskania dostępu do dokumentacji medycznej za życia, a kogo po swojej śmierci, czy być może - nie upoważnia nikogo. Już zaczęliśmy zbierać powyższe niezbędne oświadczenia, gdy na stronie Wielkopolskiego NFZ pojawił się komunikat, że dostęp do dokumentacji medycznej to jedno, a informacja o stanie zdrowia to co innego - zatem przypuszczalnie konieczne będą dodatkowe oświadczenia. Szaleństwo postępuje.
Najmniej kontrowersji wzbudza zgoda pacjenta na zabieg operacyjny. Ryzyko związane z operacją, zwłaszcza w przypadkach trudnych narzucało taką powinność, ale był to dotychczas akt bardziej moralny i symboliczny niż ewentualny dowód w sprawie. Teraz to główna oś roszczeń. Zgoda musi być pisemna i świadoma – pacjent obszernie poinformowany o korzyściach i zagrożeniach zbiegu, musi oświadczyć, ze informację zrozumiał i nie może być straszony – bo mógłby źle zadecydować o swoim zdrowiu. Ciekawe jak poinformować pacjenta o możliwych powikłaniach, żeby go nie straszyć ? Czy można oszacować precyzyjnie ryzyko operacji w indywidualnym przypadku? Załóżmy, że szansa na wyleczenie w wyniku zabiegu operacyjnego ( lub innego) wynosi 50%. Niezależnie od decyzji jaką podejmie pacjent, w razie niepowodzenia, będzie skarżył lekarza. Jeśli operacji nie będzie – o to, że nie przedstawił mu wyraźnie korzyści z zabiegu, jeśli operacja nie spełni oczekiwań lub pojawią się powikłania – że nie został właściwie powiadomiony o możliwych zagrożeniach. W obu przypadkach jest winny lekarz. Oczywiście dochodzi do tego wątpliwość, zapewne poniesiona w sądzie, czy i jak pacjent był informowany – bez nagrania wideo trudno będzie udowodnić jak było. Wiarygodność nagrań to następny problem.
Roszczenia narastają. Dla polskich pacjentów nie jest oczywista ta oczywistość, że większość chorób na jakie chorujemy to postępujące choroby przewlekłe, a nasze życie nieodmiennie kończy się śmiercią..Wręcz przeciwnie. Nieuleczalna choroba, pogorszenie pomimo leczenia, zgon - to niewątpliwie błąd lekarza, za który musi on zapłacić i to najlepiej w gotówce.
Usłużni prawnicy już oferują swoje usługi.
W tej sytuacji nie dziwi coraz większa ostrożność lekarzy specjalności zabiegowych przed podejmowaniem ryzykownych zabiegów, nie tylko takich, które są w stanie albo wyleczyć albo zabić, ale nawet zwykłych np. wstrzyknięć dostawowych. Po co ryzykować zabieg, który daje co prawda szybką ulgę, ale obarczony jest ryzykiem zapalenia stawu i wielotysięcznym roszczeniem?
Równie dobrze można „zaliczyć” poradę i wypisać lek przeciwbólowy i przeciwzapalny.
W mniemaniu medyków –prawników rozwiązaniem mają być „standardy medyczne” – zapisanych w prawie cykl procedur koniecznego postępowania w konkretnym przypadku chorobowym. Obecnie istniejące w formie zaleceń miałyby się stać prawem. W razie odstępstwa – kara! Tu jednak rodzą się się kolejne wątpliwości. Na początku każdej procedury jest wywiad i badanie przedmiotowe. Czasem najwięcej wnosi wywiad. Jak udowodnić co powiedział pacjent a czego nie , co zmyślił doktor a co wynikło z braku porozumienia się obydwu – każdy co innego miał na myśli. Konieczny zapis – najlepiej wideo. A zmiany osłuchowe – też zapisywać! Dla przyszłego procesu. Wszystko przechowywać przez 30 lat. Jaki nośnik to wytrzyma? Każda wizyta pacjenta to groźba procesu sądowego. Na bok odchodzi dobro chorego. Podstawowa zasada – „nie dać się złapać”.
Dodatkowo, każdy choruje jak umie, a medycyna jest sztuką. Nierzadko postępowanie wbrew kanonom przynosi wyleczenie a uparta realizacja standardów – powikłania.
W czasie wojen napoleońskich standardem leczenia ran postrzałowych było ich zalewanie wrzącym olejem. Kiedy po jednej z bitew zabrakło oleju lekarze zauważyli, że ranni dla których brakło oleju czuli się lepiej, mniej cierpieli i nie gorączkowali. Nasze postępowanie nieustannie jest korygowane przez doświadczenie – ocenę konkretnego pacjenta w jego chorobie.
Ale dywagacje powyższe są bezcelowe. W tym prawniczym szaleństwie chodzi oczywiście o pieniądze. Pacjenci poszczuci przez prawników chcą dorobić się na chorobie, prawnicy zyskać na procesie a firmy ubezpieczeniowe zyskać jak najwięcej nowych klientów, którzy będą się od tych roszczeń ubezpieczać i oczywiście będą płacić coraz wyższe składki. Roszczenia są nieograniczone to i kwoty ubezpieczeń ogromne a w ślad za tym – składki.
Ma się rozumieć, że koszty tego wszystkiego ponoszą pacjenci – składki ubezpieczeniowe, czy, w przypadku braku ubezpieczenia, odszkodowania pochodzą z tych samych pieniędzy – z worka z napisem „ochrona zdrowia”. Zatem kolejki do świadczeń muszą rosnąć, ceny za świadczenia muszą rosnąć, ilość świadczeń, już teraz niedostateczna, - musi maleć. Naprawdę ciężko chorzy będą umierać oczekując na leczenie. Cwaniacy z pomocą prawników będą doić ochronę zdrowia. Lekarze będą się bali dotknąć pacjenta i będą się obkładać różnymi oświadczeniami, zgodami, upoważnieniami i pozwoleniami. Prawnicy będą obrastali w tłuszcz. Firmy ubezpieczeniowe będą kwitły. Rozum będzie zakazany.
Choroba wydaje się nieuleczalna.
Andrzej Michalski

Dodawanie komentarza